Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *98

IV NIEDZIELA ADWENTU :
"żyj tym oddechem, który maratończyk zna, czyli - ... powrót taty"

 

Wieniec AdwentowyJak ten czas szybko biegnie...
Ani się człowiek obejrzy, a tu święta za pasem...
W dzisiejszą, ostatnią adwentową, niedzielę, zapalmy czwartą świecę, która dopełni blasku na naszym wieńcu!

Tekst dzisiejszej Ewangelii stoi, w pewnym sensie, pod znakiem małżeństwa i rodziny.
Maryja i Józef, i Ten, który wkrótce się narodzi, a którego imię znaczy tyle co "Bóg zbawia". I oto pierwszy poważny problem tych młodych ludzi pragnących spędzić ze sobą resztę życia. Okazuje się, że Maryja jest w ciąży; poczęła za sprawą Ducha Świętego. W ten oto przedziwny sposób spełnia się starotestamentalne proroctwo: "oto Panna pocznie i porodzi Syna".
No tak, ale skąd o tym ma wiedzieć sprawiedliwy Józef?! I dopiero trzeba było "interwencji z wysoka", aby sprawę uspokoić i wyjaśnić...

Anioł "przyszedł do Józefa po kładce kruchej jak sen. Wypowiedział doń kilka zdań. A ten przyjął ów znak. Był bowiem człowiekiem, który żył z pracy i z wiary." (ks. Niewęgłowski).
Józef, człowiek ewangelicznego milczenia, wypełnił, wolę Pana Boga ("Józef uczynił tak jak mu polecił anioł Pański") - nawet jeśli wszystkiego wtedy do końca nie rozumiał, to był pewien, że w każdej sytuacji należy bardziej słuchać Boga, że należy Jemu zaufać, bo On wie najlepiej...

Dziś bardzo dużo pisze się i mówi o rodzinie; fachowcy wskazują na niepokojący "kryzys rodziny". I to on właśnie jest przyczyną wielu innych negatywnych zjawisk, które występują we współczesnym świecie. Jeśli więc pragniemy uzdrowienia sytuacji, to wszelkie wysiłki trzeba skoncentrować na uzdrowieniu rodziny, a stanie się to wtedy, gdy rodziny będą "Bogiem silne".

Rodzina to: ojciec, matka, dzieci.
Każde z nich ma swoją wyjątkową i niezastąpioną rolę do spełnienia, ale dziś chcemy się bardziej skupić na jednej z nich - na tacie...

Dlaczego właśnie tak? Otóż po pierwsze: kolejny rok przygotowań do Jubileuszu Roku 2000 poświęcony jest Bogu Ojcu, który jest wzorem ojcostwa; dalej: mówi się wiele o kryzysie instytucji ojca (np. duszpasterze zastanawiają się jak mówić o Bogu, który jest Ojcem, kiedy dziecko ma bardzo negatywne skojarzenia łączące się z tym słowem...); a na koniec: św. Józef - bohater dzisiejszej niedzieli, który pozostaje przykładem wypełnienia obowiązków rodzicielskich (choć był "tatą przybranym").
Można więc powiedzieć, że reforma rodziny polega, między innymi, na ...powrocie taty! (to tak w nawiązaniu do trwającego jeszcze roku mickiewiczowskiego).

Posłuchajmy, co na ten temat pisze wybitny fachowiec o. Józef Augustyn SJ:
"Współczesną cywilizację nazywa się (może nieco prowokacyjnie) cywilizacją bez ojca. Obszerna praca monograficzna francuskich autorów pt. Historia ojców i ojcostwa rozpoczyna się od dramatycznie brzmiących pytań: czy ojciec ma jeszcze przyszłość na Zachodzie? (...) Czy nie jesteśmy świadkami - współwinnymi albo zobojętniałymi - rozpadu ojcostwa. (...) Rosnąca liczba rozwodów i uciekania się do metod sztucznego zapładniania sprawiają, że w wielu przypadkach nie można wskazać tego jedynego mężczyzny, który jest naprawdę ojcem. Jest wszakże jeszcze inne zmartwienie: czy mnożenie się faktów życia w konkubinacie nie oznacza kresu ojcostwa? W każdym razie można powiedzieć, że obraz ojca stał się kruchy: czy już nie rozpadł się ostatecznie na kawałki? Teraz nie sposób nie zadawać sobie pytań (odpowiedzi na nie bowiem nie są bynajmniej oczywiste): co to znaczy być ojcem? Jaka jest funkcja ojcowska? (...)

Ojciec jest coraz słabszy, coraz bardziej przygnębiony, coraz mizerniejszy, nic więc dziwnego, że staje się narzędziem ciemnych sił. (...) W naszych czasach, kiedy ojciec występuje jako pośmiewisko (np. w TV), jako obiekt podejrzeń, jako zrzędny dureń (gdy wraca po pracy do domu nie mając dzieciom do zaoferowania żadnych nauk) lub jako niezdecydowany słabeusz (...) - syn staje przed pewnym problemem. Jakie ma być jego własne życie jako mężczyzny? (...) Przytoczone opinie, które moglibyśmy mnożyć, ukazują, iż ojcostwo nie jest już dziś spontanicznym i naturalnym darem, który wynosi się z własnej rodziny. Wartość ojcostwa należy dopiero odkryć, świadomie wybrać, pielęgnować i stopniowo wcielać w życie."

Myślę, że warto podkreślić fakt, że jeśli do kryzysu podejdzie się w sposób mądry to może on stać się szansą, by "wybić się" i by w moim życiu zaczęło dziać się lepiej niż dotychczas...
Aby to się mogło zrealizować trzeba odwołać się do Boga jako Ojca.

Bóg jest Ojcem w pełnym tego słowa znaczeniu; jest Ojcem dobrym, miłosiernym, wymagającym i sprawiedliwym; jest wzorem Wychowawcy i Pedagoga; jest KIMŚ na Kogo zawsze można liczyć (nawet wtedy, gdy już wszyscy odwrócą się do nas plecami...). I to od Niego ziemscy tatusiowie muszą czerpać wzór i siłę do tego, by stanąć na wysokości zadania.

Teraz więc chciałbym (wzorem znanego pedagoga P. Pellegrino) wskazać na trzy elementy, które pomogą każdemu ojcu być "tatą na medal":

"- dobry mąż - na pierwszym miejscu porządny tata powinien być jak najlepszym mężem. Taki mąż jest niewątpliwie wsparciem dla żony; znajduje dosyć okazji by z nią porozmawiać (nie tylko wtedy, gdy skończył się mecz piłkarski); tato, który odpowiednio zachowuje się wobec małżonki, jest automatycznie akceptowany przez dzieci. W ten sposób rośnie jego wiarygodność;

- zdrowe zasady - po prostu musi on wytworzyć pewien określony styl wartościowania i postępowania, który będzie jasny, zrozumiały i mądry. Taki ojciec wie, że nie może zabrać się za wychowywanie syna, gdy ten będzie miał 11 lat; taki tato rozumie, że praca, interesy to nie wszystko, ale, że czasami jest lepiej mniej zarobić, a ustrzec rodzinę od rozpadu; umie właściwie odzywać się do swych pociech; dla córki taki ojciec ma być pierwszym przykładem kochającego mężczyzny, a synowi zaszczepić szlachetny instynkt ojcowski;

- kompetencja - to obowiązek umiejętności podejmowania się różnych zadań (konkretnie: zabawa, pieszczoty, rozmowa, opowiadanie bajek, karmienie, zmienianie pieluch, ścielenie łóżka, całus "na dobranoc", itp.); zadaniem ojca jest (w sposób jak najbardziej profesjonalny) przekazywać miłość."

Gdy mówimy ojciec to myślimy: Bóg, tato, ale także - ojcowizna, inaczej rzecz ujmując: Ojczyzna.
Ojczyzna jako ziemia, jako historia, jako język, jako tradycja i kultura, wreszcie jako ludzie, jako naród. I dla mnie jako Polaka żyjącego poza krajem jest to sprawa ogromnie ważna. Co ja z tym dziedzictwem czynię, czy przekazuję je dalej, czy je pomnażam? Co ze swej strony zrobiłem, aby obalić wypowiedzi typu: "pije jak Polak"? Czy jestem dumny z kraju swego pochodzenia? Czy jestem tym, który pracuje nad jednością polskich emigrantów (żeby nie było tak, że gdzie dwóch Polaków tam trzy organizacje polonijne)? Czy umiem korzystać z doświadczeń innych narodów, ale czy i zdaję sobie sprawę, że jako Polak mam innym wiele do zaoferowania? Czy tę świadomość korzeni przekazuję młodemu pokoleniu? Czy uczę dzieci mowy praojców (jeśli ja tego nie zrobię to kto?!)?. Ojczyzna to przecież "nasz wspólny obowiązek"...

Gdy mówimy o rodzinie, o ojcostwie, o Ojczyźnie, o wychowywaniu, to wtedy staje się dla nas jasne, że cechą bardzo ważną (wręcz niezastąpioną) jest  
c i e r p l i w o ś ć.

Bieg2.gif (4727 bytes)Każdy adwent, może szczególnie dzisiejsza IV niedziela, jest jakby "szkołą cierpliwości". I w takim właśnie kontekście należy umiejscowić tytuł dzisiejszej konferencji: "żyj tym oddechem, który maratończyk zna".

Dla przypomnienia: maraton to jedna z dyscyplin sportowych, lekkoatletycznych. Jest to bieg długości 41 km i 195 m.
Bieg ten swe źródła ma w starożytnej Grecji. Otóż według legendy grecki żołnierz Filippides przybiegł do Aten z wiadomością o zwycięstwie nad wojskami perskimi pod Maratonem (490 r. przed nar. Chr.) i zaraz potem padł martwy.

Chyba niewielu z nas było dane kiedykolwiek przebiec taki dystans, ale uruchamiając naszą wyobraźnię możemy podejrzewać co to znaczy "oddech maratończyka". Tego maratończyka, który ma do przebycia straszliwy dystans, który musi odpowiednio rozłożyć siły, przyjąć optymalną taktykę, który musi odpowiednio stymulować oddech tak, aby osiągnąć upragniony sukces... A do tego potrzeba cierpliwości - taki jest właśnie oddech długodystansowca: spokojny, regulowany, rytmiczny (od niego przecież tak wiele zależy). Właściwie sztuki oddechu trzeba uczyć się miesiącami, a to wymaga znowu... cierpliwości!

A cóż o tej cierpliwości, która jest przecież cnotą chrześcijańską, możemy się dowiedzieć w książkach:
"Jest to postawa wytrwałego dążenia do zdobywania trudnego dobra, uzdalniającego człowieka do znoszenia wszelkich przeciwności, z którymi styka się przy jego urzeczywistnianiu.

Cierpliwość wierzy, że wszystko przychodzi we właściwej porze.Bieg1.gif (1754 bytes)
Niecierpliwość z kolei może rodzić: depresje, załamania, zniechęcenie i apatię. Źródłem i warunkiem koniecznym cierpliwości jest oczywiście miłość. Wbrew pozorom cierpliwość jest twórcza i nie ma nic wspólnego z biernością czy słabością, która rozpieszczonemu na wszystko pozwala. Przeciwnie nie rezygnuje ona z walki o piękno i dobro. W Piśmie św. jest ona związana z postawą człowieka jak i przymiotem Boga. Swą cierpliwość najpełniej objawił Pan Bóg w Jezusie Chrystusie. Trzeba pamiętać, że zwłaszcza cierpliwe znoszenie ucisków nagrodzone zostanie w czasach ostatecznych zaproszeniem do chwały niebieskiej." (A. Dylus).

Takiej cierpliwości żąda od nas Pan,
abyśmy czekali (modląc się i pracując) na Jego przyjście;
abyśmy we wszystkich zadaniach i zajęciach umieli spokojnie postępować naprzód (mimo trudności czy przejściowych niepowodzeń);
abyśmy aktywnie włączali się w dialog z otaczającym światem (z pewnością mentalność getta jest czymś nieodpowiednim; por. II czytanie: "ku chwale Jego imienia pozyskiwać wszystkich pogan dla posłuszeństwa wierze");
abyśmy w tym całym otaczającym nas zgiełku i jakimś chaosie zachowali odwagę istnienia, odwagę bycia uczniami Pana...
Jeśli tak podejdę do sprawy to niezauważenie zacznę żyć tym oddechem, który wypracowali maratończycy i niepostrzeżenie grono uczestników tego biegu znacznie się powiększy! Nie wolno też przeoczyć faktu, że maratończyk ów oddech z n a , a więc go doświadczył; to nie jest dla niego czysta teoria!

Ale wiemy dobrze, że ten bieg trwa i jeszcze chyba długo potrwa. Aby go dokończyć potrzebna jest nam odnowa, regeneracja, zastrzyk sił (przecież i maratończycy otrzymują po drodze specjalne napoje, ocierają pot, zakładają czapki czy okulary przeciwsłoneczne). Dla nas takim pokarmem na drodze życia, umocnieniem w wierze, nadziei i miłości, ożywieniem cierpliwości jest EUCHARYSTIA (Ofiara, Uczta, Pamiątka).
Nie byłbym bowiem chrystusowcem, gdybym w czasie tych rekolekcji tego tematu krótko nie poruszył.

Jeden ze wschodnich teologów napisał, że nie należy już oczekiwać większego cudu od Pana Boga. Przystępujmy jak najczęściej do Stołu Pańskiego, bo tam znajdziemy to wszystko czego potrzebujemy, a właściwie znajdziemy Kogoś: JEZUSA żywego! "Kto kiedy widział tak dziwną ucztę, w której ludzie zasiedli ze Stwórcą? Kto kiedy widział tak wspaniałą ucztę, w której brali udział wraz z Morzem rybacy?" (Cyryllonas).

Na koniec jeszcze parę pytań:

  • jak rozumiem i jak wypełniam swe obowiązki rodzinne?
  • czy mogę powiedzieć o sobie, że jestem patriotą?
  • czy bliższa jest mi mentalność "Playboy'a" czy "Prayboy'a"?
  • na jakich zasadach opieram wychowywanie potomstwa?
  • czy umiem być cierpliwy; pokonać zniecierpliwienie, odruchy gniewu?
  • jaką rolę spełnia w mym życiu duchowym Najświętszy Sakrament?
  • w jaki sposób rozwiązuję sytuacje kryzysowe?
  • jaki jest mój stosunek do moich rodziców, dziadków, współrodaków?

Przed ojcostwem wielka szansa, wielkie perspektywy, ogromne pokłady możliwości - we współpracy z łaską Bożą zostaną one odkryte, wykorzystane i zrealizowane. Niech ten rok, rok Boga Ojca przyczyni się do... powrotu taty!

Bo świat dzisiejszy potrzebuje "promieniowania ojcostwa", ale tę wielką "reformę rodziny" muszę zacząć nie od innych, ale od samego siebie...

"Znam faceta - głupi jak pień
tyle razy się na nim zawiodłem
i choć wierny jest jak mój cień
przezeń nieraz gubiłem drogę.

Czasem bliski byłem już łez
gdy w głupocie prowadził do złego
i choć wierny jest jak ten pies
w błocie nieraz leżałem przez niego.

I tak ciągnie się już od lat
coraz bardziej jest mi ciężarem
i choć wierny jest jak mój brat
często niszczy radość i wiarę.

Znam faceta - głupi jak pień
jego wierność popijam łzami
on wciąż wierny jest jak mój cień
łypie z lustra głupimi oczami.

Więc dlatego wpatruję się w Ciebie
i przeglądam się Panie w Tobie
gdy jednoczę się z Tobą w Chlebie
bliższy jesteś niż ja sam sobie.

(ks. T. Polak)

Zakończmy ważnym stwierdzeniem o. Augustyna:
"Dojrzałość ojcowska i macierzyńska rodzi się w nas nie tylko poprzez pracę nad sobą, ale także poprzez przedłużoną modlitwę, w której kontemplując Osobę Jezusa, Jego życie, naukę, a zwłaszcza Jego śmierć i Zmartwychwstanie odkrywamy Boga jako Ojca".
Ta przedłużona modlitwa ma posiadać dwa skrzydła, dzięki którym wzniesie się ku Najwyższemu - zaufanie i wytrwałość. Czyli innymi słowy, zgodnie z rosyjskim przysłowiem: módl się i wiosłuj dalej!

Taki "tato na medal", który wpatruje się w postać św. Józefa, cierpliwy "maratończyk", sam będąc dzieckiem najlepszego Ojca, z pewnością, jak mówi dzisiejszy psalm, "otrzyma błogosławieństwo od Pana i zapłatę od Boga, swego Zbawcy"...

Ks. Jacek Staniek SChr.
e-mail: staniek@hotmail.com


Copyright  (c)  1998 Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  19-12-2001