Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2001

QUO VADIS, HOMO?
"Kafejka przy Via Appia"

 

REDDOT.GIF (327 bytes) Marto, Marto... – czyli: moje oczy są nadal zielone!
(nauka wstępna)

 

Wieniec adwentowyProponuję Ci abyś się zatrzymał. Usiadł, położył, zamilkł. Na jakiś czas odłóż swój świat na półkę. Problemy poprzykrywaj serwetkami, plany zawieś na kołku. Swoją twarz, której pewno nie lubisz lub, którą się zachwycasz, odwróć od lustra samooceny. Role, w jakich obsadziło Cię życie pozostaw w teatrze zapomnienia. Na wszystkich swoich stanowiskach i funkcjach podaj się na chwilę do dymisji. Umów się z sobą, że Cię nie ma. Bliskim, jeśli są, powiedz, że umarłeś. Pogaś światła, (oprócz tej malutkiej lampki na nocnym stoliku), wyłącz telefony, pochowaj piloty. Kluczyk z samochodu wrzuć do akwarium. Wyloguj się – jak pisał kiedyś Andrzej Gołąb. To ostatnie – to może niekoniecznie, bo inaczej niestety nie będziesz mógł uczestniczyć w naszych Internetowych Rekolekcjach Adwentowych’2001.

Quo vadis, Domine?Nie będę ukrywał, że inspiracją tegorocznych rekolekcji stała się ekranizacja powieści Henryka Sienkiewicza „Quo vadis”, która okazała się także najważniejszym wydarzeniem polskiej kinematografii w tym roku. Pamiętamy, że w oryginale pada pytanie z ust św. Piotra: Quo vadis, Domine? (Dokąd idziesz, Panie?). My natomiast w trakcie naszych rekolekcji pragniemy zapytać inaczej: QUO VADIS, HOMO? – czyli: dokąd idziesz, człowieku?! Nasze tegoroczne rozważania będą oscylować wokół kilku ważnych, trudnych kwestii związanych z naszym życiem, na które spróbujemy spojrzeć w perspektywie wiary chrześcijańskiej. W tym miejscu pragnę zaproponować, by uczestnicy naszych rekolekcji (szczególnie Ci, którzy zajrzeli tu po raz pierwszy!) skorzystali (przypomnieli sobie!) nauki z lat poprzednich (1998, 1999, 2000). Taka uważna lektura pomoże nam bardziej kompleksowo spojrzeć zarówno na samą ideę rekolekcji poprzez Internet, jak i na nasze życie wewnętrzne, o którego rozwój ciągle powinniśmy się troszczyć. Myślę, że te „stare” teksty okażą się pozytywnym impulsem, że będą po prostu... „jare”

Pragniemy wspólnie przeżyć czas adwentu, czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana. A ON przyjdzie na pewno... Potrzebujemy jednak konkretnego, solidnego i rzeczowego przygotowania, by gdy przyjdzie, zastał nas czuwających i pełnych wdzięczności. Adwent – tęsknota, krzyk nadziei, radość czekania pełnego wytrwałości... Ale jak popatrzymy wokół, to może nam się wydawać, że mamy do czynienia z jakimś anty-adwentem. Bo kto tu tak naprawdę na Ciebie Chryste czeka? Przecież tu chodzi o zysk... A kto tu się przejmuje przykazaniami, Ewangelią? Przecież to ja jestem kowalem swego losu i ja ustalam reguły gry (coraz brudniejszej...). A kto tak na serio myśli o śmierci, o wieczności, o innych? Nie, tylko nie to! Żadnego straszenia śmiercią, żadnych bajek o wiecznym szczęściu, żadnej odpowiedzialności.... Tak niestety wielu współczesnych nam myśli. A my? A ja? Czy rzeczywiście moje życie jest adwentem, jest czekaniem (pełnym soczystych owoców wiary, miłości i nadziei) – a może włącza się ono (o zgrozo!) w rytm owego anty-adwentu, który mówi Panu Bogu wprost, choć najczęściej w sprytny sposób: nie chcemy tutaj Ciebie, damy sobie radę sami, nie czekamy na Ciebie, a jeśli jesteś już we drzwiach... to najlepiej pocałuj klamkę z drugiej strony... Smutne, ale jakoś tak prawdziwe.... Aby tak nie było w naszym życiu, by nie było w nim nawet pozoru zła, potrzebny jest specjalny czas wyciszenia, skupienia, przypomnienia prawd podstawowych – czas nawrócenia, czas odnowy, czas dobrej przemiany. A nasze rekolekcje mają stanowić skromną (ale skuteczną) pomoc w zrealizowaniu tych postanowień.

Znamy dobrze, moi Drodzy, ten fragment Ewangelii, który opisuje nam wizytę Jezusa w domu przyjaciół (Marii, Marty i Łazarza) w Betanii. Pamiętamy: zagonioną, zaaferowaną, zapracowaną Martę i spokojną, wyciszoną, zasłuchaną Marię.... I słowa Chrystusa: „Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele, a potrzeba nie wiele, albo tylko jednego”...  To jest także wskazówka dla nas – jak bardzo potrzebna nam chcącym dobrze się przygotować do obchodu Uroczystości Bożego Narodzenia. Bo każdy z nas to taka „Marta”: każdy ma swoje zadania, swoją pracę, swoją szkołę, swoje zajęcia – takie czy inne... Jak czasami trudno, pośród tego zagonienia, tego szumu, tego stresu, znaleźć czas dla Pana – a przecież miłość potrzebuje czasu, domaga się czasu; w miłości trzeba sobie czas wzajemnie ofiarowywać; można powiedzieć: im więcej czasu poświęconego – tym większa miłość! A czy nie jest tak, że Boga winniśmy kochać ponad wszystko? A jak bym tak policzył, to ile czasu poświęcam mu naprawdę? Posłuchajmy co pisze o. Marek Sokołowski SJ: „są w życiu chwile wyjątkowe, gdy chwytamy odrobinę czasu dla siebie. Szczęście ciszy przy Bogu, kiedy powstrzymujemy potoki słów i rozbiegane myśli. Możemy usiąść u stóp Pana jak Maria, siostra Marty z Ewangelii, i poznawać prawdziwe wartości. Naturalnym biegiem życia jest czas zbierania i czas rozdawania, czas stracony i czas odnaleziony. A roztropność człowieka polega na tym, by umieć zachować proporcje między czasem zbierania, nasycania się treściami, tymi chwilami gdy trzeba być bogatym, aby nie zawieść, aby nie karmić pozorami. (...) Niesamowita cywilizacja ludzi zagonionych, heretyków czynu aż do nieroztropności, do zniewolenia. Całe rodziny krzątają się tak serdecznie około tylu spraw, i ważnych, i niepotrzebnych. Zajęci całą duszą, tak że nie zostaje jej na inne sprawy. W jakiejś chwili życia spostrzeże ktoś, że lata minęły, że gdybyśmy poświęcali więcej uwagi rodzinie, można by było więcej zrozumieć i zobaczyć. Bo tacy zapędzeni stajemy się sobie coraz bardziej obcy. Czasem jednak można to zmienić. Ale w wielu wypadkach tylko stwierdzamy: niestety, życie upłynęło, zeszło na krzątaniu. Dzieci podorastały, wydoroślały w czasie rodzicielskiego zakrzątania, lata się przetoczyły. Można jeszcze zdążyć z włożeniem Ewangelii dzieciom do rąk. Niektórym to się udało. Najczęściej jednak zostaje smutne niestety. Minął czas, w którym dziecko miało się nauczyć chodzić, mówić, a także kochać, wierzyć, ufać, uszczęśliwiać. Bo niejeden już raz oszukaliśmy samych siebie. Mówiliśmy sobie, że potem, że w następnych latach, że będzie spokojniej, a wtedy znajdziemy czas na pogłębienie wiedzy, kultury osobistej, wiary. A tymczasem lata przyniosły więcej zmęczenia, niż sobie wyobrażaliśmy, większą sklerozę, niż się przewidywało. Już sił brakuje, aby wychodzić do ludzi, a samotność się pogłębia. I znowu smutne niestety. W czas otwartej duszy i żywego serca byliśmy zajęci jak ewangeliczna Marta i zostaliśmy jak piękna książka, która ma ładne okładki, nawet mądry tytuł, ale którą zapomniano napisać. Zajmujemy jakieś miejsca w domu, w pracy, chętnie się podpisujemy, stawiamy pieczątki. Ale nie ma w tych działaniach żadnej treści boskiej ani ludzkiej. I przychodzi strach, że ktoś to odkryje. (...) Takie postawy stały się tragedią wielu wspaniałych ludzi i ich rodzin. Łatwo w tej krzątaninie podeptać, nie zauważyć słabszych, odepchnąć nieśmiałych, zniszczyć delikatniejszych, przejść obok gnębionych, zlekceważyć ludzką udrękę. Zło ma to do siebie, że nie lubi, gdy mu zaglądać w oczy. Więc popędza świat w wielkiej karuzeli bezmyślności, aby mieć wolne ręce i więcej czasu dla dokonywania zniszczeń. Pewnie warto wracać do ewangelicznej Betanii i uciszyć na chwilę krzątanie. Może zatrzymać rozbiegane oczy. Przystanąć na modlitwie, na niedzielnej Mszy św., przy mądrej książce. To tak dobrze, że mamy ten przewspaniały dar, że mamy możliwość powrotów.”

I nasze rozważania mają się przyczynić do tego, byśmy wrócili czym prędzej na ścieżki świętego życia, ewangelicznej mądrości, Jezusowej prostoty i konsekwencji. Ale trzeba się zdobyć na trud „znalezienia czasu”, dla Kogoś, kto ma być w moim sercu PIERWSZY... Trzeba więc wyostrzyć słuch i po prostu chcieć usłyszeć to, co ON w tym adwencie chce nam przekazać – dla naszego dobra! I tu kojarzy mi się pewna anegdota o Indianinie, który idąc ulicą Nowego Jorku, nagle podszedł do muru i zza rynny wyciągnął świerszcza. Towarzyszący mu zdumiony biały człowiek zapytał: „ chcesz powiedzieć, że tu, w tym zgiełku miasta, usłyszałeś grę pasikonika?” „Owszem”, odparł Indianin, „wszystko zależy od tego, na jakie dźwięki człowiek jest wyczulony”. Wyciągnął z portfela ćwierćdolarówkę i upuścił na ziemię. Prawie wszyscy przechodzący obok odwrócili jak na komendę głowy, a przecież jej brzęk nie był wcale głośniejszy od śpiewu świerszcza.... No właśnie... Ale my jesteśmy jednak pełni dobrej woli i pragniemy się wsłuchiwać w Słowo – bo przecież wiara rodzi się ze słuchania...

Wchodzimy powoli w czas adwentu, w czas robienia porządków w naszym sercu, i mimo, że ta „operacja” nie jest łatwa, to jednak konieczna, i bardzo użyteczna, a ponieważ mamy do czynienia z Bogiem prawdziwym, z Bogiem działającym, z Bogiem nas wspierającym, to i serca nasze przepojone są po brzegi żywą nadzieją, że to się uda! Musi się udać! I ...że wszystko będzie dobrze.... I właśnie dlatego wyruszając na ten rekolekcyjny szlak, wchodząc w adwentową krainę łagodności, pragnę powtarzać za Anitą Lipnicką: moje oczy są nadal zielone, a w moich oknach wciąż kwitnie nadzieja...

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2001  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  27-11-2001