Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2005

„SAŁATKA  ADWENTOWA  DLA  KAŻDEGO“

 

REDDOT.GIF (327 bytes) TESCO ERGO SUM, czyli: opus Dei czy opus mei?
(  I niedziela Adwentu )

 

          W imię Boże rozpoczęliśmy nasze tegoroczne Internetowe Rekolekcje Adwentowe pod hasłem: „adwentowa sałatka dla każdego“. Po nauce wstępnej, która wprowadziła nas w tę rekolekcyjną rzeczywistość, która uświadomiła nam także, że ludzie mają różne pomysły na życie, chcemy przejść już do konkretnej konsumpcji naszej „duchowej strawy, naszej adwentowej sałatki, aby uświadomić sobie z całą wyrazistością, iż my jako chrześcijanie, czyli osoby ochrzczone, wierzące, przynależące do Kościoła, pragnące naśladować Jezusa Chrystusa, także mamy swój pomysł na życie, który tak naprawdę nie jest naszym pomysłem, ale pomysłem samego Pana Boga. Jednak jak dokładniej przyjrzymy się swojemu życiorysowi, to bez trudu zauważymy, że praktyka życiowa, czasami ma za mało wspólnego z owym najwspanialszym pomysłem na życie, jaki otrzymaliśmy w prezencie od Stwórcy. Bo życie nasze podobne jest trochę do gry-zabawy, tak bardzo popularnej wśród dzieci (ale nie tylko....!), a mianowicie do puzzli. Jakoś trzeba to życie z różnych elementów poskładać, uporządkować, zharmonizować, aby końcowy efekt miał „ręce i nogi”, aby odpowiadał oryginałowi, który mamy do dyspozycji. I tak w samym procesie układania puzzli, co jakiś czas trzeba nam porównywać to, co udało nam się już ułożyć ze wzorcowym obrazem. Wtedy dochodzimy często do wniosku, że coś tu nie pasuje, że coś trzeba zmienić, poprzestawiać, czasami bardzo radykalnie... I w życiu człowieka wierzącego jest podobnie.... Otrzymaliśmy wzorzec – jest nim Osoba i Dzieło Jezusa Chrystusa. I nasze życie, nasze życiowe dzieło trzeba nieustannie porównywać z Jezusową Ewangelią, z Nim samym, aby wiedzieć, gdzie popełniliśmy błąd, co trzeba w życiu udoskonalić, poprzestawiać, dopasować, a czasami wręcz wyrzucić - tak, aby nasze życiowe puzzle, ta składanka elementów dobra i mądrości przybierała rzeczywiście właściwe kształty...

             Rekolekcje są takim czasem szczególnie intensywnego przyglądania się swojemu życiowemu dorobkowi, swojemu powołaniu, sposobom naśladowania Chrystusa, jakości naszego chrześcijaństwa – aby to co dobre rozwinąć jeszcze bardziej, a tego co złe, po prostu się pozbyć!

             Trochę dziwny tytuł dzisiejszego rozważania, przeznaczonego na pierwszą niedzielę adwentu, która to niedziela stoi pod znakiem bardzo mocnego wezwania: CZUWAJCIE, odsyła nas do jednej ze słynniejszych filozoficznych sentencji, autorstwa Kartezjusza, który mawiał: cogito ergo sum, czyli „myślę, więc jestem”. Chrześcijanie, od początku istnienia Kościoła swoim stylem życia starają się propagować zasadę amo ergo sum, czyli: „kocham więc jestem”. W związku z tym, niektórzy idąc jeszcze szczegółowiej, pragnąc podkreślić rolę modlitwy w rozwoju życia duchowego, mówią wręcz: oro ergo sum, czyli „modlę się więc jestem”. Z wieloma tego typu sentencjami możemy się spotkać na co dzień...

              A tu dzisiaj pada: tesco ergo sum... Co to znaczy? Czy nie jest to krypto-reklama brytyjskiej sieci supermarketów? O co tutaj chodzi? Otóż - tesco ergo sum – znaczy tyle, co: „kupuję, więc jestem”. Dziwne, prawda?! Też tak myślę... ale obserwując sposób życia, modele zachowania, sposób wartościowania pewnych osób, można dojść do wniosku, iż jest to ich naczelne motto życiowe – kupuję, więc jestem! Dlatego też dzisiejsza nauka rekolekcyjna, umotywowana ewangelicznym wezwaniem: czuwajcie, jest skierowana przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia, przeciwko nowotworowi naszych czasów jakim jest materializm praktyczny, przeciwko niepohamowanej chęci zysku, posiadania, połączonej z niszczeniem godności własnej i innych...

             Łatwo się domyśleć, że materializm ma coś wspólnego z materią, dotyczy materii. I tak, na podstawie internetowych źródeł (www.kns.gower.pl/slownik/materializm.htm), dowiadujemy się, że materializm to „kierunek filozoficzny uznający pierwotność materii w stosunku do idei i ducha oraz redukujący ostatecznie do wymiaru materialnego wszystkie istniejące zjawiska, ze zjawiskami społecznymi i psychicznymi włącznie. Materializm jest światopoglądem, który mimo różnych koncepcji odznacza się pewnymi wspólnymi cechami, jak np. zacieśnienie się do świata materialnego i zaprzeczenie nieśmiertelności duszy ludzkiej. W konsekwencji materializm neguje istnienie osobowego Boga-Stworzyciela, co wiąże się ściśle z odrzuceniem judeochrześcijańskiej nauki, którą traktuje jako swego głównego przeciwnika. Jakkolwiek światopogląd ten sięgał swymi korzeniami starożytności oraz przenikał przez całe późniejsze dzieje ludzkości, to jednak jako zjawisko społeczne ujawnił się w pełni dopiero w czasach nowożytnych i współczesnych. Materializm odrzuca wszelką osobową jedność ciała i duszy, czyli biblijną koncepcję człowieka. Staje bowiem na stanowisku, że ani badania naukowe, ani techniczne zastosowanie ich wyników, nie wskazują na potrzebę poszukiwania przez człowieka sensu życia przez przyjęcie czegoś, czy - lepiej – kogoś, spoza świata materialnego. Zwolennicy materializmu związali swe nadzieje przede wszystkim z rozwojem nauk przyrodniczych i technicznych. Oparli się na naiwnej oświeceniowej wierze w wąsko pojęty postęp. Głosząc pozytywistyczno-mechanistyczną koncepcję człowieka, akcentowali rozwój konsumpcyjnie zorientowanego społeczeństwa. W tego typu społeczeństwie człowiek powinien znaleźć bazę życiową dla zaspokojenia potrzeb, spełnienia oczekiwań i realizacji celów, a przede wszystkim sens życia. Materializm propaguje skrajną i jednostronną koncepcję człowieka, z której wynikają określone konsekwencje dla życia społecznego. Taka, jaka jest koncepcja człowieka, taka też będzie koncepcja społeczeństwa i państwa (O. von Nell-Breuning). Z materializmu wywodzi się kapitalizm, w którym upowszechnił się konsumpcjonizm (materializm praktyczny) i socjalizm (komunizm), głoszący programowo ateizm (materializm teoretyczny). Nauczanie społeczne Kościoła, począwszy zwłaszcza od encykliki Jana XXIII Mater et Magistra (1961 r.), potępia to skrajne ujęcie jako szkodliwe dla życia społecznego. Jego skutki są dzisiaj powszechnie znane.”

             Jak podkreśla o. Józef Augustyn SJ (www.mateusz.pl) - materializm jest szczególną pokusą dzisiejszego człowieka. Również po upadku komunizmu, który skompromitował w znacznym stopniu filozofię Marksa, zagrożenie materializmem nie zostało bynajmniej zażegnane. Materializm praktyczny wydaje się być nawet bardziej niebezpieczny niż upadający materializm teoretyczny. Materializm praktyczny sprawia, iż rozwój człowieka ograniczany bywa niemal wyłącznie do wymiaru ekonomicznego i technicznego. Materializm praktyczny jest nie tylko zagrożeniem ludzi bogatych, ale także ludzi biednych. „Wprawdzie tyran dobrobytu trzyma nas wszystkich mocno w szponach, to jednak biedacy są jego największymi ofiarami” - stwierdza ojciec Piet van Breemen. „Reklama telewizyjna i nacisk przemysłu odnoszą dużo większy skutek w środowisku biedaków niż ludzi bogatych. Ludzie bogaci na podstawie własnych przeżyć dobrze wiedzą, że każdy dzień nie może być usłany różami. Mają również świadomość, że mogą korzystać z wszelkich luksusów i jednocześnie cierpieć z powodu nieszczęśliwych wydarzeń życiowych.” Największych wartości ludzkiego życia, takich jak: miłość, sens, przebaczenie, pojednanie, pokój czy radość, nie można kupić za pieniądze. Człowiek biedny, zaślepiony żądzą posiadania, jeszcze sobie tego nie uświadamia. Marzy o większej ilości pieniędzy, aby mieć dostęp do większych przyjemności, sądząc, że one dadzą mu pełne szczęście i autentyczną radość życia.

             A więc to nie stan konta, zasobność portfela, wysokość zarobków decydują o poziomie naszego życia moralnego. Można być miliarderem i przy tym bardzo porządnym człowiekiem, gorliwym chrześcijaninem. A można nie mieć prawie nic, ale tak być nastawionym na chęć posiadania, że pomija się zasady etyczne, że niszczy się innych, że odrzuca się Pana Boga. Oczywiście odwrotna sytuacja jest także możliwa – pamiętamy przecież jak w mocnych słowach Pan Jezusa przestrzegał, iż bogactwo, gdy zaślepi staje się ogromną przeszkoda dla człowieka w realizowaniu jego właściwego powołania. „Jak trudno wejść bogatemu do Królestwa...” I przy tej okazji warto uprzytomnić sobie fakt, że, jak czytamy na internetowych stronach dotyczących idei Dnia Bez Kupowania (http://bnd.obin.org/pl/bnd/), konsumpcja w tzw. społeczeństwach rozwiniętych, przestała służyć zwyczajnemu zaspokajaniu elementarnych potrzeb. Kraje te, stanowiące zaledwie 20% ludności naszego globu, pochłaniają ponad 80% naturalnych zasobów Ziemi. Życie milionów ludzi na świecie idealnie wpasowuje się w hasło: „idziesz do pracy, której nie cierpisz, aby kupić rzeczy, których nie potrzebujesz, by zaimponować ludziom, których nie lubisz”. Patrząc na poziom życia ludzi w krajach najbiedniejszych, wydaje się rzeczą niepojętą, że na tej samej planecie, często w odległości zaledwie 3 godzin lotu samolotem istnieją jednocześnie zjawiska takie jak: jednorazowe torebki, promocje, ubrania kupowane tylko dlatego, że zeszłoroczne wyszły już z mody, sprzęt, który wyrzucamy, by nabyć nowszy model, a z drugiej strony zjawiska takie jak: głód, nędza, karygodne warunki sanitarne, analfabetyzm, brak podstawowych środków do życia... Nowoczesne sklepy i centra handlowe, oferując łagodną muzykę, nieśpieszną i zrelaksowaną atmosferę, liczne kawiarnie, kina i bary, salony gier i bawialnie dla dzieci, mając sprawić, by zakupy stały się przyjemnym rytuałem, angażującym czasowo i emocjonalnie. Wielkie pasaże handlowe zastąpiły parki, place zabaw, zwyczajowe miejsca spotkań. Łódzka Galeria, warszawska Arkadia, katowicki Silesia Park, poznański Stary Browar, stają się ulubionym miejscem rodzinno-towarzyskich pielgrzymek. Ale szczęścia nie można kupić za żadne pieniądze. Niezależnie od tego, jak intensywnie próbuje się nam to wmówić. I dlatego też ciekawą wydaje mi się inicjatywa „dnia bez kupowania”, który, tak nawiasem mówiąc, w tym roku przypadał 26 listopada... Ów pomysł dnia mającego godzić w nadkonsumpcję narodził się w Kanadzie, kraju, w którym każdy statystyczny obywatel zużywa miesięcznie tyle dóbr, ile wystarczyłoby na utrzymanie całej afrykańskiej rodziny przez rok. W Dniu Bez Kupowania nie chodzi o zmianę naszych przyzwyczajeń na jeden dzień, ale o zastanowienie się nad swoim stylem życia i zasadnością konsumpcji, a przy okazji odkryć na nowo znaczenie więzi społecznych.

            Dlatego też, zanim ogarnie nas szał przedświątecznych zakupów, trzeba koniecznie zwolnić obroty, i nie pozwolić spłaszczyć w swoim życiu takich rzeczywistości jak: święta, niedziela, adwent, wypoczynek, rodzina... A wokół coraz więcej tych współczesnych pogańskich świątyń, w których króluje pieniądz. Popatrzmy: przecież to jest cały ceremoniał! Ludzie odświętnie się ubierają, idą całą rodziną w niedzielę (!) na zakupy, tam spędzają lwią część czasu wolnego, tam jedzą; po swojemu „świętują”, tam się bawią, ale, ale... a gdzie Pan Bóg???!!! A gdzie poszanowanie dnia świątecznego (swojego i innych – bo przecież gdyby jedni nie kupowali w niedzielę, to drudzy nie musieliby tam wtedy pracować!). Tesco ergo sum... Kupuję, więc jestem... Warto spoglądać nie tylko na tych innych, którzy żyją, jakby Boga nie było, ale przede wszystkim na siebie: na ile ja jestem skażony mentalnością nadkonsumpcji, na ile ulegam złudnemu urokowi materializmu praktycznego, czy umiem poprzestać na tym co konieczne, na ile potrafię przeciwstawić się naciskowi reklam, co i kto jest dla mnie najważniejszy???!!! Od odpowiedzi na te pytania zależy nie tylko owocność przeżywanych przez nas wspólnie rekolekcji, ale przede wszystkim twoje życiowe dzieło, z którego będziesz musiał zdać sprawę przed „Najwyższą Instancją”, przed Sprawiedliwym Sędzią, który pod wieczór twego życia będzie cię sądził z miłości... Warto więc u progu kolejnego adwentu – czasu oczekiwania, popatrzeć na swe życiowe puzzle, na swoje życiowe dzieło, na swoje postępowanie i szczerze, nawet gdyby bolało, odpowiedzieć sobie na pytanie: czy to jest moje dzieło (opus mei) czy Boże dzieło (Opus Dei)? Jest moim zamiarem, by lektura tych rekolekcji choć trochę przyczyniła się do tego, by wszystko co dzieje się w naszym życiu, działo się ze względu na Boga, a nie na nasz egoizm....

            I dlatego, jako chrześcijanin musisz zniszczyć w sobie tę postawę i pomóc innym w wyleczeniu się z choroby, która wynika z hasła: tesco ergo sum – kupuję więc jestem – BO TO NIEPRAWDA!!!

             Bądźmy ludźmi wolnymi, nie tymi z pokolenia „9.99”, ale tymi, którzy wiedzą, że ważniejsze jest „być” niż „mieć”. Bo chrześcijanin prawdziwy, to człowiek ubogi w duchu – ubogi, to ten, który wszystko ma U-BOGA (podczas gdy bogaty – BOGA-TY, to ten co z Bogiem jest „na TY” – w złym tego słowa znaczeniu – on go po prostu, jak mu się wydaje, nie potrzebuje i klepie Go paternalistycznie po ramieniu...).

 A ty: jesteś bogaty czy ubogi?

Ubóstwo nie jest celem samym w sobie. Jest „pośrednikiem” niebiańskich bogactw. „Ubogi był Pan, abyś i Ty nie bał się ubóstwa. Przeto jeśli z Nim, ubogim, będziesz ubogi, z Nim, królującym, będziesz królował” (św. Grzegorz z Nyssy) – bo przecież to nie za darami, ale za ich Dawcą nieustannie tęsknię...

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2005  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  27-11-2005