Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *99

REDDOT.GIF (327 bytes) Tomek, czyli dwa rodzaje radości
(I niedziela Adwentu)

 

Wieniec adwentowyPewnego niedzielnego popołudnia zjawił się na furcie klasztornej znajomy gospodarz z dorodnym winogronem w ręku.
- Niech brat zgadnie - zagadnął furtiana - komu chcę tym winogronem sprawić radość.
- Może przeorowi, albo któremuś z ojców zakonników - odparł po namyśle braciszek.
- Bratu!
- Mnie?! - zakonnik poczerwieniał z radości. - Pan rzeczywiście mnie to chce podarować!
- Widzi brat - wyjaśnia uszczęśliwiony wieśniak - często tu przychodzę na pogawędkę i po radę, dlaczego nie miałbym i bratu sprawić radości!
Furtian wziął z podziękowaniem soczysty owoc, ale odłożył go na bok, bo żal mu było coś uszczknąć z tego pięknego grona. Na wieczór przyszła mu myśl, żeby otrzymane winogrono ofiarować przeorowi. Ucieszy się na pewno takim darem - upewnił się w duchu.Winogrona
I tak winogrono powędrowało do przeora, od przeora do ojca kustosza, od kustosza do chorego na infirmerii i tak wędrowało coraz dalej i dalej. W końcu któryś z zakonników przyniósł winogrono na furtę, aby braciszkowi w "służbie za okienkiem" sprawić chociaż odrobinę radości. Ten ostatni nie wiedział oczywiście, że winogrono tutaj zaczęło swoje "wędrowanie". W ten sposób zamknął się obieg, obieg radości.

Zaczynamy to rozważanie od opowiadania w pewnym sensie religijnego, chociaż do religijnej warstwy rekolekcji nie chciałbym tak od razu docierać. Może to zresztą trochę poruszyć uważnego czytelnika - sama nauka wstępna (a znam kilku proboszczów, którzy po takiej nauce potrafią ocenić całe rekolekcje) ani razu nie posłużyła się słowem Jezus, a nawet w ogóle Bóg. A przecież - co do tego jesteśmy chyba zgodni - to Pan właśnie jest Pierwszym Działającym nie tylko w czasie rekolekcji, ale także w ciągu całego ludzkiego życia. To On jest tak naprawdę jego autorem - my tylko (lepiej lub gorzej) gramy partyturę, którą dla nas napisał. I to dzięki Niemu możemy znaleźć się najpierw w obiegu tej najzwyklejszej, najprostszej radości, by potem przejść do kręgu radości najpiękniejszej- tej, która się nie skończy. Dojdźmy jednak do tego po kolei...

Chciano za szczęściem rozpisać listy gończe, ale nikt nie potrafił podać rysopisu. (Wiesław Brudziński)

Ksiądz Jacek Staniek, który tak dzielnie przeprowadził ubiegłoroczne internetowe rekolekcje adwentowe na stronach PMK w Amsterdamie (aż się serce raduje z takiego kolegi), w jednej ze swoich nauk
(www.pmkamsterdam.nl/PL/Rekolekcje/Rekol98d.htm) wyjaśnia dokładnie jak to z radością jest. Że wśród wielu racji istnienia radości fundamentalna, podstawowa jest taka zwyczajna (można powiedzieć: naturalna) radość, zwana radością życia. Od poszukiwania takiej radości zaczniemy.

Pismo Święte sławi tę naturalną radość z całym bogactwem swojego wyrazu, opisując zwłaszcza czas winobrania i czas żniw, jako czas niezwykle radosny. Także szczęście rodzinne, dzieci, zdrowie, zwycięstwo - to tylko niektóre z powodów do zwykłej radości na co dzień. Warto zauważyć, że (jak mówi starotestamentalna Księga Przysłów) taka radość serca decyduje wręcz o zdrowiu człowieka - myślę, że śmiało możemy dodać, iż nie chodzi tu tylko o zdrowie psychiczne. Umiejętność dostrzegania podstawowych wartości życia, podstawowych Bożych darów jest kluczem do normalnej egzystencji człowieka.

Są ludzie, którzy by się cieszyli nawet z końca świata, gdyby go sami mogli przepowiedzieć. (Hebbel )

Trzeba jednak zwrócić uwagę również na to, że ludzie, którzy sami tej umiejętności nie posiadają, nie tylko sobie utrudniają życie. Są piaskiem drogi także dla tych, co idą obok. Każdy splot niesprzyjających okoliczności interpretują jako sprzysiężenie przeciw sobie i - pryska wtedy jak bańka mydlana cały czar życia, cała jego pociągająca tajemnica. Wtedy trzeba, by w okolicy pojawił się ktoś odważny, kto potrafi choćby zasugerować inny punkt widzenia.

Ojciec Święty Paweł VI, chcąc wiernym Kościoła katolickiego dopomóc w świętowaniu Roku Świętego 1975, zaadresował do nich adhortację apostolską, mówiącą właśnie o radości. Podpowiada w niej, że radość jest w człowieku naturalnym odruchem serca; zarówno serce jak i rozum zostały od samego momentu stworzenia uzdolnione do przeżywania radości. "Bóg widział, że wszystko, co stworzył było bardzo dobre" - mówi Księga Rodzaju. Dlatego kiedy człowiek pozna i pokocha jakieś dobro, to dążąc do jego posiadania jednocześnie wierzy, że dąży do szczęścia, do radości.

Bardzo łatwo jednak dostrzec, że dobro nie jest dziś jednoznacznym określeniem. Może bowiem istnieć na przykład dobro tylko materialne, jak to w kościołach mówimy "doczesne" (bo chociaż już ktoś powiedział, że materia jest wieczna, to nie da się tego udowodnić...). Także "moje prywatne dobro" może wchodzić w konflikt z "twoim dobrem" i jeśli konflikt ten przyjmie kształty drastyczne, to często w imię tego "dobra" dzieją się rzeczy straszne. Jeśli więc samo dobro może być takie niedoskonałe, to radość z jego posiadania - niestety - może być również zła i przewrotna. Tę jednak trzeba zdemaskować w swoim sercu, gdyż nie prowadzi do niczego, nie jest szczęściem na dłuższą metę.

TomekTomka Budzyńskiego poznałem całkiem niedawno - wiosną tego roku. Właściwie słyszałem już od dawna, że kilku muzyków z "ostrych" okolic (może nawet krawędzi) muzyki spotkało w swoim życiu Boga. Był wśród nich Darek Malejonek "Maleo", Robert Friedrich "Lica" i właśnie "Budzy". Szczerze mówiąc "nie wzruszały mnie" w ogóle takie zespoły jak Siekiera czy Armia, a ich ciężkiej muzyki nie kojarzyłem nawet z niczym pozytywnym. Fajnie, że "poznali Pana" - ale to wszystko było tak daleko ode mnie, że nawet nie pomyślałem o żadnym z nich jako o konkretnym, żywym człowieku. Nawet jeśli spotykałem ich zdjęcia w różnych gazetach.

Tymczasem razem z kilkoma diakonami z naszego seminarium w Poznaniu rozpoczęliśmy przygotowania do młodzieżowych rekolekcji w Stargardzie Szczecińskim. Jeden z nich zaproponował zaproszenie Tomka właśnie, aby dał świadectwo o swoim nawróceniu. Przyjechał. Zaraz na początku zaśpiewał kawałek psalmu o wydobyciu z błotnego grzęzawiska - i nawet to wydało mi się jakieś takie "normalne". Ale kiedy rozpoczął opowieść o sobie i swojej przygodzie, to dopiero zrozumiałem, że ten człowiek przeszedł z jednego bieguna życia na zupełnie przeciwległy. Ciekawe jest to, że ta przemiana pozwoliła mu pozostać sobą - niezwykle "świeżo" zbuntowanym chłopakiem, nie przebierającym w słowach i nie strojącym się w piórka świętoszka. Chociaż teraz jest tzw. aktywnym katolikiem i poważnym ojcem kochającej się rodziny. Nie wdając się w szczegóły (te można znaleźć na przykład na stronie: www.ifm.liu.se/~pawsa/Armia/wywiad-Machina.html) chciałbym zostawić w tym miejscu tylko kilka moich najmocniejszych wrażeń.

Fałszywe radości i rozrywki czynią jeszcze bardziej gorzkim brak prawdziwych. (Beaumarachais)

Chłopakowi u szczytu sławy młodzieżowego muzyka nie brakowało niczego, ale zrozumiał szybko, że tak naprawdę to niczego nie ma. Że to wszystko, czym się cieszy, to po prostu śmieci. Tym bardziej, że te śmieci zaczynają się psuć, zaczynają jakby śmierdzieć... Wszystkie prochy, alkohol, cała ta sława, cały czad, jaki dawały koncerty w chwilę później nie były niczym ważnym, nic nie znaczyły. A na dodatek pozostawiały coraz większą pustkę. Powoli musiał zrozumieć, że to wszystko to tylko ciemność i - jak to się dziś mówi - kanał.
Szczególnie źle czuł się na przykład w takich momentach, kiedy Natalia, wtedy jeszcze jego dziewczyna, z którą mieszkał, zaczęła tracić nagle chęć do życia. Wszystko było niby pięknie, ale ona (chociaż go kochała) coraz częściej próbowała sobie to życie odebrać. Tomek mówił, że dziś wie; to po prostu diabeł, którego z uśmiechem politowania na co dzień lekceważymy, szeptał jej prosto do ucha: "zdechnij - tak będzie łatwiej, przyjemniej". Zupełnie znikła wtedy radość życia, chociaż wydawało by się, że niczego do niej nie brakuje. Wróciła dopiero wtedy, gdy udało się Natalię namówić do spowiedzi chyba po ośmiu latach. Trochę - w kontekście naszych dzisiejszych rozważań - naokoło, bo aż przez samego Boga, wróciła radość z szarej codzienności, zwykłego przebywania ze sobą, z normalności.
           (zdjęcie Tomka- ze strony : www.kdm.pl/armia/Koncerty/photoBudzy.html)

Męstwo i radość to obowiązki życia. (Selma Lagerlőf, szwedzka pisarka)

Dzisiejsza pogoń za rozrywką i radością jest szeroko dyskutowana. Futurolodzy zakładają nawet, że wykorzystanie robotów w niedalekiej przyszłości właśnie w rozrywce będzie największe. A jednocześnie coraz wyraźniej widać, że nie potrafimy tej radości doścignąć, a czasem nawet choćby zdefiniować.

Paweł VI w swojej adhortacji "Gaudete in Domino" tłumaczy to tak, że człowiek, chociaż pomnożył okazje do wszelkich rozrywek, z trudem rodzi radość, bo zapomina, że jej natura jest duchowa. I żadna szaleńcza żądza przyjemności na zawołanie, żaden sztuczny raj, ani tym bardziej pozorna wesołość ich nie dadzą.

Nawet tej naturalnej, podstawowej radości trzeba szukać u źródeł. A żeby jej źródła dostrzec, trzeba mieć oczy szeroko otwarte, chociaż (jak powiedział Lis Małemu Księciu) najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, bo dobrze widzi się tylko sercem. A - niestety - chyba coraz rzadziej to potrafimy. Być może, żeby dostrzec całe piękno zwykłego życia, poczynając od listka brzozy, wciąż łopoczącego na drzewie w coraz mniej licznym towarzystwie, a kończąc na niezapomnianym uśmiechu dziecka, trzeba po prostu zwolnić tempo. A nawet- choć na chwilę - zatrzymać się. Niech to będą na początek Adwentu najważniejsze słowa, niech na pierwszy raz wystarczą. Bez zatrzymania, czy choćby zwolnienia Adwent się w nas nie zadzieje, nie wyrośnie. Powie ktoś: "niewiele z tego wynika..." Naprawdę? Troszeczkę wynika, tylko trzeba uważniej siebie samego posłuchać. A dalej pójdziemy dopiero w następnych naukach.

KoniczynkaStróż nocny zapomnianej wioski znalazł pewnej nocy przy poświacie księżyca czterolistną koniczynkę. Wiedział, że to przynosi szczęście. Więc zadął w swój służbowy róg, aby obwieścić tę radosną nowinę swoim współmieszkańcom. Przyszedł tylko poeta, kramarz i kwiaciarka.
- Tej nocy nawiedzi mnie szczęście - zapewniał rozpromieniony stróż. Goście usiedli wkoło stołu w stróżówce i czekali w milczeniu na spełnienie obietnicy.
Za oknem była cicha i piękna noc. Wszyscy nasłuchiwali kroków szczęścia. Ale słychać było tylko delikatny szelest liści. Od czasu do czasu zatrzepotał nietoperz, z pobliskiego lasu dochodził śpiew słowika. Poza tym nic podejrzanego się nie działo.
Stróż zaniepokojony przedłużającym się czekaniem, raz po raz wychodził na próg i mamrotał coś pod nosem. To znowu pytał niecierpliwie, kiedy wreszcie zjawi się obiecane szczęście. Reszta wiedziała, że szczęście właśnie nadeszło. Poeta, kramarz i kwiaciarka siedzieli z nim aż do świtu.

Powinniśmy chwytać każdą dostępną nam, choćby najmniejszą radość tak, jak człowiek stojący nad przepaścią chwyta się ostatniego źdźbła trawy.
(Robert Louis Stevenson, szkocko-angielski pisarz i podróżnik)

 

Ks. Sławomir Murawka SChr.
e-mail:  slawek@tchr.org


Copyright  (c)  1999 Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  01-04-2001