Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2008
 


 
O Wschodzie, Blasku światłości wieczystej i Słońce sprawiedliwości,
przyjdź i oświeć żyjących w mroku i cieniu śmierci.
O Oriens, splendor lucis ætérnæ et sol iustítiæ:
veni, et illúmina sedéntes in ténebris et umbra mortis

                                                             (21 grudnia - antyfona na Magnificat)

REDDOT.GIF (327 bytes) Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela"
( II niedziela Adwentu )

 

Wszystko to, co jest ważne w naszym życiu, co ma jakieś znaczenie i naprawdę się liczy wymaga przygotowania z naszej strony. Ta prosta prawda bywa dzisiaj zapominana, albo wręcz lekceważona, bo przygotowanie zawsze oznacza pewien wysiłek, mobilizację wewnętrzną, wymaga też cierpliwości i umiejętności czekania. My nie potrafimy czekać, a przed wysiłkiem każdy z nas się wzdryga.

Tymczasem kiedy myślimy o adwencie, to właśnie jego głębokim sensem jest oczekiwanie. Oczekiwanie to nie jest jednak biernym trwaniem w bezruchu, czekaniem na coś, co bez wątpienia nastąpi. Przeciwnie, adwentowe oczekiwanie jest aktywnym przygotowaniem. Oczekując na Chrystusa, jednocześnie przygotowujemy się na Jego przyjście. On  na pewno przyjdzie (tak jak wypełnił obietnice o swoich narodzinach w Betlejem), my musimy się na ten moment przygotować. Adwent wzywa nas zatem do działania – „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego".

Nasze adwentowe przygotowanie jest obowiązkiem każdego z nas. Nikt inny tego za nas nie zrobi, nikt z nas nie może też powiedzieć, że nie miał czasu. Czas jest dany każdemu z nas i od nas zależy jak zostanie on wykorzystany. Możemy odłożyć to na później (nie mamy jednak gwarancji, że to „później” nadejdzie), albo możemy zebrać się w sobie i zmobilizować się już teraz. Znowu Pan Bóg pozostawia nam wolność wyboru. To my musimy podjąć decyzję.

Dla każdego, kto zdecyduje się podjąć wysiłek związany z przygotowaniem, jest dobra wiadomość. Nie jest osamotniony i pozostawiony sam sobie z tym trudnym zadaniem. Kościół daje nam adwentowych przewodników – Najświętszą Maryję Pannę (któż lepiej mógłby nas przygotować na przyjście Chrystusa) oraz świętego Jana Chrzciciela, którzy nie tylko orędują za nami, ale też pokazują nam którędy mamy podążać (również prorok Izajasz, jako trzecia z wielkich postaci adwentu wskazuje nam kierunek).

I właśnie dzisiaj, w drugą niedzielę adwentu, pojawia się postać świętego Jana Chrzciciela. Wyjątkowa to postać. Już same okoliczności jego narodzin (zapowiedziane przez anioła) pokazują, że Pan Bóg wyznaczył mu szczególne zadanie. Jego rodzice Elżbieta i Zachariasz byli już w podeszłym wieku i z pewnością nie spodziewali się potomstwa, tym bardziej, że Elżbieta wcześniej była bezpłodną. Pan Bóg ma jednak swoje plany i narzędzia do ich wypełnienia wybiera według sobie znanego klucza. To Jan miał być tym, który bezpośrednio przygotuje Izraela na działalność Mesjasza, „głosem wołającym na pustyni”.  To Jan, chrzcząc wodą, miał przygotować przyjście Tego, który miał chrzcić Duchem Świętym. Była to misja szczególna, jedyna w swoim rodzaju, niewątpliwie trudna i wymagająca przygotowania. Ascetyczne życie na pustyni było preludium do niej. Świętość, pokuta i sposób życia oraz nauka i siła charakteru Jana budziły podziw jego współczesnych. Wrażenie było tak wielkie, że pytano go, czy to on właśnie był Mesjaszem. Całkowite poświęcenie życia Bogu znajdzie swój punkt kulminacyjny w męczeńskiej śmierci. Właśnie takiego przewodnika na nasze adwentowe oczekiwanie stawia nam Kościół.

W dzisiejszej ewangelii słyszymy jak Jan nawołuje do nawrócenia, do prostowania ścieżek i przygotowania drogi Panu. Ten obraz, zaczerpnięty z proroka Izajasza, był niezwykle czytelny dla współczesnych mu mieszkańców Izraela. Drogi w tamtych czasach nie zawsze były wyraźnie wytyczone. Te mniej uczęszczane zarastały, tak że nie można było z nich korzystać. Na przybycie kogoś ważnego niejednokrotnie należało je przygotować, odnowić. Obraz drogi i ścieżek symbolizuje nic innego jak nasze ludzkie życie, jego moralny aspekt. Często jest ono mocno poskręcane, poprzerywane, pełne wybojów, kamieni i nierówności. Często „zarosło” ono grzechami i wadami. Przemiana życia i jego odnowa wiąże się zatem z ich prostowaniem, wygładzeniem i wyrównywaniem. To zadanie jest może czasem niezwykle trudne i mozolne, ale jest ono niezbędne jeżeli chcemy przygotować się na przyjście Pana.

Porządkowanie życia to cała nasza wewnętrzna praca, którą każdy musi wykonać. I trzeba do tego podejść bardzo poważnie. Człowiek musi się serio zastanowić jak wygląda jego życie, co należy wyprostować lub usunąć. Co jeszcze stoi na drodze do przyjęcia Pana? Ale, żeby to dojrzeć musi się wyciszyć, oderwać od codziennego zaganiania. Musimy za Janem pójść na „pustynię”. Tylko w ciszy i oderwaniu od świata można usłyszeć wołanie Boga. Po to daje Kościół swoim dzieciom adwent – żeby się wyciszyć, żeby wejść w swoje serce i spojrzeć na siebie i swoje życie. Żeby wyprostować jakąś ścieżkę, trzeba najpierw dostrzec jej skrzywienie. A kiedy już dostrzeżemy jak wiele jest do zrobienia, to nie ma na co czekać i odkładać na jutro. Słuchacze Jana, dotknięci jego słowami, wyznawali grzechy i przyjmowali chrzest pokuty. Podobnie musi być i z naszą przemianą. Postanowienie o zmianie życia musi prowadzić do konfesjonału. Wyznanie grzechów w sakramencie pokuty i przyjęcie łaski przebaczenia leży u źródła wszelkiej odnowy duchowej. Ale do spowiedzi, żeby mogła ona przynieść pożądane owoce też trzeba się odpowiednio przygotować. Często przychodzimy i wyznajemy grzechy, ale widać wyraźnie, że nie poświęciliśmy wystarczająco czasu na zajrzenie do własnej duszy. Czasem wygląda to tak, jakbyśmy nie byli zainteresowani wyprostowaniem ścieżek naszego życia. Owszem, oczyszczamy się nieco, ale na konkretne zmiany nie możemy się zdecydować. I tak upływają lata, a my się przyzwyczajamy do naszego schematu. Tymczasem Jan nawołuje do prawdziwej i radykalnej przemiany, a nie drobnych kosmetycznych zmian. Prawdziwa przemiana może być bardzo bolesna i wiele kosztować (to zależy jak bardzo sami sobie zakręciliśmy nasze życie), ale tylko ona otwiera nas na łaskę Pana. Prawdziwa przemiana wymaga od nas też wiele cierpliwości i pokory. Ileż to razy podbudowani łaską spowiedzi jesteśmy pewni, że już sobie poradzimy. Ileż to razy boleśnie przekonujemy się, że jednak nie, że ciągle upadamy. Ale na tym właśnie polega nawrócenie, że uznajemy siebie za słabeuszy, którzy nie dadzą sami rady i prosimy o pomoc. Chrystus tylko na to czeka.

Słowa Jan Chrzciciela pewnie brzmiały surowo i bezkompromisowo. Ale taka jest prawda. Jeżeli wierzysz, to musisz żyć według zasad wiary. Tutaj nie ma miejsca na tak, wierzę, ale... Jeżeli nie nawrócimy się i nie przygotujemy się na przyjście Pana, to wówczas przegramy całe nasze życie. Nie będzie już kolejnego adwentu. Nie będzie drugiej szansy. Wykorzystajmy ten czas, który teraz jest nam dany.

Ks. Andrzej Komorowski, fssp
e-mail:  andrzejkom@netcourrier.com


Copyright  (c)  2008  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  07-12-2008