Internetowe Rekolekcje Adwentowe *2005

„SAŁATKA  ADWENTOWA  DLA  KAŻDEGO“

  REDDOT.GIF (327 bytes)  ERO  CRAS, czyli: będę jutro!
( Wigilia - zakończenie rekolekcji )

 

          Moi Drodzy! Tak oto zbliżamy się milowymi krokami do finału tegorocznego adwentu, Święta tuż, tuż... – obrazowo możemy powiedzieć, że słychać kroki nadchodzącego Pana... Idąc za myślą ks. Mariana Puzewicza uświadamiamy sobie, że dzieje odnowy świata, zaczęły się w Noc Betlejemską przed ponad 2000 lat. W sztafecie wiary pora na nasze pokolenie. Świat zestarzał się. Chrześcijanie pozostawiają coraz częściej jego urządzanie ludziom wierzącym w pieniądze, zapomniawszy, że może być on (i powinien!) urządzony według reguł miłości, które otrzymaliśmy od Boga w prezencie. A my jakoś pędzimy za naszymi małymi sprawami, chowając się w zacisza kościołów i zakrystii. Opuszczamy bezradnie ręce, tworząc w końcu szpaler „szlachetnie pokonanych”. Przerzucamy piłeczkę w ręce polityków, zbawców z krain finansjery i sprytu, narzekając potem na to czy tamto... W sumie Adwent to rozpęd, dostrzeganie nowych horyzontów, zdobywanie mocy, którą można odmienić oblicze ziemi. Źródłem tej mocy jest oczywiście Duch Święty. Czy taką moc masz w sobie? I czy pragniesz stanąć w szeregu tych, którym zależy jeszcze na zwycięstwie? (por. www.duch.lublin.pl/itinerarium/index.html). Kończy się adwent, który stanowi także przygotowanie do tych wspaniałych Świąt, jakimi są święta Bożego Narodzenia... Zbliżamy się w tej adwentowej wędrówce ostatnich dni do Betlejem... Za ileś tam godzin zasiądziemy tradycyjnie do stołu wigilijnego, rozpocznie się świętowanie narodzin ZBAWICIELA. I tak jak przy wigilijnym stole pamiętamy o naszych najbliższych, tak jak pamiętamy o naszych zmarłych, tak jak jesteśmy otwarci na każdego potrzebującego, tak pamiętajmy  w ten szczególny sposób o chrześcijanach zamieszkujących ziemską ojczyznę Chrystusa – Ziemię świętą... Ich los, o czym pewnie nie wszyscy wiedzą, jest bardzo trudny – maleje ich liczba, emigrują, żyją w trudnych warunkach... Wspierajmy ich, tak jak potrafimy: modlitwą, poczuciem więzi i solidarności, materialnym darem serca... – nie wolno nam o nich zapomnieć – oni nas potrzebują! Kiedy jesienią tego roku miałem to szczęście być po raz drugi w Ziemi świętej, to przy wjeździe do Betlejem, które jest otoczone ogromnym murem (co sprawia przygnębiające wrażenie i nasuwa pewne historyczne skojarzenia...), ujrzałem napis wymalowany na owym złej sławy murze:   WE  NEED  BRIDGES,  NOT  WALLS („potrzebujemy mostów, a nie murów”). Właśnie – potrzebujemy jedności, współpracy, wzajemnego zrozumienia, a nie podziałów, eskalacji i tak napiętej sytuacji czy utrudnień... Potrzebujemy mostów – nie tylko w ziemskiej ojczyźnie Pana Jezusa, ale na całym świecie. I takie właśnie powinno być nasze postanowienie z tegorocznych rekolekcji, z duchowej konsumpcji owej adwentowej sałatki (mam nadzieję, że wszystkim wyszła ona na zdrowie!). To znaczy: mamy być budowniczymi mostów, i nawet jeśli odgłos betoniarki to nie jest twoja ulubiona muzyka, to w relacjach międzyludzkich mamy właśnie być tymi, którzy budują coś pozytywnego, przezwyciężają podziały, podkreślają to co wspólne i pozytywne, łączą dwa, często tak bardzo oddzielone od siebie, ludzkie brzegi, rzucają pomost nad wrogością, obojętnością, znieczulicą, i kładą podwaliny pod zgodę, pokój, miłość... A wszystko to według planów konstrukcyjnych, które w swojej Ewangelii zawarł Jezus Chrystus – najlepszy Budowniczy mostów, który sam zresztą jest tym Mostem, który połączył na zawsze, w sposób niezniszczalny niebo i ziemię, Boga i ludzi – bo jeden jest Pośrednik między Bogiem i ludźmi – Jezus Chrystus!

 

Kończąc tegoroczne internetowe rekolekcje adwentowe pragnę z całego serca podziękować wszystkim tym, którzy postanowili w nich uczestniczyć, z nich skorzystać, w nie się włączyć. Za wszystkie listy, ciepłe słowa – serdecznie dziękuję. Ks. Proboszczowi Sławomirowi Trypuciowi z Amsterdamu wyrażam wdzięczność za okazane zaufanie, a BOR – czyli „Biuro Obsługi Rekolekcji” (w osobie pani Ewy Dudek) niech przyjmie wyrazy mego uznania za troskę włożoną w stronę formalną i techniczną tegorocznych rozważań.

 

Jak czytamy na internetowej witrynie zgromadzenia zakonnego Pobożnych Uczennic Boskiego Mistrza (www.pddm.pl/for.liturgiczna3.htm) – „przez cały czas naszego adwentowego oczekiwania rozbrzmiewają w naszych kościołach błagalne śpiewy, przyzywające przyjścia Pana. I tak jak w Kościele pierwszych wieków chrześcijanie wołali, a z pewnością i wyśpiewywali, Marana tha! — Przyjdź, Panie Jezu (por. Ap 22,20c) – również i dziś ta pełna wiary, nadziei i miłości modlitwa zawiera się w naszych adwentowych pieśniach : Niebiosa, rosę spuśćcie nam z góry, Sprawiedliwego wylejcie chmury. Ale im bliżej do chwili, kiedy Gwiazda Betlejemska zaświeci z całą mocą (…) tym bardziej liturgia oraz związane z nią śpiewy nabierają intensywności. Ostatnie godziny oczekiwania na spotkanie z Nowonarodzonym przyozdobione są w liturgii siedmioma szczególnymi antyfonami, które śpiewamy w naszych wspólnotach od 17 grudnia; każdego dnia kolejną zwrotkę. Pierwsze wzmianki o tych antyfonach pochodzą mniej więcej z VIII w. Nazywa się je antyfonami „O”, gdyż w łacińskim oryginale wszystkie zaczynają się od tej litery alfabetu. Po niej następują w tekście starotestamentowe określenia oczekiwanego Mesjasza. Dziś już rzadko śpiewa się je w języku łacińskim. Warto jednak wiedzieć, że mają tak długą i bogatą historię, ale nade wszystko, że są wyrazem naznaczonego ogromną tęsknotą i zarazem radością oczekiwania na Zbawiciela. Kryją w sobie coś jeszcze. Ale aby móc to dojrzeć, spójrzmy najpierw na tekst tych antyfon (w nawiasie podane jest oryginalne łacińskie słowo).

 

Mądrości (Sapientia), która z ust Bożych wypływasz. Wszystko urządzasz, zewsząd cel dobywasz. Przybądź i naucz nas dróg roztropności, wieczna mądrości!

 

O Adonai! Wodzu Izrael., Coś go wybawił z rąk nieprzyjaciela. Przybądź upadłym pod ciężkim brzemieniem, z silnym ramieniem!

 

Korzeniu (Radix) Jesse! Tyś chorągwią ludów. Zamilkną ludy na widok Twych cudów. Przybądź i pospiesz, użal się złej doli, wybaw z niewoli!

 

Kluczu (Clavis) Dawidów! Izraela Boże. Co Ty otworzysz nikt zamknąć nie może.

Przybądź, a wywiedź mocą Twej prawicy, więźniów z ciemnicy!

 

O Wschodzie (Oriens) ranny! Światło wiekuiste. Sprawiedliwości słońce promieniste.

Przybądź i oświeć w ciemnościach siedzące, nędznych tysiące!

 

Królu (Rex) narodów! Tyś ich upragnieniem. Tyś jest węgielnym jedności kamieniem.

Przybądź, niech człowiek przez Ciebie stworzony, będzie  zbawiony!

 

Emmanuelu! Królu, Prawodawco. Oczekiwanie narodów i Zbawco. Przybądź i nasze

wysłuchaj wołanie, Boże, nasz Panie!

 

Czytając od tyłu pierwsze łacińskie litery, otrzymamy krótkie, siedmioliterowe zdanie: ero cras, co znaczy: będę jutro. Trudno już dziś dojść do tego, czy to celowy zabieg anonimowego autora, czy też zwykły zbieg okoliczności... Jedno jest pewne. Będę jutro to przepiękna, kryjąca się w antyfonach odpowiedź Pana Jezusa na zanoszone do Niego przez cały adwent wołanie: Marana tha! – Przyjdź Panie Jezu.

I rzeczywiście – ON przyjdzie na pewno, i to już jutro... Czyś gotów na spotkanie z Nim? Na koniec tych rekolekcji, wzorem aniołów posłanych do betlejemskich pasterzy, i ja zwiastuję Wam wszystkim radość wielką: przychodzi PAN, Zbawiciel, jedyna nasza Nadzieja! A moje życzenia końcowe są krótkie i proste: niech się naprawdę narodzi w sercu każdego i każdej z nas!!!

A ostatni akord tegorocznych rekolekcji internetowych (jakby ostatni kęs naszej adwentowej sałatki dla każdego) należeć będzie do ks. prof. Jerzego Szymika, którego poniżej cytowany wiersz, niech pobudzi nas do wielkiej wdzięczności za  wspaniały dar wiary, który to dar, także poprzez właściwe przeżycie najbliższych świąt, powinien zostać pomnożony...

 

„Dziewczynka w żółtych rajstopach, w śląskim kościele”

 

Nie widziałem jej nigdy wcześniej ani później,

tylko wówczas, ten jeden jedyny raz: w sobotę, 8 września, między 

12.00 a 13.00, na mszy w pszowskiej bazylice. Siedziała w pierwszej ławce.

Rajstopy żółte, w ładnym odcieniu (między cytryną a kanarkiem),

szczupłe nogi, seledynowa minispódniczka, czarne lakierki,

brązowy kapelusik. Filuterne błyski w kącikach ust. 

Miała jakieś dziesięć lat i braciszka pod opieką.

Nie umiałem oderwać od niej myśli. Wyobrażałem ją sobie za trzy

lata, za trzynaście, trzydzieści, trzysta. Jak przemienia się w gazelę, 

w upragnioną, w rodzącą, w odchodzącą. W proch. W anioła. 

Widziałem jej portret w siatce zmarszczek i pajęczyn,

pod warstwą emalii na przecięciu ramion 

nagrobnego krzyża. 

Nie przypuszczała zapewne, że moje trudności z płynnym odprawianiem

mszy płyną z jej powodu. Wszystko jest w jej życiu możliwe, myślałem z trwogą i

zachwytem: 

obcięta pierś, syn alkoholik, chwile szczęścia o świcie, 

w czerwcu, w ogrodzie. Pożywałem Ciało, piłem Krew do ostatniej kropli.

Rozumiałem, wierzyłem, że wszystko w niej jest objęte, wybaczone, święte.

I olśnienie, kiedy czyściłem kielich, kiedy wertowałem mszał:

najpiękniejsze, co mogło się przydarzyć tej ziemi, to chrześcijaństwo.

 I rzeczywiście tak jest... I z tą myślą, Droga Siostro, Drogi Bracie, wchodź w czas kolejnego, nowego, już 2006, roku.... Szczęść Boże!

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  2005  Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  20-12-2005