Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2001

QUO VADIS, HOMO?
"Kafejka przy Via Appia"

 

REDDOT.GIF (327 bytes) NARODZINY  TRZECIEJ  SIOSTRY, czyli ...zakończenie
(Zakończenie Rekolekcji)

 

Jeśli dobrze pamiętacie, to w nauce wstępnej odwołałem się do postaci sióstr Łazarza z Betanii – Marii i Marty. Dziś, kiedy wchodzimy powoli w obchód tych wspaniałych świąt Narodzenia Pańskiego, po tych wszystkich rekolekcyjnych naukach, po różnych przemyśleniach, upadkach i powrotach, sukcesach i porażkach, po chwilach spędzonych na rozmowie z Panem, dochodzę do coraz głębszego przekonania, które było we mnie od dawna, że aby nasze chrześcijaństwo miało sprostać wymaganiom współczesności, to nie wystarczy nam model duchowości Marii, która postawiła na życie modlitwy, medytację i kontemplację, i nie wystarczy nam także model duchowości Marty, która angażuje się, działa, spala się w przeróżnych akcjach. Dla większości chrześcijan nie jest idealnym rozwiązaniem ani zamknięcie się  w klasztornej celi, ani także ucieczka w nadaktywizm i „pracoholizm”.

Myślę, że koniecznie w tej rodzinie musi pojawić się jeszcze jedno dziecko, trzecia siostra, która stanowić będzie jakby połączenie Marii i Marty. Będzie to osoba łącząca umiejętnie modlitwę i pracę, medytację i czyn, skupienie i działalność zewnętrzną. Pamiętając przy tym, że modlitwa ma być zawsze pierwsza (niech to będzie Twoja odmiana najważniejszej nauki świata: „kolanologii”) – z niej wypływa przecież i ku niej zmierza konkretne działanie. One mają się nawzajem uzupełniać. I ta trzecia siostra niech będzie wzorem dla każdego z nas, byśmy przeżywając radość świąteczną pamiętali o tym, iż te Święta mają coś w moim życiu zmienić... Czy o tym pamiętam? Czy tak jest? Czy daję Panu Bogu szansę, by mógł mnie zmienić? Czy rozumiem sens modlitwy i sens pracy oraz wypoczynku? Czy umiem przyjąć cierpienie i wspierać tych, którzy cierpią obok mnie? Czy staram się być czysty w myślach, słowach i uczynkach? Czy moje życie jest płodne, owocne, wartościowe? Czy „oddychasz” Eucharystią?

Czy umiem dawać siebie i przyjmować innych w przyjaźni? Czy jestem przyjacielem? A może chcę tylko mieć przyjaciela? Czy jestem przyjacielem Jezusa? Czy zależy mi na losach świata? Czy pragnę bardziej być niż więcej mieć? Czy chcę budować swą przyszłość na wypróbowanych wartościach chrześcijańskich? Czy jestem gotów, by w swej codzienności realizować ideał „trzeciej siostry”? To nasze rekolekcyjne pytania.... To nasz adwentowy rachunek sumienia... To nasze zadania.... To impulsy, które mają nas pobudzić... To początek nowej drogi...

Kiedy powoli mija rok 2001,  a przed nami rozpościera się perspektywa roku 2002, chciałbym każdemu z Was, za przykładem Agnieszki Bieńkowskiej, dać kilka rad na nadchodzący czas... Czas – kolejna porcja zdarzeń, miejsc, ludzi. Początków, długich historii i pożegnań. Przestrzeń, którą wypełnisz. Słowa, które usłyszysz. Smak, zapach i barwy chwil, które dopiero poznasz. Nowe strony świata, które zmienisz. Myśli zbudowane z dobrych życzeń. Wszystko dla Ciebie. Nie ma takiego miejsca i czasu, w którym nie może się narodzić Życie. Niech nigdy nie opuszcza Cię nadzieja. I niech towarzyszy Ci pewność, że zawsze jest radość, która może się odrodzić, odwaga, która może zmienić świat, i wiara, która może się umocnić. Wiele spraw urywa się nagle, jakby w połowie: rozmowa, gdy jeszcze nie padły najważniejsze słowa... dzień, gdy jeszcze nie wszystko się wyjaśniło... Niech to jednak nie napełnia Cię gorączkowym pośpiechem. Zawsze coś pozostanie tylko rozpoczęte. Ale niech choć w tej części, która została dana, będzie domyślane, domodlone, dokochane do końca. Niech nie opuszcza Cię zachwyt, który zmusza do dzielenia. Niech nadchodzące dni obsypują Cię tyloma niespodziankami, żeby czasem aż brakło uwagi, by wszystkie dostrzec, i rąk, by wszystkie uchwycić. I niech nie braknie ludzi, którzy Ci je wskażą i wytłumaczą. Unaocznią sens. I żeby Ci ciągle było mało życia.... Nie przestawaj iść. Niech czas nie przynosi Ci nudy i monotonii. Niech codzienność nie ciąży rutyną. Przecież nie wiadomo, kiedy pojawi się kolejny zakręt. Oby Twój krok stawał się coraz lżejszy, a przy Twoim boku pojawiali się coraz wierniejsi przyjaciele. I miej przeczucie, że podchodzisz coraz „bliżej”... Niech cierpienie Cię nie przerasta. Niech smutek napełnia Cię mądrością, a nie trwogą, aby żal – który jest nieodzowny – umacniał, a nie odbierał siły; aby uczył jak zatrzymać najcenniejsze, a nie uświadamiał stratę. W życiu bowiem nie chodzi o to, żeby było łatwiej. Tylko prawdziwiej... Otwieraj bramy. Niech ludzie, których spotkasz, ze zdumieniem odkrywają swą zwielokrotnioną wartość. Umiej budzić nadzieję i otaczać radością. Buduj mocne mury, które nie dzielą, ale dają schronienie. Nie uciekaj, zatrzaskując drzwi. Wybaczaj, żeby na nowo zaufać. Niech Twe bezpieczeństwo nie zależy od ilości kluczy, tylko od siły miłości... Nie budź niepokoju i nie gaś marzeń tylko dlatego, że wydają się nierealne. Niech wciąż będzie więcej tego, co można zacząć, niż tego, co właśnie się kończy. Nie zaczynaj nigdy przestawać – nie przestawaj nigdy zaczynać! Nigdy!!! I jeszcze jedno: nie marz, nie śnij o swoim życiu, ale żyj swoimi marzeniami...

Gdy więc w te dni siądziesz przy choince, by  w gronie najbliższych pośpiewać przecudne kolędy, to postanów sobie głęboko w sercu, że tę tajemnicę Wcielenia, która jest jakby miłosnym Listem od samego Pana Boga będziesz rozważał i konsekwencjami, które z niej wypływają, będziesz żył – że będziesz listonoszem, który tenże List zaniesie tym wszystkim, którzy czy dalecy czy bliscy żyją  w mroku i cieniu śmierci, utracili nadzieję, zagubili sens... Ty możesz im pomóc to odkryć, naprawić, zmienić. Uwierz, że pięknie jest być listonoszem...

Na sam koniec chciałbym podziękować wszystkim uczestniczącym  w tegorocznych rekolekcjach oraz tym, którzy je duchowo i „reklamowo” wspierali. Wszystkim za wszystko składam staropolskie: „Bóg zapłać”!

Mam nadzieję, iż tegoroczne rekolekcje „Quo vadis, homo?” – „dokąd idziesz człowieku?” -  przyczyniły się do pobudzenia naszej wiary, nadziei i miłości; że te rozważania pomogły nam uświadomić sobie co się dzieje z naszym życiem, i co trzeba zrobić, by było lepiej... A za wszystko niech będzie dobry Bóg uwielbiony, bo to ON jest Autorem każdej naszej szlachetnej przemiany!

Tę ostatnią naukę pragnę zakończyć wspaniałym wierszem ks. prof. Jerzego Szymika:

One year later...

 To był dobry rok,
Naprawdę.

1. Bóg nie doświadczał mnie bardziej niż  w inne lata.
Ociekałem moszczem. Jak sprawiedliwi znad potoku Cedron,
Z Ziemi Neftalego, spod rozciętych sykomor, spod suchych figowców.
Ominęły mnie wody potopu.
Nad moim domem nie zatańczył cyklon.
Moich bliskich nie dotknęła zaraza.
Ludzie, którzy mnie kochali, nadal mnie kochają.
Niektórzy z nich bodaj nawet bardziej.
Ci, dla których zrobiłbym wszystko, chcieli ode mnie niewiele.

2. Niszcząca miłość trzymała się ode mnie z daleka.
Dobra było blisko. Łagodna i niepochwytna.
Przesmutna i piękna. Ogromna. Wiem.
Choroby, które miały mnie zabić, zabijały na razie innych.
Wymykałem się złym siłom, żądzom, udręce. Mniej lub bardziej skutecznie.
Choć mrok był mi znany, słyszałem kilka razy szepty aniołów.
Mówiono: szanuje ksiądz ludzi.
Uczyniłem wiele dobra. Mimo wszystko.
Bolało mnie tylko wtedy, kiedy miało boleć.
Za to soczyście, do pierwszej krwi.
Na tyle mocno, by mnie złamać, 
Na tyle miłosiernie, by mnie nie załamać.
Jesienią byłem próbowany ponad siły.

3. Choć wielokrotnie zasypiałem ze ściśniętym gardłem, 
równie często budziłem się zdrowy i silny.
Ze słońcem świecącym mi prosto w twarz.
Moja siostra urodziła Marysię.
Świat wokół nas zawirował z zachwytu.
Marysia ma już ząbki.
Książki, które napisałem, szczerzyły zęby z witryn i półek.
Kusiły tylko nielicznych, ale jednak.
Pycha i chciwość nie miały do mnie dostępu.
Chorowałem inaczej. Spełniałem nadzieje, które we mnie pokładano.

4. Ci, którzy mieli mnie opuścić, opuścili mnie.
Ci, którzy mieli ze mną pozostać, pozostali; opuszczą mnie nieco później.
Była ze mną i we mnie nieuchronność nadziei
Jak zielona lampka w ciemny, zimowy wieczór.
Na mojej skórze nie pojawiały się fioletowe żyłki, ani kasztanowe narośle.
Rzadziej niż kiedyś strumienie potu spływały mi z czoła na powieki, z powiek na policzki,
Bruzdami śmiechu i płaczu na szyję, piersi, serce.
Wyraźnie złapałem drugi oddech.
Kto by uwierzył, że z każdą sekundą
Jestem bliżej DOMU.

 Przeżyj te święta radośnie i owocnie, a Nowy Rok niech będzie milion razy lepszy od kończącego się – i pamiętaj: wszystko będzie dobrze, a najlepsze dopiero przed Tobą, bo „ktoś nas tu wszystkich kocha” i z każdą sekundą bądź (nie bywaj, ale bądź!)
b l i ż e j   D o m u...

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2001  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  22-12-2001