Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2003
"Tryptyk Rzymski w Amsterdamie"

 
REDDOT.GIF (327 bytes)  WOBEC CUDU NARODZENIA BOGA CZŁOWIEKA
(IV Niedziela Adwentu)

 

Kończymy już nasze zamyślenia rekolekcyjne. Kończymy je w atmosferze tej wyjątkowej Nocy i wyjątkowej muzyki…  
Cicha noc, święta noc… - słowa najbardziej popularnej na świecie kolędy, z perspektywy biblijnej nie wydają się prawdziwe w pierwszym określeniu owej nocy… Trudno uznać za cichą noc, w dobie spisu powszechnego ludności, masowej, wymuszonej tym spisem migracji, chaosu organizacyjnego… Może więc niekoniecznie cicha, ale na pewno święta – poprzez Tego, który ją uświęca, tym, iż będąc Bogiem staje się dla nas Człowiekiem …

Stajemy wobec wydarzenia tej nocy - tak jak człowiek może stanąć wobec Prawdy i Tajemnicy. Jan Paweł II, stary, a raczej dojrzały człowiek uczy nas w „Tryptyku rzymskim” trzech ważnych i prostych słów wobec każdej Prawdy i Tajemnicy – zdumienie, początek i kres, ofiara

Jest bowiem Boże Narodzenie zdumieniem. Czyż bowiem nie zadziwia owo niezwykłe nachylenie Boga, który stal się człowiekiem i rozbił swój namiot miedzy naszymi?...

To właśnie w kontekście Bożego Narodzenia warto odczytać słowa hymnu św. Pawła o Chrystusie, tzw. hymnu o kenozie, czyli uniżeniu i wyniszczeniu:

Chrystus Jezus 
On, istniejąc w postaci Bożej,  
nie skorzystał ze sposobności,  
aby na równi być z Bogiem,  
lecz ogołocił samego siebie,  
przyjąwszy postać sługi,  
stawszy się podobnym do ludzi.  
A w zewnętrznym przejawie,  
uznany za człowieka,  
uniżył samego siebie,  
stawszy się posłusznym aż do śmierci  
- i to śmierci krzyżowej.  
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył  
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,  
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano  
istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.  
I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.

Istotę tego hymnu oddaje w pięknej formie nasza najbardziej bodaj teologiczna kolęda –

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony!

Wzgardzony, okryty chwałą,
śmiertelny, Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami,

Cóż pozostaje wobec tej rzeczywistości? Od wieków pozostaje w nas pytanie, które średniowieczna teologia postawiła bardzo prosto i wyraziście – Cur Deus homo? – dlaczego Bóg człowiekiem?

 To pytanie wyrasta z najgłębszego zadziwienia –  

  •    dlaczego Bóg człowiekiem? 

  •    dlaczego Ten, który istniał w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem?

  •    dlaczego śmiertelny jest Król nad wiekami?

 Warto u betlejemskiego żłóbka się zadziwić… Warto nie tylko przeżywać te Święta w wesołości, błogim samozadowoleniu, cieszeniu się udanymi zakupami… 
Warto wyjść ponad poziom przemijającego strumienia i zadać sobie te proste pytania. Tym bardziej, że odpowiedź na nie jest w istocie również prosta – wszystko to dlatego, by człowiek był Bogiem! 
Taka jest logika Świętej Nocy – Bóg staje się dla nas człowiekiem – abyśmy my, stali się uczestnikami Bożej natury! Abyśmy mieli udział w życiu Boga, to znaczy, aby naszym doświadczeniem stało się życie na wieki, miłość niczym nie zmącona, wolność realizowana w rytmie prawdy daru, abyśmy – byli naprawdę tymi, którymi Bóg chce nas mieć ze sobą…

Słowo drugie, które rozlega się w Świętej Nocy, wobec jej wydarzeń, to słowo – początek i kres. 
Znów warto odwołać się do św. Pawła i jego tym razem Listu do Galatów: 

Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.

Istotnie ta noc jest wyrazem pełni czasu. Najpierw warto zauważyć rzecz, której niekiedy nie dostrzegamy chyba wyraźnie. Nie ma sensu lekceważyć tamtego czasu. Był to na pewno czas trudny i bolesny, zwłaszcza dla żyjących w niewoli, okupacji Izraelitów. Ale była to swoista niewola – duży zakres autonomii prowincji judejskiej, duży zakres pluralizmu religijnego, tolerancji – wszak Rzym respektował prawa i zwyczaje żydowskie. To czas rozkwitu państwa rzymskiego, jego instytucji, jego prawa i sprawiedliwości. Nawet jeśli, dzieje Jezusa z Nazaretu kończą się krzyżem, można postawić pytanie – jak długo dzisiaj Nauczyciel z Nazaretu mógłby głosić swoje poglądy burzące autorytet władzy, nie mające poparcia w żadnej grupie elitarnej, grupie wpływu, nie mając żadnego zaplecza politycznego, ani finansowego? 
Jednak Pawłowi nie chodzi o tę, chociażby faktycznie istniejącą pełnię czasu, w wymiarze historii, instytucji, struktur życia społecznego i politycznego.  
Bóg stał się człowiekiem! To oznacza wypełnienie wszelkiej ludzkiej historii. To oznacza z jednej strony absolutną nowość w pełnym tego słowa znaczeniu. Istotnie, to nowe stworzenie, nowe czasy, nowa era, która wymagała nowej rachuby dziejów całego świata… (Nota bene, może premier Chirac i neutralna Francja zechcą przyjąć inną rachubę czasu, bo nasz czas – naszej ery jest czasem Chrystusa…).

Jan Paweł II napisał u progu Wielkiego Jubileuszu:

Jezus jest prawdziwą nowością, przerastającą oczekiwania ludzi, i pozostanie nią na zawsze, przez wszystkie kolejne epoki dziejów. Wcielenie Syna Bożego oraz zbawienie, jakiego dokonał przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, są zatem właściwym kryterium oceny rzeczywistości doczesnej i wszelkich zamysłów, które mają zapewnić człowiekowi życie coraz bardziej ludzkie

Ale to wypełnienie oznacza też kres. Bo tak naprawdę już nic większego, bardziej nadzwyczajnego nie może się zdarzyć. Nawet ponowne przyjście Chrystusa u końca czasów, będzie tylko reminiscencją tamtego zdarzenia. Będzie powtórne, a więc wtórne, powtarzające już dokonane zdarzenie… 
Innych objawień nie potrzeba mym oczom i uszom… - pisał niegdyś Liebert. Warto te słowa cytować dziś, w dobie postmodernistycznej niszy sekciarskiej, gdzie żyjemy lub chcemy niekiedy żyć jak schizofreniczne przypadki z Archiwum X, zanurzone w fizykę kwantową i ufoludki zarazem, w biologię molekularną i w wiarę w reinkarnację, w postępy nanotechnologii i w ciała astralne… I szukamy jak ślepy z zaburzeniem równowagi ratunki to w determinizmie genetycznym, którym chcemy wytłumaczyć brzydotę i agresję, to w zależności naszego losu od gwizd, czy kart Tarota, w których pokładamy nadzieję… 
Jezus Chrystus, Ten, który był, który jest i który przychodzi… Jezus Chrystus, wczoraj i dziś na wieki… On, Odkupiciel człowieka, mój Odkupiciel… 
To wszystko jest niewzruszoną prawdą – i to, że był, jest i przychodzi, i to, że niezmienny, na wieki, i to, że zbawia… Za tym „wszystko” otwiera się jednak przestrzeń wiary. Mojej osobistej wiary. Wiary w to, że Chrystus, Emanuel, czyli Bóg z nami – jest istotnie moim Bogiem, jest ze mną, jest we mnie…

Gdzieś, z pamięci cisną się słowa wielkiego Świadka wiary naszego pokolenia – Jana Pawła II wypowiedziane w roku 2000 do młodzieży w Rzymie. Pamiętam tamten wielotysięczny tłum, polewany na upalnym Placu św. Piotra wodą, bawiący się, spontaniczny, zelektryzowany młodością. I nagle skupiony wokół słów, wypowiadanych zmęczonym, ale silnym zarazem głosem:

Dziś ja, jako pierwszy, pragnę powiedzieć wam, że wierzę mocno w Jezusa Chrystusa, naszego Pana. Tak, wierzę, i powtarzam, jak swoje własne, słowa apostoła Pawła: “Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie”.

Początek i kres… Wszystko i wiara. To, co się zdarzyło i to, co się zdarzyć może, jeśli tylko zechcę, zechcemy się otworzyć na Boga, który do nas przychodzi…

 I słowo trzecie – ofiara.

W kontekście Bożego Narodzenia, to słowo wydobywane, czy przywoływane spośród dźwięków radości, może wydawać się dziwne. W pierwszej chwili. Bo pośród radosnego Gloria, w atmosferze bijących dzwonów, i poruszanych miłością ludzkich serc – gdzież miejsce na ofiarę? 
Później przychodzi refleksja – no tak, przecież jest w tym pejzażu betlejemskiej nocy trochę ofiary – niewygodny żłób, stajnia, oddech zwierząt, obcość ludzi, zamknięte drzwi i serca, chwilę potem – przymusowa emigracja do Egiptu, los na obcej ziemi, powrót w nieznane… No tak… 
Ale to nie tylko to… 
Istotą tych dni i wydarzeń jest prosto zapisana prawda - Słowo Boga stało się Ciałem.

Jest taki tekst w Biblii, poza opisami narodzenia Pańskiego, w którym Słowo najpełniej wypowiada się do Ojca jako Ciało. To Psalm 40, który jest cytowany przez Autora Listu do Hebrajczyków:

„Przeto przychodząc na świat [Chrystus] mówi:  'Ofiary  ani daru  nie chciałeś,  aleś mi utworzył ciało,  całopalenia  t ofiary za grzech nie podobały się tobie.  Wtedy rzekłem; Oto idę,  W  zwoju księgi napisano o mnie,  abym  spełniał  wolą Twoją, Boże"

Owa „wola Boża" według interpretacji Autora Listu do Hebrajczyków wyraża się dokładnie w tym, że  „uświęceni  jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze". 
Można zestawić te teksty Listu do Hebrajczyków z tekstami Psalmu 51,  który  porusza temat  kultu  duchowego  i osobowego. Można też do nich dołączyć określenia św. Jana o cichym i pokornym sercu Jezusa. Po co takie zestawienie? Po to, by zobaczyć ostatecznie, jak bardzo bezpośrednia jest jedność tajemnicy Wcielenia, Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jak bardzo zarazem tutaj, w chwili Wcielenia zaczyna się wypowiadanie, wyrażanie przez Jezusa upragnionego przez całe wieki ludzkości kapłaństwa.

Boże Narodzenie – to zapoczątkowanie ofiary kapłańskiej Chrystusa, to wydarzenie, które ma swoje odniesienie i do Abrahama na jego górze Moria, i do Kalwarii, gdzie Chrystus dopełnia ostatecznie i absolutnie swojej Ofiary.

Dlatego Boże Narodzenie tak bardzo zobowiązuje! 
Dlatego nie jest ono wyłącznie rozkoszowaniem się w błogim nastroju, cieple czy wręcz ciepełku samozadowolenia.  
Boże Narodzenie domaga się tej właśnie rytmiki – zadziwienia, bo … dlaczego Bóg człowiekiem?  
            Dlaczego Bóg dla mnie człowiekiem?

Domaga się dalej refleksji nad początkiem i kresem czasu, bo oto nastała pełnia czasu – w wymiarze dziejów.  
            Czy także moim?

Domaga się zarazem odpowiedzi na taką miłość, która nie jest jedynie słowem, ale stała się Wcielonym Słowem – inicjującym Ofiarę Syna Bożego.             Jaka jest moja miłość? 
 

***

Kończymy te rozważania rekolekcyjne. Kończymy je formalnie, ale nie sposób, by zgasło w nas Boże Narodzenie. Cóż by to bowiem znaczyło? 
Że obumarło w nas życie? 
Że ustała miłość? 
Że zwiotczała nadzieja? 
Że to, co Bóg uczynił, na darmo uczynił? 

Żyjmy Bożym Narodzeniem - w zadziwieniu, w doznaniu pełni czasów, w miłości, konkretnej jak świadectwo życia.

 ***

Dziękując za ten wspólny czas i okazję do refleksji, pragnę złożyć wszystkim Br@ciom i Siostrom Rekolekt@ntom najlepsze życzenia świąteczne –

Niech Nowonarodzony,  
Wcielona Miłość  
tworzy nas na to, co w nas najlepsze,  
co jest obrazem Boga w nas,  
niech sprowokuje do zadziwienia  
pięknem człowieka w nas i innych. 
Niech dobry Bóg  
daje nam siły  
w przeżywaniu w radości i spełnionej nadziei  
Nowego 2004 Roku

 

ks. Paweł Bortkiewicz SChr.
e-mail:  bort@tchr.org  lub  pbortkiewicz@yahoo.com


Copyright  (c)  2003  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  20-12-2003