Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2005

„SAŁATKA  ADWENTOWA  DLA  KAŻDEGO“

  REDDOT.GIF (327 bytes)  Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła...,
czyli: powiedz mi jakie są twoje marzenia, a powiem ci kim jesteś…

(  IV niedziela Adwentu )

 

          Spotykając się z Wami, Drodzy Uczestnicy tegorocznych rekolekcji adwentowych dla Polonii – i nie tylko...,  w tej wirtualnej rzeczywistości, pragnę się z wami podzielić radością, że nasz adwent, nasz czas oczekiwania, powoli dobiega końca. Wychodzimy, jak powiedziałby komentator sportowy, na ostatnią prostą... A więc przed nami finisz – oby był rzeczywistym zrywem ducha, abyśmy dobrze przygotowani mogli w całej pełni przeżyć uobecnienie wydarzenia narodzin Zbawiciela...

            W tę IV, a zarazem ostatnią, adwentową niedzielę, nasza uwaga skupia się przede wszystkim na osobie, która jest par excellance Patronką adwentu – a mianowicie na Maryi. Po raz kolejny w naszym życiu słyszymy ten fragment Ewangelii, który opisuje w sposób bardzo sugestywny scenę Zwiastowania. Oto Bóg składa niesamowitą ofertę Nastolatce z Nazaretu: ma zostać matką oczekiwanego Mesjasza! I Maryja, w swoim posłuszeństwie wiary, o które i my nie tylko w czasie adwentu powinniśmy się gorąco modlić i szczerze wprowadzać w czyn, mówi Bożemu posłańcowi „TAK” – zgadzam się, niech się wypełni wola Najwyższego, jestem całkowicie do Jego dyspozycji... Zdaje się, że Pitagoras powiedział, że człowiekowi najtrudniej przychodzi wypowiedzieć najprostsze słowa („tak” i „nie”). Maryja wypowiedziała swoje „tak” świadomie i pozostała mu wierna aż do końca...

 Już tyle razy słyszeliśmy tę Ewangelię, a jednak nie powinno w nas gasnąć święte zadziwienie nad pokorą, dyspozycyjnością, potęgą wiary, żarem miłości Tej, którą błogosławią wszystkie pokolenia. To Ona – Maryja, była, jest i będzie niedoścignionym wzorem Najlepszej Uczennicy w Jezusowej szkole życia i miłości. Adwent jest czasem zrobienia pewnego bilansu naszego pobytu w tej szkole: czego się nauczyłem; jak odrabiam „zadania domowe”; na ile się staram być pilnym uczniem, uważnym słuchaczem; jakie są moje postępy w nauce; w jakim stopniu zdobyta wiedza znajduje odzwierciedlenie w praktyce mojego życia (!); jaką ocenę sam sobie bym wystawił oceniając dotychczasowy pobyt w tej szkole, która ma pod sobą wszystkie inne szkoły...?!

 Maryja, w którą w ten szczególny czas wpatrujemy się ze wzmożoną uwagą uczy nas (m.in.) jak pięknie przeżywać każdy odcinek naszego ziemskiego pielgrzymowania; pokazuje nam jak wydobyć swoiste piękno każdej fazy rozwojowej człowieka; jak przeżywać w całej pełni swoje człowieczeństwo bez względu na ilość przeżytych lat... I w tym kontekście należy odczytywać tytuł dzisiejszej nauki rekolekcyjnej. Pierwsza jego część („gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła”) to znany aforyzm autorstwa Henriego Estienne’a. Właśnie... gdyby młodość wiedziała! Jest rzeczą normalną, że w okresie młodości człowiek ma w sobie jakby najwięcej życiowego entuzjazmu, jest pełen planów na przyszłość, chciałby dokonać rzeczy wielkich... Ale w tym życiowym zawirowaniu czasami odrzuca (często bezmyślnie!) to, co proponują mu dorośli, którzy już swoje przeżyli, którzy swoje widzieli, którzy są bogaci w takie czy inne doświadczenia – i pragnęliby, aby młode pokolenie uniknęło błędów, które być może oni sami (ileś tam lat wcześniej) popełnili.... Ale młodość często chodzi własnymi ścieżkami, nie słucha głosu rozsądku, aż sama się „sparzy”, tylko, że wtedy ma to już daleko idące konsekwencje, pewnych rzeczy cofnąć się nie da, ani mijającego czasu i wydarzeń także.... Potem po latach, to oni sami będą próbowali swoje dobre rady przekazać swym latoroślom i będą się dziwić, że ci tymi radami nie są zainteresowani – mało tego: czynią wiele rzeczy na opak... Potem, po latach, człowiek przychodzi po rozum do głowy i już wie jak to naprawdę powinno wyglądać... I wtedy z nostalgią wzdycha i mówi: „gdyby młodość wiedziała...”. A więc ta nauka rekolekcyjna stanowi swoiste ostrzeżenie, a jednocześnie zaproszenie skierowane pod adresem ludzi młodych – by nie lekceważyli dobrych rad starszego pokolenia, ale nie „niszcząc przeszłości ołtarzy” budowali lepszą przyszłość, by mądrzej żyli, by czegoś się nauczyli z cudzych błędów popełnianych może przez ich przodków – a wtedy odczują prawdziwą radość. I wpatrujcie się ciągle w postać Maryi, która pokazuje nam jak można i trzeba wykorzystać pięknie ten potencjał, który oferuje człowiekowi czas młodości... Jeśli będzie ona przeżyta w łączności z Bogiem, w oparciu o Jego zasady, jeśli będzie nieustannym „tak” wobec woli Najwyższego, to proszę mi wierzyć, że będzie to młodość udana, i że kiedyś nie będziesz musiał (czy musiała) zgorzkniale powtarzać: „gdyby młodość wiedziała”...

Z drugiej strony, kiedy spojrzymy na mentalność lansowaną szczególnie w niektórych środkach społecznego przekazu, to możemy bardzo szybko dojść do wniosku, że największym nieszczęściem człowieka jest starość! Jest nawet takie nie-chrześcijańskie porzekadło, że „jedyne co się Panu Bogu nie udało, to starość”. BZDURA! Jeśli człowiek ma oczy szeroko otwarte, stara się spoglądać na świat, na siebie i na innych z perspektywy żywej wiary, to wtedy wyraźnie dostrzeże, że każdy okres życia, w tym także tzw. „jesień życia” ma swoje zadania do spełnienia, ma swój niepowtarzalny urok, ma swoje miejsce w Bożym planie... Pewnie, nie zapominamy, że ten czas starości jest często związany z chorobą, cierpieniem, samotnością, świadomością odchodzenia... I z pewnością są to przeżycia trudne i bolesne – ale przeżywane w łączności z Krzyżem naszego PANA, nabierają innego wymiaru: tracą swą gorycz, nabierają szczególnej wartości, a człowiek doznaje swoistego przemienienia... „Gdyby starość mogła”... No właśnie.... Starość często kojarzy się z niedołężnością, z jakimś zdziecinniałym podejściem do życia, ze smutkiem i nieszczęściem. A starość może, i musi być, piękna – czyż nie taką starość ukazał nam Sługa Boży Jan Paweł II, nie tylko w swoim słynnym liście skierowanym do ludzi w podeszłym wieku (do lektury którego gorąco zachęcam), ale także swoją własną postawą, kiedy to głosił nam swoje ostatnie milczące katechezy o tym jak należy cierpieć, jak przeżywać chorobę, jak człowiek wierzący przygotowuje się na śmierć i wreszcie jak powinno się odchodzić do wieczności?!

 Starość ma wiele do zaoferowania ludziom młodym, a sama  też jeszcze wiele może! Stare, malijskie przysłowie mówi: „siedząca staruszka widzi lepiej od stojącego młodzieńca”. A o. Jan Góra OP zwykła mawiać jeszcze za życia Jana Pawła II, że „ten papież im wolniej chodzi, tym dalej zajdzie”. Tylko czy my chcemy ten potencjał wykorzystywać? Dużo mówi się o konflikcie pokoleń -  a nam trzeba budować coś, co możemy nazwać „solidarnością pokoleń” – tak, że jedni od drugich będą się uczyć, jedni drugich będą wspierać, i razem, wspólnymi siłami, każdy na swoim „stanowisku” budować lepszy świat... Również ludzie starsi zapatrzeni w młodych powinni wykrzesać w sobie tę iskrę optymizmu, który pomoże im pięknie wykorzystać dar „jesieni życia”  - a jesień to przecież czas owocowania, czas dożynek, czas obfitych zbiorów, choć i czas przemijania... Jest tyle możliwości, ci ludzie mają często tak dużo czasu... – powinni go naprawdę mądrze zagospodarować, a wtedy nie będą się czuli odrzuceni, ale potrzebni – bo starość naprawdę jeszcze nie jedno może! Jak pisał w swej książce „Starość czasem nadziei” Alessandro Pronzato: (oni) patrzą „innym” wzrokiem i sercem zmierzają do celu...

A tak na marginesie tych naszych dzisiejszych rozważań warto przyjrzeć się pewnemu zjawisku. Otóż dość często zdarza się, że wnuki mają lepszy kontakt z dziadkiem, z babcią, niż z rodzicami. I z kolei babcie i dziadkowie poświęcają masę czasu dla dzieci swoich dzieci... I tak sobie myślę, że czasami jest to próba „odrobienia” na starość zaległości jakie się miało wobec własnych pociech... Nie mam nic przeciwko temu, by relacje wnuki- dziadkowie były jak najlepsze – broń mnie Panie Boże! Ale jest to impuls do przemyślenia dla rodziców, aby w tych swoich dojrzałych latach poświęcali jednak więcej czasu swoim dzieciom, by na starość nie musieli nic nadrabiać...

 I tak doszliśmy do drugiej części tytułu obecnej rekolekcyjnej nauki, która brzmi: „powiedz mi jakie są twoje marzenia, a powiem ci kim jesteś”... I tak naprawdę jest: obojętnie ile masz lat, jaki wykonujesz zawód, gdzie się uczysz, ile zarabiasz, jakie znasz języki – musisz  w ten adwentowy czas zapytać szczerze sam siebie: na co ty czekasz, za czym tak naprawdę tęsknisz, o czym ciągle marzysz – a wtedy będziesz już o krok od dania sobie odpowiedzi, kim tak naprawdę jesteś... Powiedz mi jakie są twoje marzenia, a powiem ci kim jesteś.... Byłoby bardzo źle, gdybyś na nic i na nikogo nie czekał, za nikim nie tęsknił, nie miał żadnych planów ani zamierzeń, gdybyś zabił w sobie zdolność do marzeń... Byłoby bardzo źle... Ale adwent to przecież czas budzenia nadziei – a więc i ty zacznij marzyć i niech te dobre marzenia kształtują twe życie... Niech cię w tym wspiera, Ta która towarzyszy nam na naszych życiowych ścieżkach – Najświętsza Maryja Panna. I pamiętaj, że Bóg też ma pewne marzenie, które dotyczy ciebie osobiście: On marzy o tym, byś był świętym człowiekiem! Tak naprawdę, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś spełnił to Jego marzenie...

 Róbmy więc swoje, i róbmy to jak najlepiej. Obojętne czy, jak pisał ks. Marian Puzewicz, będzie to 27 lat w Watykanie, czy 30 lat w szkole lub 20 lat w hucie... Bądź wierny aż do końca... Aż do twojej 21.37...

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2005  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  18-12-2005