Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2004


"Słowo na progu"
Internetowe Rekolekcje @dwentowe  
dla Polonii i nie tylko .... 

(I niedziela Adwentu)

 

Słowo na progu – czuwajcie

 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

 Choć Adwent jako czas czuwania kojarzy się z radosną nadzieją wyglądania w stronę Nowonarodzonego, obiecanego Zbawiciela świata, to jednak tej nadziei radosnej towarzyszy w liturgii Adwentu inna.

Pierwsza część czasu Adwentowego mówi o odwiecznym oczekiwaniu człowieka i ludzkości na zbawienie. Jest to nadzieja, która – choć spełniona w Nowonarodzonym – wciąż trwa. Bo zbawienie, dokonane w wydarzeniu Jezusa Chrystusa, wciąż jest otwarte na dopełnienie. Nie żyjemy już w nowej ziemi i w nowym niebie. Wciąż bardziej czekamy, niż radujemy się realizacją pragnień.
O tym, że to oczekiwanie ma sens, że nie zawodzi ten, który jest źródłem Obietnicy przekonuje nas każdorazowo Boże Narodzenie.
Tischner kiedyś napisał, że nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem., Bo człowiek jest dla drugiego zarazem obietnicą i spełnieniem tej obietnicy.

Nie ma bardziej wymownej ilustracji prawdziwości tego opisu, jak narodziny Boga Człowieka. On dany nam był jako Obietnica i przyszedł na ziemię jako Spełnienie Obietnicy…
Dlatego – można chyba powiedzieć, że Boże Narodzenie jest wielką weryfikacją wszelkich ludzkich nadziei. Że pozwala nam oczekiwać spełnienia naszego życia. Że upoważnia do tego, abyśmy żyli nadzieja, nawet wbrew wszelkim nadziejom!

Ale w tym życiu nadzieją pojawia się ważne wskazanie. Jedno słowo jak błysk, jak ostrzeżenie – „Czuwajcie”!
Czuwajcie!” – to słowo często stosunkowo pojawia się w Biblii.

Kiedyś to słowo przybliżał Jan Paweł II polskiej młodzieży na Jasnej Górze.
Był to rok 1979. Pierwsza pielgrzymka. Stałem w tłumie pod klasztorem. Kiedy Ojciec św. pojawił się na szczycie jasnogórskim, krążył młodym, sprężystym krokiem tuż przy wałach jasnogórskich. Jakby prowokował do przełamania barier, do zniwelowania dystansu. Tłum krzyczał: „Zostań z nami”!, „Zejdź do nas!”. A potem nagle Papież zaczął tłumaczyć słowa Apelu: Jestem – pamiętam – czuwam!
Z zabawy zrobiła się niezwykła cisza. Przeżyłem ją wówczas po raz pierwszy. Była to cisza setek tysięcy ludzi. Może dlatego zapamiętałem dobrze tamte słowa. A zwłaszcza utkwiło mi słowo „czuwam”.

Jan Paweł II mówił wówczas:

Co to znaczy: »czuwam«? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni.

Minęło przeszło 25 lat od tamtych słów. Nie wiem, kiedy były one bardziej aktualne.

 … staram się być człowiekiem sumienia… - dziś uderza mnie to słowo „staram się”. Bo budowanie człowieka sumienia jest trudem i wysiłkiem. Tylko człowiek naiwny tego nie pojmuje. Im bardziej złożony kontekst wolności wokół nas, im bardziej ta wolność zniekształcona, tym, trudniej budować niepodległe sumienia. Kiedyś, w mojej części Europy zagrażał nam homo sovieticus. Dzisiaj – choć zabrzmi to może niepopularnie –zagraża nam tani liberalizm.
Oglądam czasem na stronach internetowych pytania – ankiety do internautów. Niekiedy są to pytania proste i banalne: W meczu między Ajaxem a Grzmotem wygra: a) Ajax, b) Grzmot, c) będzie remis. Trzeba wybrać właściwą opcję. Niekiedy te pytania staja się trudniejsze: Kto wygra w wyborach na Ukrainie: a) Juszczenko, b) Janukowycz, c) Putin.

Co jednak zrobić z pytaniem: Jak powinna zachować się Polska wobec żądania liberalizacji aborcji:
a) zliberalizować, b) … itd.
Czy nie jest to pytanie typu: Czy Polska winna uchylić na terenie swego terytorium prawo ciążenia?
a) w całej rozciągłości, b) w pewnym zakresie…
Czy głosowanie nad prawem moralnym nie jest deformacją sumienia? Czy nie urąga rozumowi?

 …Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję…
To także trudna sprawa. Może nie była trudna kiedyś, gdy nie tylko Norwid tęsknił do tych, co mają tak za tak, nie za nie, bez światłocienia…Dzisiaj jednak, w dobie języka poprawności politycznej tęsknimy do rzeczy dokładnie odwrotnej. Do unikania nazwania zła i dobra po imieniu.

Przecież to w imię political correctness dokonano pogwałcenia sumienia człowieka wierzącego, który miał odwagę publicznie powiedzieć: dewiacja jest grzechem. Ludzie mądrzy, ludzie odwagi myślenia, skupili się szybko wokół Rocco Buttiglione jako Stowarzyszenie Ludzi Wolnych. Bo zdolność nazwania dobra i zła po imieniu, bez światłocienia wyprowadza człowieka z mroku i jaskini zniewolenia. Czyni wolnymi.

Ktoś może powie, że to sprawa polityki. Ale czym jest polityka? Tak naprawdę, w swej istocie jest etyka życia społecznego, jest sposobem życia społecznego, roztropna troską o dobro wspólne. Buttiglione jest wezwaniem dla każdego z nas. Jest pytaniem o kompromis, o jego granice, o to, czy nakładając maskę kompromisu nie tracę swej twarzy.
Jest pytaniem o autentyczność.
Właśnie, to człowiek sumienia, człowiek z odwagą i konsekwencją nazywający po imieniu dobro i zło jest autentycznie człowiekiem. Jest sobą.

 …Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie…Bycie człowiekiem sumienia to nie tylko kwestia rozpoznania, choć to tak fundamentalnie ważne. To kwestia obleczenia słowa i myśli w czyn. To sprawa budowania trwałego dobra w nas i wokół nas. Papież mówi: …Wypracowuję w sobie dobro. Bo dzieło sumienia związane jest z pracą. Pracą nad dobrem. I jest to niezmiernie trudna praca. Nieprzerwana. Okazuje się, że zaniechanie tej pracy ma swoje doniosłe konsekwencje. Dobro, nad którym się nie pracuje, może skostnieć w postaci jakichś minionych zasług, a te okazują się za małe. Wielu z nas śledziło i śledzi bolesne sprawy w Kościele w Polsce w ostatnich miesiącach. One wiążą się z ludźmi, którzy niejednokrotnie zbudowali mocne, chciałoby się rzec – historyczne dobro. Ale być może zapomnieli dalszej pracy nad dobrem, tego, że nie można tej pracy zaniechać. I gdzieś rozpoczął się dramat. Weterani wielkich dzieł przeszłości – zostali rozleniwieni w codziennym wysiłku. To ważne ostrzeżenie dla nas. Warto dostrzec w tych dramatycznych wydarzeniach – nie posmak sensacji, ale swoistych apostołów pracy nad dobrem. To ludzie, którzy dramatycznie przekonują – bądź takim człowiekiem, który może o sobie powiedzieć, wyznać:

…Wypracowuję w sobie dobro…

  To taka bardzo podstawowa sprawa […]  Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni.

Niedawno, po sprawie Buttiglione, ktoś napisał ironicznie w prasie polskiej apel o obronę mniejszości katolickiej. Czy jesteśmy mniejszością katolicką w Polsce, w Europie, w Holandii, w krajach Zachodu?
Mniejszość nie musi być pojęciem pejoratywnym. Pod warunkiem, że wyróżnikiem mniejszości od większości jest jakość. „Mniejszość katolicka” to nie to samo, co mniejszość seksualna. Ta druga nie jest wyznaczona jakością. Mniejszość katolicka jeśli jest – a być może jest! – to jest mniejszością wedle słów Chrystusa:
Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata…
Dziękuję Bogu za to, że dane mi jest być po stronie soli niż miałkości i niesmaku, że dane mi jest być po stronie światła niż mroku.

 Spójrzmy dzisiaj w nasze sumienia –

Czy staram się być człowiekiem sumienia...
Czy tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam…
Czy nazywam po imieniu dobro i zło, czy go nie zamazuję.
Czy wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie…
Czy łatwo się z tolerancji zła nie rozgrzeszam. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni….

 

ks. Paweł Bortkiewicz SChr.
e-mail:  bort@tchr.org  lub  pbortkiewicz@yahoo.com


Copyright  (c)  2004  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  28-11-2004