Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2008
 


 
O Wschodzie, Blasku światłości wieczystej i Słońce sprawiedliwości,
przyjdź i oświeć żyjących w mroku i cieniu śmierci.
O Oriens, splendor lucis ætérnæ et sol iustítiæ:
veni, et illúmina sedéntes in ténebris et umbra mortis

                                                             (21 grudnia - antyfona na Magnificat)

REDDOT.GIF (327 bytes) Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom.."
( IV niedziela Adwentu )

 

Już czwarta niedziela adwentu. Za kilka dni Boże Narodzenie. Pewnie wielu z nas ma wrażenie, że czas jakby biegnie szybciej. Pewnie też wielu z nas nie jest zadowolonych ze swojego adwentu. Może znowu, jak co roku, zbyt wiele czasu uciekło nam przez palce. Może powzięte postanowienia szybko zostały odłożone (na kolejny adwent...) i z poczuciem nie najlepiej wykorzystanego czasu spoglądamy na nadchodzące święta. Jeśli tak, to trudno. Powinniśmy się przynajmniej skupić na tych ostatnich dniach i przeżyć je jak najintensywniej. ON jest już bardzo blisko.

Na początku naszych rozważań zastanawialiśmy się o jakie przyjście Pana chodzi. Z jednej strony spoglądamy niejako wstecz gdyż adwent przygotowuje nas na obchody pamiątki narodzin Zbawiciela w Betlejem. Z drugiej strony podnosimy wzrok ku ostatecznemu celowi naszego życia, którym jest spotkanie z Panem, kiedy powróci w chwale na końcu świata. Ale pomiędzy te dwa wymiary adwentowego oczekiwania – przygotowania wpisuje się jeszcze jeden wymiar – wymiar łaski. Dwa wspomniane już wymiary sięgają w przeszłość i przyszłość (może bardzo bliską, tego nikt z ludzi nie wie). Trzeci wymiar dotyczy naszego teraz. Pan objawia się ze swoją łaską teraz, każdego dnia naszego życia. I tak, jak w przypadku dwóch pozostałych wymiarów adwentu musimy się odpowiednio przygotować, tak i na dar łaski musimy być gotowi.

W pierwszym rozważaniu napisałem, że Syn Boży stał się człowiekiem, abyśmy my, ludzie mogli mieć udział w życiu samego Boga. Ten Boży pierwiastek, który został stracony przez naszych pierwszych rodziców, to właśnie nic innego jak łaska uświęcająca. Bez tego pierwiastka, bez łaski uświęcającej, człowiek nie byłby w stanie dostać się do nieba. A jeśli nawet byłoby to możliwe, to nie mógłby tam żyć. Wiemy doskonale, że tę łaskę, która jest zarodkiem życia nadprzyrodzonego, Pan Bóg przywraca nam poprzez sakrament chrztu. Moment ten stanowi początek naszego duchowego rozwoju. Łaska uświęcająca, raz dana na chrzcie świętym, musi bezustannie wrastać i owocować w naszym życiu. Jej pomnażanie odbywa poprzez inny rodzaj łask, które otrzymujemy w każdym momencie naszego życia. Nazywamy je łaską uczynkową. Są to wszystkie zewnętrzne dary, które stanowią niejako zewnętrzne warunki, abyśmy mogli duchowo rosnąć. Aby przyniosły one owoce musimy z nimi współpracować. Łaska uświęcająca wzrasta w naszych sercach tylko jeżeli się o to staramy.

Konsekwencje łaski uświęcającej lub jej braku są ogromne. Łaska przenosi nas w wymiar wieczności. Każdy nasz czyn, niezależnie jak drobny by nie był, (uśmiech, dobre słowo dla drugiego) wykonany w stanie łaski uświęcającej ma wartość wieczną. Oznacza to, że wszystkie nasze dobre uczynki przyczyniają się do naszego rozwoju duchowego, do wzrostu życia nadprzyrodzonego w naszej duszy. A tych przecież w naszym życiu jest cała masa. Nagrodą za życie w łasce jest sam Pan Bóg.

Jeżeli natomiast ktoś utraci łaskę, owszem zdolny jest do dobrych czynów, nie mają one jednak żadnego wpływu na wieczność. Dobre uczynki dokonane w stanie grzechu ciężkiego nie wpływają na rozwój duchowy człowieka, nie pomnażają w jego duszy życia nadprzyrodzonego. Jest to oczywiste, bo nie można pomnożyć czegoś czego w ogóle nie ma. A grzech ciężki właśnie życie nadprzyrodzone w naszej duszy zabija.

Jeżeli będziemy świadomi jak ważne jest życie w stanie łaski uświęcającej i jak wiele od niego zależy, to wówczas powinniśmy zrobić wszystko, żeby tej łaski nigdy nie stracić. A jeżeli to już się stało, to czym prędzej ją odzyskać w sakramencie pokuty. I każdy z nas powinien zrozumieć, że życie na co dzień w łasce uświęcającej, czasem mimo wielu trudnych okoliczności, jest naprawdę możliwe. I nie jest to jedynie obowiązek duchownych, czy przywilej nielicznych. Życie w łasce jest wymagane absolutnie od każdego, niezależnie od stanu czy wieku. I tylko jeżeli żyjemy w łasce możemy z ufnością i tęsknotą oczekiwać przyjścia Pana.

O rozwoju łaski uświęcającej w naszej duszy decydują sakramenty święte, a przede wszystkim Najświętszy Sakrament. To właśnie Eucharystia żywi naszą duszę i pozwala jej rozwijać się. Chrystus pozostał w Sakramencie Ołtarza, nie tylko aby móc, bez przerwy dzień i noc, przebywać wśród nas, ale także żeby przychodzić i mieszkać w naszych sercach. Adwent, jako czas przygotowania, powinien nam dać do myślenia jakie jest nasze przygotowanie do Komunii świętej. Oczekując na przyjście Zbawiciela nie możemy nie odnieść tego do Jego obecności na ołtarzu podczas Mszy świętej. Podczas Bożego Narodzenia rozpoznajemy Chrystusa, który przychodzi jako Dziecię, aby Go potem rozpoznawać w każdej Ofierze Mszy św. w Hostii. Chrystus przyszedł przed dwoma tysiącami lat, przyjdzie na końcu czasu, ale dla nas przychodzi każdego dnia, w każdej świątyni na całym świecie. Ten sam Pan Jezus, który narodził się w Betlejem, który chodził po drogach Palestyny, jest obecny wśród nas, pod postacią chleba. W Komunii świętej przyjmujemy nie tylko łaskę, którą Pan daje w każdym sakramencie, ale samego Autora, Źródło wszelkiej łaski. Wydaję się to tak oczywiste, tak się do tego przyzwyczailiśmy, że już to na nas nie robi wrażenia. I może właśnie dlatego zapominamy o tym wymiarze adwentowego oczekiwania. I może dlatego tak słabo przygotowujemy Mu nasze serca.

 

Nasza gotowość na przyjęcie Pana to przede wszystkim pragnienie. Szczere pragnienie prowadzi do odzyskania łaski jeżeli ją straciliśmy. Pragnienie to jednak byłoby złudne, gdyby nie łączyło się z autentycznym postanowieniem odnowy naszego życia. Tak naprawdę nie chodzi przecież o to, żeby się przygotować do świąt i żeby je wyjątkowo przeżyć, ale o to, żeby się zmienić. Jeżeli po zakończonym adwencie i po Bożym Narodzeniu moje życie wróci na stare tory, to adwent nic mi nie dał i zmarnowałem ten czas. W tym tkwi głęboki sens powtarzania tych samych świąt i okresów roku liturgicznym. Wraz z upływającym czasem musimy być coraz wyżej w naszym rozwoju duchowym. Ta powtarzalność pozwala nam spojrzeć czy coś się w nas zmieniło, czy dojrzeliśmy w naszym życiu duchowym. Czy, w porównaniu z zeszłorocznym adwentem i Bożym Narodzeniem, łaska uświęcająca została pomnożona w mojej duszy. Przygotowując się na triumfalny powrót Chrystusa na końcu czasów, muszę chwytać łaski, które On daje tu i teraz, dzisiaj. Nie mogę zapominać, że On pragnie przychodzić do mego serca już teraz, pod postacią chleba.

 

Jeżeli tak spojrzymy na nasze życie, to wówczas staje się ono nie tylko adwentowym oczekiwaniem na powrót, ale też w pewnym sensie jednym wielkim Bożym Narodzeniem, bo Chrystus rodzi się na nowo w sercu każdego człowieka, kiedy ten przyjmuje Jego łaskę. Ta łaska obejmuje coraz to większe obszary naszej duszy, tak, aby ogarnąć ją całkowicie, aż do jej przebóstwienia. I właśnie dlatego Syn Boży stał się człowiekiem. Amen 

 

 

Radosnych, spokojnych i pełnych nadziei Świąt Bożego Narodzenia. Niech Chrystus narodzi się w sercu każdego z nas.

 

Ks. Andrzej Komorowski, fssp
e-mail:  andrzejkom@netcourrier.com


Copyright  (c)  2008  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  20-12-2008