Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2004


"Słowo na progu"
Internetowe Rekolekcje @dwentowe  
dla Polonii i nie tylko .... 

(III niedziela Adwentu)

 

III niedziela adwentu wprowadza w nasze rekolekcyjne słowo „czuwam” pewien niepokój. Oto prorok czasu czuwania, prorok wielkiej niezłomności, niezachwianego sumienia – Jan Chrzciciel okazuje się być też człowiekiem zwątpienia!
Ten, który nie tylko czuwał, ale prostował ścieżki przychodzącemu jako Spełnienie Obietnicy – wydaje się wątpić…
Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?»

I może ta aura zwątpienia pojawić się, gdy sięgniemy do papieskiego apelu sprzed lat i odczytamy kolejne wytłumaczenie słowa „czuwam”:

Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje.
Może czasem zazdrościmy Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, że ich imię nie jest związane z takim kosztem historii, że o wiele łatwiej są wolni, podczas gdy nasza polska wolność tak dużo kosztuje.
Nie można być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, kto czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości.

Ten tekst zdaje się być dla wielu z nas jakby zbyt patetyczny, zbyt niesiony dawnym polskim romantyzmem, patosem patriotyzmu, tym wszystkim, co zdaje się straciło swe obywatelstwo w zjednoczonej Europie…
Ten tekst wydaje się poza tym być naznaczoną inną treścią w zależności od tego, gdzie jest odczytywany, po której stronie granicy…
A jednak – kiedy właśnie staniemy po obu stronach granicy zobaczymy, jak bardzo prawdziwe jest papieskie zdanie –
To imię nas wszystkich określa. To imię nas zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje.
To imię nas wszystkich określa…

Spoglądam często na twarze moich młodszych współbraci, chrystusowców, którzy przybywają do Polski z Brazylii. Trzecie, piąte pokolenie urodzone gdzieś w stanie Parana, Santa Catharina, Rio Grande do Sul… Dla nich bardzo egzotycznie brzmią nazwy Wielkopolska, Suwalszczyzna, Dolny Śląsk… Dla nich egzotyką jest ten kraj, i język, i kultura, inna niż w opowiadaniach dziadków, inna niż w cepeliowskim niekiedy wydaniu, z jakim spotykają się w organizacjach polonijnych…
Spoglądam na twarze z bezpośrednio drugiej strony granicy… Ludzie, którzy wyjechali do Niemiec w latach osiemdziesiątych, późniejszych, całkiem niedawno… Niektórzy z nich poświęcili wiele starań, by dowieść korzeni czy choćby koneksji niemieckich w swojej rodzinie… Niektórzy z nich porzucili wyuczone zawody i stali się specjalistami w pracy, która jest om całkowicie nowa…
Różne portrety, różne sposoby portretowania, trochę przekłamujące, trochę uproszczone, trochę w światłocieniu… A jednak to imię nas wszystkich określa…
Sprawia, że po upływie pięciu pokoleń, młody człowiek porzuca ojczystą ziemię, bierze na siebie ciężar saudade – owej nie dające się przetłumaczyć z portugalskiego tęsknoty, która jest więcej niż uczuciem, jest sposobem bycia człowieka, jest częścią jego samego. Co przeważy – saudade czy to imię, co nas wszystkich określa…?
Nie dajmy zbyt łatwo ulec pokusie fałszywego kosmopolityzmu… Nie dajmy zabrać sobie wartości ojczyzny, która jest i pozostaje najbardziej powszechną ojcowizną. Nie pozwólmy sobie na to, gdziekolwiek  jesteśmy, z którejkolwiek strony granicy…

Moment wieńczący czas oczekiwania zostanie wyrażony słowami

A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.

Grecki oryginał zawiera słowa:

και ὁ λογος σαρξ εγενετο
και εσκηνωσεν εν ἡμιν

Słowo σαρξ wyraża bardzo konkretne ciało, nie abstrakcyjne pojęcie… I cała prawda o tym, że Bóg stał się ciałem, człowiekiem, jednym z nas nie jest zdaniem teoretycznym. Jest konkretyzacją wpisującą wydarzenie Wcielenia Syna Bożego w czas, ziemię, kulturę, język, w to, co nazywamy tożsamością.

Elementem polskiej tożsamości jest wolność. A raczej trudny dar wolności i zmaganie o to, by ten dar był dany, a nie zabrany.
W czasie Adwentu, który coraz bardziej naznaczony jest komercjalizacją, ogłuszającym i nachalnym natłokiem reklam – może zapominamy o słowie takim jak dar. Bo wydaje się, że wszystko jest w zasięgu karty kredytowej. No, może, jak przekonuje nas jedna z reklam telewizyjnych w Polsce, parę drobiazgów, ulotnych i mało ważnych jest w zamian za gotówkę, ale za wszystko inne można zapłacić Master Card…
Za wolność nie płaci się Master Card. Za wolność płaci się krwią, życiem, ofiarą…
Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że są wciąż wartości, za które nie ma ceny ekonomicznej, tak jak nie ma ceny za życie…

Przeżywamy te rekolekcje mając w tle rzeczywistość współczesnej polskiej emigracji. Tej sprzed wczoraj i tej z dzisiaj. Tej, która każdego niemal dnia przemierza w ostatnich miesiącach tanimi liniami odległości do Europy Zachodniej, do Anglii, Irlandii, do innych jeszcze państw. Ludzie jadą, zabierając dotychczasowy dorobek życia i nade wszystko potężny bagaż nadziei… Jadą – może już nie za wolnością, nie za chlebem, ale za poprawą jakości życia, za bardziej stabilną perspektywą życiową…

Dokonują wówczas konfrontacji własnych wizji, zasłyszanych legend i mitów z reportersko oglądaną i osobiście doświadczaną rzeczywistością…

Może czasem zazdrościmy Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, że ich imię nie jest związane z takim kosztem historii, że o wiele łatwiej są wolni, podczas gdy nasza polska wolność tak dużo kosztuje.

Może tak jest… Może boli nas, że bywamy traktowani jak obcy, przybysze, obywatele drugiej kategorii… Może złości nas własna niemoc i niemota językowa, wówczas zwłaszcza, gdy chciałoby się tak wiele wyrazić, o tyle spraw spytać… Może rodzi się pokusa, by odciąć się radykalnie od tego, co takie nasze „polskie”, co trąci stereotypem „Polaka-katolika”, co zdaje się białym i czerwonym, a nie tak współcześnie – granatowym ze złotymi gwiazdkami…

Przed kilku miesiącami uczestniczyłem w seminarium na temat kultury, które odbywało się w Domu Pracy Twórczej na Wigrach. Jednym z uczestników tego seminarium był znany polski dramatopisarz, człowiek teatru i kultury, profesjonalista tematu… W czasie długiego ciągu wypowiedzi rysował sobie w skupieniu jakieś główki w fantazyjnych nakryciach głowy… W pewnym momencie bardzo prowokacyjnie zaczął krytykować przedmówców… Śmiał się, że z ich wypowiedzi wynika, jakobyśmy wchodzili do Europy ze starym kuferkiem babuni, pełnym różnych rupieci…. A to leży w nim na dnie Norwid, dla nikogo nie zrozumiały, a to gdzieś spoczywa Mickiewicz z patosem konradowskim, który śmiertelnie nuży, a to polski mesjanizm przywracany przez papieża… Twórca dodał po chwili, że  może jedyną polską autorką, którą świat zna i tłumaczy na języki jest Dorota Masłowska…
Przypomniałem wówczas, że o wiele bardziej znaną i tłumaczoną jest inna polska pisarka – Faustyna Kowalska, która bije rekordy popularności.
- Ale jaki ma ona marketing! –odpowiedział p. Tadeusz.
A na to wszystko wtrącił się pan Stanisław Milewski, rolnik, który gościł kiedyś u siebie Jana Pawła II, a którego każdorazowo zapraszamy na nasze seminaria wigierskie. Człowiek, który wiele już mi przekazał ze swojej mądrości życiowej, i tym razem pokazał się jako człowiek, który wcale nie idzie do Europy z kuferkiem babuni. On tę Europę zaprasza do siebie, by spojrzała w głąb owego kuferka. Bo warto!

Tajemnica Bożego Wcielenia, która rysuje się nam coraz bliżej, oznacza wpisanie się Boga w ludzką tożsamość

Jezus Chrystus jest tą zasadniczą drogą Kościoła. On sam jest naszą drogą „do domu Ojca” (por. J 14, 1 nn.). Jest też drogą do każdego człowieka. Na tej drodze, która prowadzi od Chrystusa do człowieka, na tej drodze, na której Chrystus „jednoczy się z każdym człowiekiem”, Kościół nie może być przez nikogo zatrzymany. […] Chodzi więc tutaj o człowieka w całej jego prawdzie, w pełnym jego wymiarze. Nie chodzi o człowieka „abstrakcyjnego”, ale rzeczywistego, o człowieka „konkretnego”, „historycznego”. Chodzi o człowieka „każdego” — każdy bowiem jest ogarnięty Tajemnicą Odkupienia, z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył. Każdy człowiek przychodzi na ten świat, poczynając się w łonie swej matki i rodząc się z niej, jest z tej właśnie racji powierzony trosce Kościoła. […]

 Człowiek, tak jak jest „chciany” przez Boga, tak jak został przez Niego odwiecznie „wybrany”, powołany, przeznaczony do łaski i do chwały — to jest właśnie człowiek „każdy”, najbardziej „konkretny” i najbardziej „realny”: człowiek w całej pełni tajemnicy, która stała się jego udziałem w Jezusie Chrystusie, która nieustannie staje się udziałem każdego z tych czterech miliardów ludzi żyjących na naszej planecie, od chwili kiedy się poczynają pod sercem matki.

(por. http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/r_hominis.html)

Chrystus „jednoczy się z każdym człowiekiem” – i w tej tajemnicy odkrywamy naszą największą wartość, naszą niepowtarzalność, naszą cudowność, nieogarnioną przestrzeń wolności…
Zagraża nam dzisiaj chyba tak daleko posunięta kontestacja struktur, grup, instytucji, przynależności narodowej, że to wszystko staje się kontestacją tożsamości. Stajemy się jak pisał jeden ze znanych autorów XX wieku – człowiekiem bez twarzy. Nietrudno dostrzec, że owo odczłowieczenie, czy raczej odarcie z twarzy zagraża ludziom rzuconym w dynamikę przemian tożsamościowych.
Taki ludźmi są emigranci.  Takimi ludźmi są ludzie mobilni, przemierzający drogi, obszary i granice państw w poszukiwaniu pracy, takimi są … my wszyscy, którzy wciąż migrujemy, porzucając  zużyte normy, standardy, wzorce…
My, Europejczycy, my, ludzie współcześni, my, grający swoje role w tym wielkim świata teatrze, my, pracoholicy, my, ciułacze, my, zjadacze chleba… my, … Czyli właściwie – kto?

Może najbardziej właściwym, choć zaskakującym stwierdzeniem byłoby – my, chrześcijanie, to znaczy uczniowie Chrystusa, którzy naśladując Go, pozostajemy sobą.

Raz jeszcze powrócę do wspaniałej, programowej, niezapomnianej encykliki Jana Pawła II, która jest hymnem o godności człowieka, o świeżości chrześcijaństwa, która jest tez listem adresowanym do każdego z nas indywidualnie – do mnie, do Ciebie…

Jezus Chrystus wychodzi na spotkanie człowieka każdej epoki, również i naszej epoki, z tymi samymi słowami: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32); uczyni was wolnymi. W słowach tych zawiera się podstawowe wymaganie i przestroga zarazem. Jest to wymaganie rzetelnego stosunku do prawdy jako warunek prawdziwej wolności Jest to równocześnie przestroga przed jakąkolwiek pozorną wolnością, przed wolnością rozumianą powierzchownie, jednostronnie, bez wniknięcia w całą prawdę o człowieku i o świecie Chrystus przeto również i dziś, po dwóch tysiącach lat, staje wśród nas jako Ten, który przynosi człowiekowi wolność opartą na prawdzie, który człowieka wyzwala od tego, co tę wolność ogranicza, pomniejsza, łamie u samego niejako korzenia, w duszy człowieka, w jego sercu, w jego sumieniu. Jakże wspaniałym potwierdzeniem tego byli i stale są ci wszyscy ludzie, którzy dzięki Chrystusowi i w Chrystusie osiągnęli prawdziwą wolność i ukazali ją, choćby nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia.

Adwent to czas wyjścia na drogę Temu, który wychodzi na spotkanie człowieka każdej epoki, na moje spotkanie. To czas rozpoznania w tym spotkaniu tego, kim jestem.
Zrozumienia, że w tym spotkaniu z
                   
Jezusem z Nazaretu,
                  
Jezusem na sposób swoich czasów rozwijającym księgę Prawa,
                  
Jezusem znającym przepisy podatkowe
                  
i pijącym wino na weselu w Kanie,
                  
Jezusie płaczącym nad Jerozolimą
                  
i Jezusie idącym do owiec, co poginęły z domu Izraela

w tym spotkaniu z Jezusem, moim Bratem w człowieczeństwie – nie mogę wstydzić się
 
            swojej małej i wielkiej ojczyzny,
            ojczyzny starej i nowej,
            języka przodków i kultury rodzimej,
            swoich „polskich wad” i polskiego patosu serca,
            swojego narodu i jego dziejów,
            trudnego daru wolności.

czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem.
Czuwajmy…

 

ks. Paweł Bortkiewicz SChr.
e-mail:  bort@tchr.org  lub  pbortkiewicz@yahoo.com


Copyright  (c)  2004  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  12-12-2004