Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *98

I NIEDZIELA ADWENTU:
"Żyj tą nadzieją co mieli Kolumb albo Bach -
- czyli o potrzebie nowej gramatyki..."

 

Gdy wchodzimy razem z całym Kościołem w nowy rok kościelny, gdy rozpoczynamy, po raz kolejny w naszym życiu, czas adwentu - czyli radosnego oczekiwania na przyjście Pana, to byłoby wspaniale, gdybyśmy uświadomili sobie, że nasze życie jest wspaniałym darem, cudowną przygodą i czymś niepowtarzalnym, ale że jest też ono związane z odpowiedzialnością, z krzyżem i że wreszcie to życie jest sprawą "śmiertelnie poważną"...

Oto otrzymujemy dar czasu - różnie ludzkość go sobie wyobrażała, i różnie go traktowała. Jedni twierdzili, że dana rzecz może wydarzyć się tylko raz, a do tej samej rzeki nie sposób wejść drugi raz; czyli, że czas biegnie na wzór linii ciągłej. Inni znowu uważali, że wszystkie zdarzenia w naszych dziejach nieustannie się powtarzają, tworząc zamknięty krąg historii; a więc nic nie powinno nas zaskoczyć.

Z kolei czas, z którym mamy do czynienia w roku liturgicznym, podobny jest do spirali, bo przecież wciąż przeżywamy ten znany nam schemat roku kościelnego: adwent, Boże Narodzenie, Wieki Post, itd. Ale z drugiej strony za każdym razem winienem ten czas przeżywać inaczej, lepiej, mądrzej, głębiej zanurzony w tajemnicy Chrystusa i Jego Kościoła.

Tak więc adwent A.D. 1998 chciej przeżyć lepiej i bogaciej niż analogiczny czas roku ubiegłego.

XAAB0095.gif (39430 bytes)Adwent - to przede wszystkim czekanie. Ale możemy mówić o różnych adwentach. I tak mamy adwent jako oczekiwanie na przyjście Chrystusa na końcu czasów. Jest inny adwent jako oczekiwanie na przyjście Bożego Syna w tajemnicy Bożego Narodzenia. Jest wreszcie adwent, bardzo osobisty czy wręcz prywatny, którego istotę stanowi oczekiwanie na spotkanie z Panem w tajemnicy mojej śmierci (to będzie przecież "koniec mojego świata"). W dalszym znaczeniu adwentem można też nazwać czekanie na Pana Boga, który ma tyle twarzy ilu ludzi na świecie, bo On przychodzi do mnie każdego dnia po wielokroć...

Gdy przyjrzymy się z bliska dzisiejszej Ewangelii, to może nam się rzucić w oczy taka "triada" wezwań Mistrza z Nazaretu, które kieruje on do każdego z nas (a więc do mnie też!). CZUWAJCIE - ROZUMIEJCIE - BĄDŹCIE GOTOWI.

Czuwajcie... Oto postawa prawdziwie chrześcijańska - mam czuwać, nie dać się zaskoczyć, mieć uszy, oczy, serce szeroko otwarte. A ponieważ nie wiem kiedy Jezus przyjdzie powtórnie, dlatego też nie mam wyjścia i zawsze muszę być człowiekiem czuwania. Rozumiejcie... Oto wezwanie, aby i mój rozum, intelekt był otwarty na to co dzieje się wkoło nas; abym umiał właściwie odróżniać dobro i zło, a w konsekwencji świadomie wybierał dobro a zło odrzucał. Bądźcie gotowi... Chodzi o to, by ta nasza gotowość nie była tylko zlepkiem deklaracji, lecz konkretną postawą życiową; abym zawsze mógł z czystym sumieniem wyjść na spotkanie Pana, abym był gotowy do tego, by pomóc bliźniemu, który na tę pomocną dłoń czeka; bym wreszcie był gotowy o każdej porze dnia i nocy zdać sprawę z mego życia... Gotowość to coś więcej niż tylko czuwanie...
Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że czekanie, czuwanie jest związane z czymś co określamy mianem nadziei. W tym stanie naszego ducha wszystkie nasze pragnienia kierujemy ku temu czemuś (lub komuś) co stanowi przedmiot tejże nadziei. Czegoś nie ma - ale ma być. To tak jakby na końcu ciemnego tunelu zobaczyć maleńkie światełko, które do nas się przybliża...

To tyle, gdy chodzi o takie potoczne rozumienie "nadziei". Ale posłuchajmy co na ten temat mają do powiedzenia eksperci teologiczni: "nadzieja - to jedna z trzech (obok wiary i miłości) cnót, w których wyraża się stosunek człowieka do Boga. To ona każe widzieć w Bogu najwyższe i upragnione Dobro, ku któremu człowiek stale dąży, Dawcę obietnicy zbawienia już dokonanego w Jezusie Chrystusie, a zarazem ciągle jeszcze realizowanego w historii i oczekiwanego jako pełnia Bożego królowania. (...) Nadzieja ta kieruje się ku Bogu osobowemu - jest więc raczej zaufaniem Komuś niż nadzieją "na coś". Jest to zresztą pojęcie stosunkowo słabo rozumiane w świadomości wiernych. (...) Nadzieja chrześcijańska nie jest więc biernym oczekiwaniem, lecz aktywnym dążeniem do spotkanie z Bogiem "twarzą w twarz" (T. Sikorski, A. Zuberbier).

Właśnie - nadzieja nie jest czymś biernym, to nie jest postawa stojąca, to nie tylko łzawe westchnienia. Ale nadzieja, która ma kształtować nasze życie jest ciągle w ruchu, jest "niespokojna", ma bujną wyobraźnię... Co to praktycznie oznacza: mam być człowiekiem, który z jednej strony stąpa twardo po ziemi, ale z drugiej strony głowę ma "w chmurach". I takich chrześcijan potrzebuje dzisiejszy świat. I tej mojej przemiany, aby być bardziej człowiekiem nadziei nie mogę odkładać na potem, choćby tylko do jutra. Ja to muszę zrobić DZIŚ! "Rozumiejcie chwilę obecną: t e r a z nadeszła dla was godzina powstania ze snu" (czuwajcie - rozumiejcie - bądźcie gotowi).

Myślę, że wiele do myślenia mogą nam dać postacie, które nam w tym dzisiejszym rozważaniu towarzyszą - mianowicie: Krzysztof Kolumb (pochodzący z Genui odkrywca Ameryki) oraz Jan Sebastian Bach (niemiecki kompozytor i organista - barokowy mistrz w zakresie konstrukcji polifonicznych - fuga).

Te dwie persony - odległe od siebie w czasie i przestrzeni pokazują nam co można zrobić z czasem, który daje nam Pan Bóg. W ten sposób mamy się uczyć od Kolumba tej nadziei, która mówi: to co wiemy nie wystarcza, nie można spocząć na laurach, ciągle (nawet jeśli to będzie wiele kosztowało) szukać nowych "kontynentów", po prostu nie ustawać w drodze i innych pociągać za sobą. Gdyby Kolumb był człowiekiem strachliwym, bez wyobraźni, nie rzucającym wszystkiego na jedną kartę, to nigdy nie dotarłby do Ameryki, a świat szybko by o nim zapomniał. I właśnie takim chrześcijaninem pełnym nadziei: odważnym, z wyobraźnią, który gotów jest oddać wszystko za dobrą sprawę - takim chrześcijaninem mam się stawać. Także gdy chodzi o moje życie duchowe nie mogę wciąż obracać się w tym samym kręgu przyzwyczajeń. Obym szukał, jak Kolumb, nowych Bożych kontynentów, na których odnajdę Jego kwitnące ogrody, które pomogą mi być wierniejszym narzędziem Ducha Prawdy.

A Bach - no cóż: mając do dyspozycji wspaniałe zdobycze swych poprzedników, mając do dyspozycji pewne "tworzywo" uczynił z niego majstersztyk. Przecież mógł być wyrobnikiem: powiedzmy jakimś organistą, który nawet bardzo dobrze umiałby naśladować to co inni stworzyli. No właśnie - tylko odtwarzać. A to mu nie wystarczało, bo był człowiekiem nadziei. Nadziei, która mówi: nie ma sytuacji bez wyjścia, nawet z drobiazgu można uczynić arcydzieło, nie wolno stać w miejscu.

I takim chrześcijaninem, który wie, że na Boga zawsze można liczyć, który ze swojego życia (obojętne czy to jest profesor, sprzątaczka, policjantka czy ksiądz) może uczynić coś naprawdę pożytecznego i pięknego (nie będąc wyrobnikiem ale artystą!), który nie zadowala się miejscem, w którym się znalazł, ale uparcie idzie we właściwym kierunku naprzód - takim chrześcijaninem mam być. Przykład Bacha pokazuje nam też, że nie ma ludzi, którzy są kompletnym beztalenciem. Każdy ma jakieś dary. Problem w tym, że trzeba je odnaleźć (a więc najpierw trzeba szukać) i właściwie wykorzystać. Wymaga to wysiłku, o czym przekonali się na własnej skórze i Bach i Kolumb - ale z pewnością się opłaci...

Aby jednak nasze chrześcijaństwo nie było tylko zbiorem pustych frazesów (bo to nie jest wtedy chrześcijaństwo), a nasza nadzieja nie stała się traktowaniem Pana Boga jak "najlepszej ubezpieczalni świata", potrzebna jest nam:
n o w a   g r a m a t y k a.

Można ją nazwać (za przykładem kardynała Meisnera) "gramatyką Ducha Św."
O co chodziłoby w tej nowej gramatyce naszego życia. Otóż, gdy weźmiemy pod uwagę zasady gramatyczne, które poznawaliśmy w szkole, to z pewnością pamiętamy doskonale, iż odmianę czasownika przeprowadzało się w następujący sposób:

ja kocham
ty kochasz
on kocha.
Czyli zaczynaliśmy od pierwszej osoby, a kończyliśmy na trzeciej. Ale już np. gramatyka języka hebrajskiego stosuje inne kryterium: najpierw jest trzecia osoba, potem druga, a na końcu pierwsza...

I takiej właśnie gramatyki mamy się w tegorocznym adwencie nauczyć - nie tylko teoretycznie ale i praktycznie.

ON - czyli najpierw i zawsze na pierwszym miejscu Pan Bóg. A jak pisał św. Augustyn, tam gdzie Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko inne znajduje swoje właściwe miejsce.

TY - czyli dostrzegać i szanować drugiego człowieka. I jest rzeczą właściwie bez znaczenia czy spotykam go tysiąc razy dziennie czy po raz pierwszy (a może i ostatni) w życiu. Zresztą miarą mojej miłości od Boga, jest mój stosunek do bliźniego.

JA - czyli znać swoje miejsce, ale i swoją wartość. Ja, ze swoimi zachciankami mam być na końcu. I nie chodzi tu o jakieś niezdrowe cierpiętnictwo, czy popadanie w kompleksy, lecz właściwą ocenę samego siebie, o odkrycie wszystkich możliwości, które dostałem w prezencie od Pana Boga i wykorzystanie ich dla chwały Bożej i pożytku ludzkiego, a wtedy i ja stanę się bogatszy...

A wszystko to ogarnięte autentyczną nadzieją, która jest silniejsza nawet od śmierci, która jest czasami "nadzieją wbrew wszelkiej nadziei?.

A na zakończenie jeszcze parę pytań do przemyślenia:

  • na kim ja buduję swoje życie?
  • czy czasami nie pogrążam się w "małej stabilizacji"?
  • czy rozwijam w dobrym kierunku swe talenty?
  • czy życie swoje traktuję poważnie?
  • czy boję się śmierci, a jeśli tak to dlaczego - przecież ma być ona przejściem do lepszego życia ("idźmy z radością na spotkanie Pana")
  • czy w to co robię umiem włożyć tę szczyptę nadziei, która z rzeczy małych czyni rzeczy wielkie?

Niech ten pierwszy tydzień adwentowej wędrówki będzie czasem refleksji i zadumy nad rolą nadziei w moim życiu. "Niech Pan nas nauczy dróg swoich, byśmy chodzili Jego ścieżkami", bo o to w gruncie rzeczy chodzi, a przecież "wiem Komu zawierzyłem"...

 

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  1998 Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  01-04-2001