Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2004


"Słowo na progu"
Internetowe Rekolekcje @dwentowe  
dla Polonii i nie tylko .... 

(IV niedziela Adwentu)

 

Postawa czuwania, tak typowa dla czasu adwentu – to kwestia naszego sumienia, otwarcia na drugiego, odpowiedzialności za własną tożsamość narodową.
Ale to także kwestia wrażliwości serca, objawianej po trosze we wszystkich powyższych przejawach, ale nie tylko objawiana pobocznie.
Czuwać to manifestować macierzyńską wrażliwość serca.
Posłuchajmy znowu Jana Pawła II:

„Czuwam” oznacza postawę matki. Jej życie, jej powołanie wyraża się w czuwaniu. Jest to czuwanie nad człowiekiem od pierwszych chwil zaistnienia. Czuwanie to łączy się ze smutkiem i z radością. „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat” (J 16, 21) — są to słowa samego Chrystusa.

Macierzyńskie czuwanie Maryi — jakżeż niezgłębione doświadczenie, jaki zapis serca kobiecego, które całkowicie żyło Bogiem. Zaprawdę „wielkie rzeczy uczynił [Jej] Wszechmocny. Święte jest Jego Imię” (Łk 1, 49).
Niech trwają w naszej świadomości przynajmniej te dwa momenty: noc betlejemska i „noc duchowa” pod krzyżem Syna na Golgocie. I jeszcze jeden moment: jerozolimski wieczernik w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy rodził się Kościół, gdy wychodził na świat, jakby dziecko opuszczające łono matki.

„Czuwam” oznacza postawę matki. Jej życie, jej powołanie wyraża się w czuwaniu. Jest to czuwanie nad człowiekiem od pierwszych chwil zaistnienia.
Kiedy wczytuję się w te słowa – to oczywiście przed oczami staje mi obraz Maryi. Próbuję sobie wyobrazić Jej czuwanie. Najpierw tamtej betlejemskiej nocy.
Zmęczeni rodzice. W Niej wyczuwalny coraz silniej puls dziecka i coraz natarczywiej pulsująca myśl – gdzie zdołam Go porodzić? Coraz szczelniej zatrzaskiwane drzwi. Być może mogła zrodzić się pokusa, by tych ludzi przekląć, znienawidzić, ocenić za ich bezduszność… Ale Ona, Dziewica z Nazaretu, już wówczas stawała się Matką cierpliwości i przebaczenia.

Nie oceniała, tylko szła drogą nadziei.
Czuwała nad Nowonarodzonym. Możemy sobie wyobrażać to zmaganie Matki z kruchością życia Dziecka w takich warunkach. Ból, że są właśnie takie i radość… Radość, że mimo nich, że w tych warunkach zrodziło się życie… Takie Życie!
Czas pokłonów i hołdów był także czasem czuwania – nad bezpieczeństwem Dziecka, nad tym, aby entuzjazm i podziw przychodzących Mu nie zaszkodziły.
A potem było czuwanie w czasie drogi do Egiptu…
I także to czuwanie przez niezapisane Ewangelią karty trzydziestu lat życia… Być może w samotności, w owdowieniu? (wszak Ewangelie milczą o św. Józefie…)

 „Czuwam” oznacza postawę matki. Jej życie, jej powołanie wyraża się w czuwaniu. Jest to czuwanie nad człowiekiem od pierwszych chwil zaistnienia
Kiedy wczytuję się w te słowa – to oczywiście przed oczami staje mi obraz Maryi. Ale staje mi także przed oczami obraz mojej Matki. Jej czuwanie nad moim życiem. W latach dzieciństwa, gdy to życie było zagrożone. Gdy dogadywała się jak Matka z Matką o to życie.
Czuwanie w latach uczciwej pracy, niezłomnej nadziei Bogu… Czuwanie, które było szkołą prawdy, nadziei, miłości, tak silną i tak znaczącą, że po prostu najważniejszą.
Czuwanie – czyli bycie mojej Matki w całej treści moich własnych dni. W tym, czym mogłem się podzielić swoją radością, doznaną krzywdą, odnowioną nadzieją… Na zawsze zostanie mi w pamięci Jej obraz w kuchennym oknie, jak latarni witającej i żegnającej, przypominającej o dobrej orientacji życia. Nikomu bardziej od Niej jej nie zawdzięczam.

„Czuwam” oznacza postawę matki. Jej życie, jej powołanie wyraża się w czuwaniu. Jest to czuwanie nad człowiekiem od pierwszych chwil zaistnienia
Kiedy wczytuję się w te słowa – to oczywiście przed oczami staje mi obraz Maryi. Ale także oglądam portrety, wrażliwe oczy, uśmiechnięte delikatnie usta Matek, które Bóg dał na mojej drodze życia. Kobiet spotkanych gdzieś w przebiegu drogi, i tych, pod których dachem się zatrzymywałem.
Wspominam zwłaszcza jedną z nich, która po śmierci mojej Mamusi, stała się przybraną Matką. Miałem szczęście być w ostatnich chwilach jej życia, tego życia, które przeszło niezłomnie próbę Syberii, zmagania z trudnymi warunkami w raju komunizmu, przeszło próbę cierpienia i radości własnego życia i życia swoich dzieci….
Wspominam inną Matkę… Uczestniczyłem w ostatnich chwilach jej życia. Jednałem z Bogiem, choć po ludzku patrząc – sam pełniej mogłem jednać się z Panem, dzięki Niej. Pamiętam jej wieloletnie heroiczne czuwanie przy niepełnosprawnym synu, przy mężu, który po chorobie Bergera stracił obie nogi… Pamiętam jej niezłomny uśmiech nadziei, który wypełniał jej twarz…

Macierzyńskie czuwanie Maryi — jakżeż niezgłębione doświadczenie, jaki zapis serca kobiecego, które całkowicie żyło Bogiem.

 Tamto macierzyńskie czuwanie jest jedno, jedyne, absolutnie niezrównane. Ale w nim odnajdują się kobiety i matki wszystkich czasów, nasze matki.

Są jak ikony czuwania – zapis kobiecego serca, takiego, które żyło Bogiem.
Nie może dziwić to, że Święta, które wyrastają z tego czuwania, są zapisem takiej wrażliwości.
Są apelem o nią.
Wołają o to, byśmy wobec narodzonej Miłości – potrafili poczuć smak tej tajemnicy. By drgnęły nasze serca.
Byśmy nie kalkulowani, nie cenili samych korzyści, byśmy potrafili wyjść poza bilans zysków i strat, byśmy ponad sprawiedliwość umieli dowartościować miłość. Miłość miłosierną.
To właśnie w betlejemskiej scenerii jawi się już nam Ta, która jest Matką Miłosierdzia.

Maryja jest więc równocześnie Tą, która najpełniej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia. Wie, ile ono kosztowało i wie, jak wielkie ono jest. W tym znaczeniu nazywamy Ją również Matka miłosierdzia - Matką Bożą miłosierdzia lub Matką Bożego miłosierdzia, a każdy z tych tytułów posiada swój głęboki sens teologiczny. Mówią one o tym szczególnym przysposobieniu Jej duszy, całej Jej osobowości do tego, aby widzieć poprzez zawiłe wydarzenia dziejów naprzód Izraela, a z kolei każdego człowieka i całej ludzkości, owo miłosierdzie, które z pokolenia na pokolenie (por. Łk 1, 50) staje się ich udziałem wedle odwiecznego zamierzenia Przenajświętszej Trójcy.  Nade wszystko jednak powyższe tytuły, jakie odnosimy do Bogarodzicy, mówią o Niej jako o Matce Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Jako o Tej, która doświadczywszy miłosierdzia w sposób wyjątkowy, w takiż sposób „zasługuje” na to miłosierdzie przez całe swoje ziemskie życie, a nade wszystko u stóp krzyża swojego Syna. Mówią o Niej wreszcie jako o Tej, która poprzez swój ukryty, a równocześnie nieporównywalny udział w mesjańskim posłannictwie swojego Syna, w szczególny sposób została powołana do tego, ażeby przybliżać ludziom ową miłość, jaką On przyszedł im objawić. Miłość, która najkonkretniej potwierdza się w stosunku do tych, co cierpią, w stosunku do ubogich, pozbawionych wolności, do niewidomych, uciśnionych i grzeszników, tak jak o tym wedle słów Izajaszowego proroctwa powiedział Chrystus najprzód w nazaretańskiej synagodze (por. Łk 4,18), a z kolei, odpowiadając na pytanie wysłanników Jana Chrzciciela (por. Łk 7, 22).  Ta właśnie „miłosierna miłość, która potwierdza się nade wszystko w zetknięciu ze złem moralnym i fizycznym, stała się w sposób szczególny i wyjątkowy udziałem serca Tej, która była Matką Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego - udziałem Maryi. I nie przestaje ona w Niej i przez Nią nadal się objawiać w dziejach Kościoła i całej ludzkości.

Nie chcę, by te słowa były potraktowane jako swoisty komentarz do opinii, która obiegła Polskę i Europę o „katolickiej przemocy”. Nie warto komentować absurdu. Nie można wręcz. Nie warto komentować głupoty, bo tę się leczy.
Ale warto w świecie bezbożnej przemocy, niewrażliwości, braku odpowiedzialności – w tym świecie zamkniętych drzwi Betlejemu i tym świecie naszych zamkniętych drzwi, świecie jałowej ziemi, świecie, w którym człowiek żyje jakby Bóg nie istniał odkryć potęgę CZUWAJACEJ MIŁOŚCI.
Ona się rodzi.
Ona staje się Człowiekiem.
Ona daje się przyjąć i wcielić we własne życie.
Domaga się tylko czuwania – wrażliwym sercem, macierzyńską miłością, nie lękaniem się cierpienia.

 

 

Takiej Miłości narodzonej i spotkanej w czuwaniu życia – z serca wszystkim życzę.

Ks. Paweł

 

ks. Paweł Bortkiewicz SChr.
e-mail:  bort@tchr.org  lub  pbortkiewicz@yahoo.com


Copyright  (c)  2004  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  19-12-2004