Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2001

QUO VADIS, HOMO?
"Kafejka przy Via Appia"

 

REDDOT.GIF (327 bytes) JAK W LABIRYNCIE, czyli: mały traktat o przyjaźni
(III niedziela Adwentu)

 

Dzisiejsza, III niedziela Adwentu nosi w tradycji liturgicznej Kościoła nazwę GAUDETE. Oznacza to, że jest to niedziela wypełniona po brzegi radością i to radość właśnie nadaje jej główny ton. Jest to radość wypływająca z pewności, że nadchodzi Boże zbawienie, że Bóg nie opuszcza swego ludu, że Mesjasz jest tuż, tuż... we drzwiach. Jest to radość, która wypełnia serce człowieka będącego blisko Pana Boga; jest to wreszcie radość, która wypływa z wdzięczności za wielkie Boże dzieła dokonane dla nas! Nawet kolor szat liturgicznych jest dziś wyjątkowy i rzadko w liturgii stosowany – chodzi mianowicie o kolor różowy. A więc nie tradycyjny fiolet, ale kolor, który ma nam się kojarzyć z jutrzenką, z barwą, którą niekiedy można dostrzec w czasie wschodu słońca... W tym wypadku jest to też kolor mówiący o eksplozji radości w sercu człowieka, który czeka na spotkanie z Panem, który nadejdzie z pewnością – już wkrótce. To ON – Jezus Chrystus jest tym „Wschodzącym Słońcem”, a my – uczestnicy adwentowych rekolekcji - pragniemy się poddać „naświetlaniu” w promieniach tegoż Słońca, które nie zna zachodu...

Gdy wchodzimy w drugą połowę grudnia, gdy dni coraz krótsze, a Święta i Sylwester coraz bliżej, wtedy zaczynamy odliczanie. Zauważamy na sobie jakiś szary pył zaniedbań, załamań, zepsutych dobrych dzieł, nocy niedobrych, koszmarnych, dni pełnych bólu... I tak szczerze i mocno i głośno wołamy: Przyjdź, Panie Jezu! Przyjdź czym prędzej, by nas uratować, by nas wyzwolić, by oczyścić nas z tego zbędnego kurzu. Wlej w serca radość, mądrość, pokój i spokój... Ratuj tych, co toną w rozpaczy... Ratuj egoistów, trzymających się kurczowo samych siebie... Ratuj umierających byle jak... Ratuj tych co głupstwa widzą u innych, a własnej podłości nie... Ratuj skrupulantów, którzy tak dokładnie sprawdzają czas, że nie wiedzą, która tak naprawdę jest godziny... Ratuj tych, co odchodzą od pacierza na co dzień... Ratuj tych, którym się wszystko pomieszało i nie chcą wołać o ratunek... Ty ich Panie, Ty nas, Panie – uratuj! Niech napełni nas na nowo radość autentyczna – radość, która rodzi się we wnętrzu człowieka nawróconego, człowieka stale się nawracającego...

W jaki sposób Bóg nawraca grzeszników
Rozmaicie
Często jak wiatr co pędzi stado kapeluszy
Chwyta duszę wprost z miejsca i targa za uszy 
Niekiedy z uśmiechem prawie na wesoło
Święci biorą się za rękę i bawią się wkoło
A czasem – nie do wiary
Ni z tego ni z owego
Łzę zdejmujesz z twarzy
Jak pieszczotę śniegu

(ks. J. Twardowski)

Pośród wielu łask, darów i skarbów, które otrzymaliśmy, otrzymujemy, i będziemy otrzymywać jest także ten dar szczególny, który nazywamy: przyjaźnią. I to jej chcemy się dziś przyjrzeć, nad nią porozmyślać... Bo przecież i w przyjaźniach naszych często potrzeba nawrócenia...

Pierwsze pytanie jakie się rodzi brzmi: czy można żyć bez przyjaciół, czy można się obejść bez przyjaźni? Teoretycznie rzecz biorąc jest to oczywiście możliwe, ale życie takie, pozbawione takich między ludzkich relacji jest niezwykle trudne, szare, smutne i powoduje izolację człowieka, zastój w rozwoju duchowym, wewnętrzne zubożenie... Jeśli człowiek chce żyć pełnią życia, chce kochać i chce być kochanym, jeśli pragnie by jego życie nabrało coraz to nowego blasku, to powinien otworzyć się na tę rzeczywistość, którą nazywamy przyjaźnią! Oczywiście sprawa teoretycznie jest stosunkowo prosta, natomiast praktyka życiowa pokazuje, że kwestia przyjaźni potrafi urastać do rangi niebotycznego problemu, z którym ludzie nie potrafią sobie poradzić. I czują się wtedy tak jakby pobłądzili w jakimś niezwykle skomplikowanym labiryncie. I próbowali nie raz, nie dwa znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji, ale bardzo często, po pierwszych niepowodzeniach zaprzestali jakiegokolwiek wysiłku, podpisali życiową bezwarunkową kapitulację, poddali się i innych namawiają (wprost lub pośrednio) do tego samego... A tu trzeba walczyć, a tu nie wolno składać broni, a tu trzeba szukać wytrwale, nawet jeśli popełnimy błąd, nawet jeśli coś nie wyjdzie, nawet jeśli raz czy drugi się „sparzymy”. To jest gra warta świeczki – i chodzi tu o wspaniały skarb, który Bóg wkłada w nasze ręce: byśmy mogli i umieli i chcieli żyć w przyjaźni. W tym wypadku naszym życiowym hasłem mają się stać słowa napoleońskiego oficera, który w obliczu klęski i propozycji zaprzestania walk, powiedział: gwardia umiera, ale się nie poddaje! Ja wiem, że to brzmi patetycznie, ale gdy chodzi o rzeczy najistotniejsze, o kwestie zasadnicze, gdy chodzi o nasze „być albo nie być”, to wtedy odrobina zdrowego i mądrego patosu może się okazać bardzo pomocna!

Jeśli dobrze przyjrzymy się tekstom biblijnym, to i tam znajdziemy nie jedną pochwałę przyjaźni i wiernego przyjaciela. A o takiego wcale nie jest tak łatwo... Możemy powiedzieć, że w rozwoju kontaktów międzyludzkich istnieją pewne stopnie, poziomy. W przypadku niektórych osób przechodzimy je wszystkie po kolei, w wypadku innych osób zatrzymujemy się na określonym etapie – i tenże etap staramy się pogłębiać, ale nigdy nie przejdziemy (z takich czy innych powodów) na stopnie wyższe. I jest to rzeczą jak najbardziej normalną i zrozumiałą. 

W dużym uproszczeniu możemy wyróżnić trzy etapy rozwoju naszych relacji międzyludzkich. Pierwszy etap to znajomość i koleżeństwo. Wtedy, gdy kogoś poznaję, mamy wspólne sprawy, łączy nas miejsce pracy, nauki, zamieszkania, przynależność do grupy czy organizacji. Znam kogoś, szanuję, współpracuję z nim. Ale okazuje się, że z pewnym mniejszym gronem osób łączy mnie coraz więcej i więcej, poznajemy się coraz dokładniej i okazuje się, że w rzeczach istotnych, ale i tych mniejszej wagi mamy takie same poglądy, na tym samym nam zależy, do tego samego dążymy, i dobrze jest nam być ze sobą, dobrze się czujemy w swoim gronie, zwierzamy się sobie, pamiętamy o sobie... Ktoś powiedział, że w przyjaźni najistotniejsza jest wspólnota celów. Autentyczna zdolność do przyjaźni opiera się na pozytywnych doświadczeniach wyniesionych z domu rodzinnego, dojrzałości psychicznej, empatii (wczuwaniu się w stan psychiczny drugiej osoby), szacunku, szanowania inności i niepowtarzalności drugiej osoby, uwolnienia się od stereotypów i mitów dotyczących własnej płci i płci odmiennej. Owszem można mówić o pewnych „predyspozycjach” do przyjaźni (ktoś szybciej znajduje przyjaciół niż inni), ale zasadniczo każdy ma taką możliwość, a co chyba najważniejsze: z czasem tę relację można lepiej ukształtować, gdyż przyjaźń nie jest czymś statycznym, biernym, martwym, ale jest dynamiczna, ciągle się rozwijająca, ma swoje wzloty i upadki... Każdy człowiek, bez względu na posiadaną wiedzę, poziom intelektualny, walory fizyczne i psychiczne, wiek czy płeć jest zdolny do tworzenia bliskości z drugim człowiekiem, troszczenia się o innych, kontaktu intelektualnego, okazywania szacunku i towarzyszenia drugiej osoby ponad tzw. „poziomem elementarnym”. Zdolność ta jednak, w swej istocie nie polega tylko na właściwościach wspomagających takich jak: sympatia, uprzejmość, spontaniczność gestu i słowa. Nie jest też wyłącznie stanem emocjonalnym, wyrażającym się w delikatności uczuć, skupieniu, poświęceniu uwagi... To jest dopiero punkt wyjścia! Istota zdolności do przyjaźni polega na gotowości „wyjścia z siebie” (pozostając sobą!), uwolnienia od egocentryzmu, przeniesienia punktu ciężkości na drugiego człowieka, wsłuchanie się w drugą osobę, która cieszy się, odnosi sukcesy, ale też przeżywa trudności i czasami gubi się osaczona okolicznościami... Trzeci i najwyższy stopień międzyludzkich relacji to: miłość – i trzeba od razu dodać – miłość oblubieńcza czyli: wyłączna. I tu mamy do czynienia już z tą jedną jedyną osobą, na całe życie... To już nie tylko wspólnota celów, wspólne zainteresowania czy umiejętność odczuwania nastrojów „drugiej strony”, ale to poczucie odpowiedzialności, to także „zakochanie”, to pragnienie bycia wyłącznie dla kogoś – i ze wzajemnością. Oczywiście, że przyjaźń też jest formą miłości, czyli: pragnieniem dobra dla drugiego. Ale nie ma tu tej wyłączności, jedyności, nie ma tego pełnego zjednoczenia. Można mieć przecież wielu przyjaciół... Choć praktyka życia pokazuje, że takich naprawdę dobrych przyjaciół, „na dobre i na złe”, to można mieć kilku, a czasami tylko jednego...

Kolejne pytanie, które się rodzi w związku z tym tematem, to jak rozpoznać prawdziwego przyjaciela, jak odróżnić autentyczną przyjaźń od jej namiastki czy karykatury? Probierzem szczerej przyjaźni jest przede wszystkim zaufanie. Ja muszę mieć tę świadomość, że ten człowiek chce mojego dobra, że mogę mu powierzyć najskrytsze tajemnice, że mogę na niego liczyć w najbardziej dramatycznych sytuacjach. Bo przecież przyjaciel to ten, który zostaje z tobą w pokoju, gdy inni wychodzą, gdy cię opuszczają... I tu swoją aktualność potwierdza staropolskie przysłowie, że „przyjaciół poznaje się w biedzie”. I tak rzeczywiście jest. Bo takich kumpli co to są z tobą wtedy, gdy dobrze, gdy wesoło, gdy wszystko się elegancko układa, to zawsze znajdziesz, a im i tak czasami będzie tylko chodziło o to, by cię wykorzystać. Ale wtedy, gdy się wszystko wali, gdy mnożą się problemy, gdy nie radzisz sobie, gdy przyjdzie bieda, ból, nieszczęścia – kto wtedy będzie przy tobie, kto ci poda pomocną dłoń, będzie służył radą, znajdzie jakieś rozwiązanie, czy po prostu nie odwróci się od ciebie, ale będzie przy tobie do końca, ten jest twoim przyjacielem. Ale trzeba w tym miejscu koniecznie dodać, że istnieje też jakby druga część tego przysłowia, która choć nie tak znana, znajduje swe smutne potwierdzenie w codziennej rzeczywistości. „Prawdziwego przyjaciela poznaje się w sukcesie”. I to też jest prawdą, bo czasami może się tak wydarzyć, że gdy jesteś w jakiejś biedzie, przeżywasz trudności, wszystko się rozlatuje, a ty sam znajdujesz się na krawędzi przepaści, to wtedy niektórym osobom przychodzi bardzo łatwo się nad tobą użalić, cię pocieszać, nawet z tobą sobie popłakać... Ale nie daj Boże, żebyś ty się wybił, żeby tobie się powidło, żebyś nagle miał lepiej w życiu niż oni – nigdy ci tego nie zapomną: odwrócą się od ciebie, zignorują, a nawet będą próbowali zniszczyć twoje szczęście. Dlatego zapamiętaj sobie na całe życie: prawdziwych przyjaciół poznaje się i w biedzie, i w sukcesie. To jest też wyraźna wskazówka dla każdego z nas, byśmy potrafili przyjrzeć się temu jakimi my sami jesteśmy przyjaciółmi wobec drugich... A więc pierwszym warunkiem dobrej przyjaźni jest zaufanie i wiarygodność. Inną cechą charakterystyczną jest wierność i szczerość. Przyjaciel jest zawsze przy tobie, i wtedy gdy świeci słońce i wtedy gdy wieje wiatr i pada deszcz. On cię nie zdradzi, nawet jeśli będzie miał ku temu okazję, czy mógłby mieć z tego jakąś korzyść. Bo przyjaźń, jako forma miłości, czasami kosztuje, czasami domaga się ofiary... Przyjaciele muszą być też ze sobą szczerzy – czasami do bólu. Jest taki etap w procesie przyjaźni, że można z przyjacielem o wszystkim pogadać, czasami prędzej nawet niż z rodzicami czy rodzeństwem. Ale trzeba też uszanować prawo każdego człowieka do posiadania swych najskrytszych tajemnic. Trzeba się czasami bronić przed pokusą jakiegoś „duchowego ekshibicjonizmu”. Autentyczny przyjaciel to zrozumie i uszanuje, nie będzie właził z buciorami w nasze wnętrze... Trzecim elementem składowym (Boże, jak to strasznie brzmi...!) jest pewien margines wolności, który jest w przyjaźni nieodzowny. Praktycznie polega to na tym, że będąc czyimś przyjacielem muszę się pogodzić z faktem, że ta osoba może mieć także innych przyjaciół, którzy niekoniecznie muszą też automatycznie moimi przyjaciółmi. Może się nawet okazać, że nie przepadam zbytnio za nimi. Ale ponieważ wiem, że przyjaciel nie jest moją własnością, dlatego godzę się na to, i nie przychodzi mi to trudno. I tu kilka ostrzeżeń, jak ustrzec się zawodów w przyjaźni, jak przekonać się naocznie, że ktoś nie jest „materiałem” (brzydko powiedziawszy) na przyjaciela. Po pierwsze wtedy, gdy wszystko musisz robić tak jak on (czy ona) sobie zaplanował. To jest właściwie układ: pan – sługa. Jeśli postępujesz zgodnie z jego zachciankami, to jest wszystko OK, a jeśli choć trochę próbujesz się opierać czy przeprowadzić własne pomysły czy chociażby konstruktywnie podyskutować, to wtedy robi się problem: obraza, krzyk, fochy, itd. Lepiej daj sobie wtedy spokój. Także wtedy, gdy ktoś jest zazdrosny o to, że umawiasz się z innymi przyjaciółmi, że się dobrze w ich gronie czujesz, że ich potrzebujesz, że oni są dla ciebie cenni, należy poważnie się nad tym zastanowić czy to ma sens. Nie da się pogodzić przyjaźni z zazdrością (czasami chorobliwą!), która jest najgłupszym grzechem. Pewnie, że musi ci zależeć na drugim człowieku, ale pamiętaj, że nie jesteś niczyją marionetką – jesteś człowiekiem wolnym, a przyjaźń opiera się na mądrym partnerstwie. Jeśli będziesz jednak ulegać, to pamiętaj, że przyczyniasz się do narodzin tyrana... I zatrujesz sobie życie – a o swoje życie też należy dbać!

Czy jest możliwa przyjaźń na całe życie? Jak najbardziej, ale w praktyce różnie to wygląda. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że przyjaźnić się, oznacza także: docierać się, i że trzeba czasami kilka beczek soli wspólnie zjeść, by można kogoś z czystym sumieniem nazwać przyjacielem. To długi, żmudny, trudny, ale potrzebny, przynoszący efekty i rodzący radość proces. Trzeba w niego włożyć wiele mądrości i cierpliwości, ale z pewnością się opłaci...

W przyjaźni jakże ważna jest zdolność przebaczania – no cóż, jesteśmy tylko ludźmi... Konieczne jest umieć dać sobie szansę, ale tym razem lepiej mądrzej, dojrzalej... Bo przecież przyjaciel to ktoś, kto zna twoje plusy i minusy a nadal pozostaje tobie wierny. Przyjaciel to ktoś z kim patrzysz w jednym kierunku – i to jest bardzo cenne i ważne: by nie stracić z oczu celu. Życiowe doświadczenie pokazuje jednak, że na przyjacielu można się „przejechać” – tego typu przeżycia, jeśli chodzi o coś bardzo poważnego skłaniają nas do zerwania tej czy innej przyjaźni. I oczywiście, że należy wybaczyć, że nie można się mścić, nie należy odpłacać pięknym za nadobne, ale dobrze komuś życzyć, modlić się za tę osobę, wspierać tak czy inaczej, ale... ale już wiem, że ten ktoś nie może być moim przyjacielem, bo albo straciliśmy wspólny cel, albo mnie zdradził, albo nie potrafił mnie uszanować.... Możemy nadal być kolegami czy znajomymi, ale czasami jest tak, że przyjaźń się po prostu skończy.

 Po wielu latach stwierdzam, że istnieją przeróżne formy przyjaźni. Przecież nadal uważam wiele osób z lat dzieciństwa czy młodości za swoich przyjaciół, mimo iż dzielą nas tysiące kilometrów i nie rozmawialiśmy ze sobą baaardzo długo... A jednak... A jednak to trwa! A jednak wiem, że wystarczyłoby jedno słowo, jeden sygnał, a oni natychmiast przyszliby z pomocą. Oni istnieją, oni są, oni żyją w mojej modlitwie, w moim sercu, w mej pamięci...

Inną ciekawą kwestią, dyskutowaną przypuszczam od wielu stuleci jest problem czy możliwa jest prawdziwa przyjaźń między mężczyzną a kobietą? Oczywiście, że najczęściej bywa tak, że gdy kobieta przyjaźni się z mężczyzną, to po jakimś czasie „przechodzą na wyższy poziom znajomości”, zwany popularnie miłością i najczęściej kończą (a właściwie dopiero zaczynają...) przed ołtarzem. W tym miejscu warto dodać, iż wartość przyjaźni między małżonkami jest nieoceniona, szczególnie gdy spotykamy się z syndromem „pustego gniazda”, tzn. gdy dzieci się usamodzielnią, mają własne domy, własne problemy i radości, własne życie, a rodzice zostają sami. Jeśli nie łączy ich jakaś szczególna przyjaźń, to mogą popaść nawet w stany depresyjne i będą odczuwać jakąś wzajemną obcość. Przyjaźń (jako jedno z imion miłości) umożliwia im przetrwanie, radość bycia razem. Ułatwia ona także przejście przez okres menopauzy – andropauzy, kiedy zmienność nastrojów znajduje zrozumienie u drugiej osoby. Jeśli nawet osłabnie lub ustanie więź seksualna, to pozostaje jeszcze przyjaźń, która – paradoksalnie – zyskuje na wartości.

Myślę, że prawdziwa przyjaźń (która ma pozostać przyjaźnią) między kobietą i mężczyzną jest możliwa, i bardzo ubogacająca. Ale z drugiej strony trzeba realistycznie powiedzieć, iż jest to sprawa trudna i wymagająca większego wysiłku niż w wypadku przyjaźni między samymi kobietami czy między mężczyznami. Dodatkowa trudność pojawia się wtedy, gdy zaprzyjaźnione osoby żyją w swoich własnych związkach małżeńskich lub w innych formach życia domagających się wyłączności (np. celibat czy życie zakonne). Gdy w takim wypadku pytamy o możliwość takiej przyjaźni, to jest ona znowu pozytywna, ale... trzeba powiedzieć, że niezwykle trudna, bo z natury rzeczy, mężczyzna i kobieta „przyciągają się”. Aby więc taka przyjaźń mogła się ostać, była czymś pozytywnym, bez jakichś podtekstów czy dwuznaczności, to konieczna jest ogromna mądrość obu stron, wielka ostrożność, pewien wysiłek ascetyczny, świadomość autentycznego zaangażowania i wierności wobec mojego podstawowego wyboru życiowego, itd. Należy to oczywiście przełożyć na język konkretu. Przyjaźń taka jest możliwa, jak pokazuje historia (np. Franciszek i Klara), ale pamiętajmy też, że nie każdy z nas jest św. Klarą czy też św. Franciszkiem...

Podstawą każdej przyjaźni jest zakorzenienie w Panu Bogu. Pewnie, że nawet niewierzący mogą się wspaniale przyjaźnić, ale warto pamiętać o tym, że spojrzenie na przyjaźń z perspektywy wiary na pewno ją ubogaci i umocni, bo ona jest czasami jak chińska porcelana, trzeba o nią dbać, ją chronić, strzec przed „rozbiciem”...

Chciałbym abyśmy dla ubogacenia dzisiejszej nauki posłuchali także mądrości, którą ludzkość zbierała przez pokolenia -

  • Przyjaźń służy jednocześnie wielu różnym celom. W którąkolwiek stronę się obrócisz, ona zawsze jest przy tobie. Żadna bariera nie może jej odgrodzić. Nigdy nie pojawia się w nieodpowiednim momencie; nigdy nie staje na przeszkodzie. Zawsze potrzebujemy przyjaźni, tak jak potrzebujemy przysłowiowych podstawowych składników życia: ognia i wody (Cyceron).

  •  Poznawaj nowych przyjaciół, lecz zachowuj starych; ci są srebrem, tamci – złotem. Nowo zawierane przyjaźnie, tak jak młode wino, dojrzewają i szlachetnieją z czasem. Przyjaźnie, które przetrwały próbę czasu i różne koleje losu – są najlepsze. Na czole mogą pojawić się zmarszczki, na głowie siwe włosy; przyjaźń nigdy nie przeminie. Wśród starych przyjaciół, sprawdzonych i wiernych, przeżyjesz drugą młodość. Jednak starzy przyjaciele niestety (!) mogą umrzeć; nowi przyjaciele powinni zająć ich miejsce. Pielęgnuj przyjaźń w swym sercu – nowa jest dobra, ale stara najlepsza; poznawaj nowych przyjaciół, lecz zachowuj starych; ci są srebrem, tamci – złotem (J. Parry). 

  • Dziwne jak bardzo boli, kiedy przyjaciel odchodzi i pozostawia po sobie tylko milczenie (P. Brown). 

  • Wśród przyjaciół liczą się tylko ci, którzy mogą do nas zadzwonić o czwartej nad ranem (M. Dietrich). 

  • Jeżeli mój przyjaciel... wydałby ucztę i nie zaprosił mnie na nią, nie przejąłbym się ani trochę... Ale jeżeli przyjaciel mój miałby jakiś problem i nie pozwoliłby mi go dzielić ze sobą, byłoby mi bardzo przykro. Jeżeli zamknąłby przede mną drzwi od swojego domu smutku, nie przestałbym nalegać, aby mi otworzył, abym mógł z nim dzielić to, co powinienem mieć prawo dzielić. Jeżeli on widziałby mnie niegodnym, żeby z nim płakać. Odebrałbym to jako najdotkliwszą hańbę... (O. Wilde). 

  • Jeżeli pierwszą zasadą przyjaźni jest to, że ma być pielęgnowana; drugą zasadą jest to, że trzeba być pobłażliwym, kiedy pierwsza zasada zostanie złamana (Voltaire). 

  • Każdy człowiek powinien posiadać odpowiedniej wielkości cmentarz, na którym mógłby grzebać wady swoich przyjaciół (H. B. Adams). 

  • Kto szuka przyjaciela bez wad, zostaje sam bez przyjaciół (przysłowie tureckie). 

  • Zwycięzca ma wielu przyjaciół, zwyciężony ma dobrych przyjaciół (z Mongolii). 

  • O ileż łatwiej jest nam głaskać słabości przyjaciół, niż zaakceptować ich mocne strony (E. Bibesco). 

  • Ten jest dobrym przyjacielem, kto mówi o nas dobrze za naszymi plecami (przysłowie angielskie). Cóż to za nieopisana ulga, mieć poczucie bezpieczeństwa, nie musieć ważyć myśli, ani mierzyć słów, lecz wylewać je wszystkie z siebie wiedząc, że wierna dłoń przyjmie je i zachowa (G. Eliot). 

  • Przyjaźń, tak jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia... Nie ma żadnej wartości potrzebnej dla przetrwania; jest natomiast jedną z tych spraw, dzięki którym samo przetrwanie nabiera wartości. (C.S. Lewis). 

  • Gniazdo jest dla ptaka, pajęczyna dla pająka, a przyjaźń dla człowieka (W. Blake). 

  • Przyjaźń jest winem życia (E. Young).

Moi Kochani, o przyjaźń trzeb dbać, trzeba o nią się troszczyć, trzeba ją rozwijać... Mówi się nawet o „sztuce przyjaźni”. Obyście byli mistrzami w tejże sztuce... Czasami można spotkać ludzi, którzy nie mają przyjaciół... Powody mogą być różne... A my zapytajmy dziś czy czasami wina nie leży po naszej stronie? Czy to ja tak czasami nie działam na ludzi, że oni nie chcą mieć ze mną do czynienia? A jakim jestem przyjacielem? Czy jestem wierny, czy jestem lojalny, czy jestem uczciwy? Czy umiem skorygować (mądrze, ale odważnie i zawsze z miłością) zachowanie mego przyjaciela? Czy inwestuję w przyjaźń? A może tylko bawię się ludźmi? Czy mogą inni na mnie polegać, jak na Zawiszy? Te i inne pytania niech nam towarzyszą w najbliższych dniach....

Jezus powiedział do Apostołów: „nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi”. Rozumiesz?? Masz być przyjacielem Chrystusa! On jest twoim najlepszym Przyjacielem, na Niego zawsze możesz liczyć, a czy On może liczyć na Ciebie?. Bardzo podoba mi się, to występujące często we wschodnich liturgiach określenie Pana Boga jako „Przyjaciela człowieka” – pamiętaj o tym, że ON jest twym Przyjacielem, i że przyjaźń z Nim właśnie jest Twoim największym skarbem. Dlatego ciesz się i raduj! GAUDETE...

Przyjaciele są cierpliwi i życzliwi,
Nie są zazdrośni, ani chełpliwi,
Nie są wyniośli, ani szorstcy.
Przyjaciele nie szukają swego,
Nie irytują się, nie obrażają,
Nie cieszą się, gdy źle się dzieje,
Ale rozkoszują się w prawdzie.
Przyjaźń wszystko znosi,
Wierzy we wszystko,
Pokłada we wszystkim nadzieję,
Wytrzyma wszystko.
Przyjaźń nigdy się nie kończy...
(adaptacja 1 Kor; według H. Exley)

 Mam świadomość, iż tytuł tego rozważania jest trochę na wyrost, ale niech to będzie mały przyczynek do tego, byśmy w ten adwentowy czas umieli sobie lepiej niż do tej pory poradzić w naszym życiowym labiryncie i znaleźli światło, które bezpiecznie zaprowadzi nas do celu. Przyjaźń przecież to wielki dar, ale i zadanie...    

Pamiętając o tym, iż przyjaźń jest formą miłości dajmy się wreszcie przekonać, że gdy ją tracimy, tracimy bardzo wiele... Jeżeli bowiem miłość potrafi rozświetlić nasze życie, to co może się zdarzyć, gdy zgaśnie? Z pewnością nasze życie stanie się ciemne, ponure, mało owocne... A nam chodzi przecież o coś innego, prawda? Dbajcie więc o nią dobrze, Przyjaciele, którzy macie szczęście ją posiadać... Dbajcie o nią...

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2001  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  16-12-2001