Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2006

DUCHOWE   MANEWRY   STRAŻNIKÓW   PORANKA

REDDOT.GIF (327 bytes) Czy gra Pan/Pani dalej?”
( I niedziela Adwentu )

 

Stwórco gwiaździstych przestworzy
I wieczne światło wierzących,
Chryste, coś wszystkich odkupił,
Wysłuchaj naszą modlitwę.
Zdjęty litością nad światem,
Któremu śmierć zagrażała,
Jego zbawieniem się stałeś
I uzdrowiłeś z niemocy.
Świat już pogrążał się w mroku,
Lecz Ty, jak słońce promienne,
Z łona Dziewicy wyszedłeś,
Zrodzony przez Nią w czystości.(...)

             Tymi słowami brewiarzowego hymnu wieczornego rozpoczynamy nowy rok liturgiczny, nowy rok kościelny. Tymi słowami witamy kolejny adwent w naszym życiu. Adwent – czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana... Każdy adwent, a więc także i tegoroczny jest specyficzną szansą daną nam wprost od Pana Boga. Kiedy więc zapalamy pierwszą świecę na adwentowym wieńcu, musimy uświadomić sobie, że ani się obejrzymy, a już wszystkie cztery świece będą płonąć, a my odświętnie ubrani zasiądziemy do wigilijnego stołu... Nie możemy więc dopuścić do sytuacji, by szansa którą otrzymujemy, okazała się szansą zmarnowaną. Bo po co jest szansa? Szansa jest po to, by ją wykorzystać. I adwent jest po to, by go wykorzystać.

Możemy to uczynić na wiele sposobów... Są one w zasięgu ręki... Ale ciągle pozostaje otwartą kwestia: czy ja rzeczywiście chcę tę szansę wykorzystać; czy pragnę skorzystać z bogatej palety możliwości, które zaowocują w moim życiu duchowym? Czy ja tak na serio chcę się zaliczać do „strażników poranka” – czyli czy np. chcę być tym, który czeka z utęsknieniem, nie tyle na podwyżkę, nie tyle na awans, nie na to, by mieć wreszcie 18 lat, nie na pozytywne wyniki lekarskich badań, ale kimś kto czeka na NIEGO – na Jezusa Chrystusa!

To nasze czekanie nie może być pasywne, bierne, bylejakie... Nasze czekanie jest pełne tęsknoty, aktywne, czynne, wypełnione uczynkami zrodzonymi z miłości ku Bogu i człowiekowi. Takie czekanie nazwiemy z pewnością czuwaniem. I właśnie my, strażnicy poranka, mamy być we współczesnym świecie specjalistami od czuwania. Tzn. że sami mamy czuwać, ale też budzić innych, którzy są już znużeni, którzy po kątach przysypiają, którzy odwracają się od Boga i od ludzi... To jest nasze zadanie – bynajmniej nie tylko adwentowe... Abyśmy mogli się z niego wywiązać potrzebne są nam regularne manewry duchowe, czyli chociażby tegoroczne rekolekcje adwentowe...

Pierwszym z naszych ćwiczeń było postawienie sobie pytania: gdzie jestem? Dziś pora na kolejne pytanie, którego treść może początkowo zadziwić czytających te słowa, mianowicie: czy gra pan/pani dalej??? Z pewnością pytanie to kojarzy się nam z licznymi konkursami czy teleturniejami, w których stawką są większe lub mniejsze pieniądze. I często regułą stosowaną w owych programach rozrywkowych jest zasada, że po pewnym sukcesie, mając już na koncie pewną kwotę pieniędzy, można zrezygnować i odejść z daną wygraną. Ale można zaryzykować i grać dalej o coraz większą stawkę... Dla nas jako chrześcijan stawką najwyższą stanowi nasze zbawienie. Nie ma ważniejszego dobra. Dlatego smuci mnie, a nawet drażni jak słyszę słowa o tym, że „zdrowie jest najważniejsze”. Nie mam nic przeciwko dobremu zdrowiu swojemu i innych... I życzyłbym sobie (i wszystkim) cieszyć się zawsze „końskim” zdrowiem. Ale są wartości dużo ważniejsze od zdrowia. Można być przecież zdrowym i głupim. Albo: rozwiniętym fizycznie, a duchowo – skarłowaciałym. Można mieć wspaniałą rzeźbę mięśni, a czynić wiele złych rzeczy... Dlatego powtórzmy raz jeszcze: najwyższym dobrem dla nas, najbardziej pożądanym jest ZBAWIENIE. No właśnie: jest...? Skoro tak, to znaczy, że nie będę szczędził sił, by zrobić wszystko dla tej wartości! Ta stawka jest rzeczywiście „większa niż życie” – bo chodzi tu nie o to życie przemijające, ale o życie nieprzemijające. Stając więc na progu adwentowego, szczególnego czasu, muszę po raz kolejny dokonać świadomego wyboru: „czy gram dalej?!” Nie znaczy to, że nasze życie, nasze chrześcijaństwo to jest jakiś turniej, czy jakaś gierka... Znaczy to tyle, bym był świadomy, że nie wolno mi spocząć na laurach, że muszę walczyć do samego końca, że w pracy wewnętrznej nie ma dnia odpoczynku czy urlopu, że żyć Ewangelią to znaczy pójść na całość – stawiając wszystko „na jedną kartę”. Życie z Bogiem to nie jest ruletka, to nie toto-lotek: tu nie można przegrać, ale – no właśnie – ALE: trzeba stosować się do reguł podanych przez Pana Boga, nie wolno kapitulować (chrześcijanin nie wie co to wywiesić białą flagę), trzeba mieć w sobie pragnienia bycia świętym człowiekiem... Człowiek sam siebie nie zbawi. Zbawienie jest darem Boga, ale my możemy ten dar przyjąć lub (mamy w sobie taką straszliwą możliwość) go odrzucić. Z tym najwspanialszym darem trzeba na co dzień współpracować – wszędzie tam gdzie Boża Opatrzność nas postawi... A z takich wielkich pragnień rodzą się wielkie czyny, i życie twe nabiera nowego blasku...

Kiedy w ostatnich dniach pasjonujemy się sukcesami polskich siatkarzy na trwających (jeszcze) mistrzostwach świata w Japonii, i kiedy tak wielka radość staje się naszym udziałem, gdy „orły” dają popis gry na najwyższym poziomie, to myślę sobie, że w naszym życiu podobnie jak w siatkówce nie ma miejsca na remis. I że ta sportowa rywalizacja może być dobrym przykładem mobilizującym ku temu, by ciągle zaczynać na nowo, pamiętając, że nie ma sytuacji bez wyjścia...

To ciągłe zmaganie się dobra ze złem, którego doświadczam we własnym życiu, przynosiło różne owoce. Czasami zwycięstwa, czasami porażki... Ale w końcowym efekcie nie ma mowy o remisie! Ten nasz życiowy, jedyny, niepowtarzalny mecz (w dobrym tego słowa znaczeniu) będzie miał swoje rozstrzygnięcie.. I to naprawdę ode mnie zależy czy moje życie będzie miało zwycięski kształt... Pan Bóg marzy o tym – spełnijmy więc te Jego marzenia! Może ten mój życiowy pojedynek przyjmie formę tie-break’u. Tak dla przypomnienia (na podst. „Wikipedii”): Tie-break (ang. tie-breaker - przełamanie remisu) - rodzaj dogrywki w grach sportowych, w których nie jest dopuszczalne zakończenie meczu remisem, takich jak tenis ziemny czy siatkówka. Piszę o tym tie-breaku inspirowany słowami rozważania ks. Mariana Puzewicza (www.duch.lublin.pl) przeznaczonymi na dzień 29 listopada: „bo mnie też już parę takich (tie-breaków) w życiu wyszło. Zdawało się, że istnieje tylko cień szansy, żeby coś odwrócić, bo sprawy idą źle (z mojej przyczyny czy z innych). Pokusa jest wtedy taka, żeby się poddać, machnąć ręką, niech tam, pal diabli, trudno. Pogodzić się z przegraną zanim skończy się mecz, zrezygnować, skapitulować, paść i z żalu się spopielić. Jeśli jednak stawałem do tie-breaku, wykorzystując cień szansy, wygrywałem. Bo cień szansy, to jednak szansa. To jednak nadzieja, promyk, jakiś przedświt, jakaś możliwość. I nauczyłem się tego imać zawsze. Masz jakieś sprawy przegrane? Zdaje ci się, że już poległeś? Stań do tie-breaku! Wygrasz!“

         Wygrywaj więc – jest jeszcze tyle do zrobienia - ale żeby wygrać trzeba grać dalej, trzeba walczyć, a przede wszystkim trzymać się Tego, który nas pierwszy umiłował – On Ci zawsze dopomoże, i to dzięki Niemu możesz dostąpić zbawienia, dlatego też to dzisiejsze rozważanie zakończmy słowami ostatniej zwrotki niedzielnego hymnu nieszpornego: 

        Chryste, nasz Królu łagodny,
        Niech Tobie z Ojcem i Duchem
        Będzie podzięka i chwała
        Przez całą wieczność bez kresu. Amen.

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2006  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  03-12-2006