Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *99

REDDOT.GIF (327 bytes) Dawid - wariat dla Boga
(II niedziela Adwentu)

 

Wieniec adwentowyDziało się to w Italii. Młoda para prosiła proboszcza o pozwolenie, aby po ślubie na placu przykościelnym zorganizować małe przyjęcie dla wszystkich uczestników uroczystości. Proboszcz się zgodził, ale akurat w tym czasie rozpadało się. Młodzi pomyśleli, że można by to przyjęcie przenieść do kościoła.
Pleban nie był zbyt szczęśliwy z takiego obrotu sprawy, ale po zapewnieniu Pana Młodego, że zjedzą tylko jakieś przekąski, zaśpiewają jakąś pieśń, napiją się łyk wina i pójdą do domu - przystał na to, choć z ciężkim sercem.
Ale - jak to nie tylko u Włochów bywa - po paru kieliszkach wina święto dopiero nabrało rumieńców i po godzinie nikt nie myślał opuszczać kościoła.
Proboszcz zdenerwowany wpadł do zakrystii, gdzie akurat wikariusz szukał jakichś ksiąg.
- Czemu się ksiądz tak denerwuje? - zapytał niewinnie wikary.
- Jak to czemu? Oni się tak głośno zachowują, a to przecież dom Boży - odpowiedział proboszcz.
- Ale ci ludzie nie mają innego miejsca - tłumaczył młody ksiądz.
- Wiem, ale muszą robić tyle hałasu? - atakował pleban.
- Nie zapominajmy, że Jezus też kiedyś był na weselu - argumentował wikariusz podstępnie sięgając do Pisma Świętego.
- To też wiem, i nie trzeba mi tego przypominać; tylko że tam nie było Najświętszego Sakramentu - odpalił pewny siebie rządca parafii.

DzieciMuszę przyznać, że czasami znajdowałem się w niezwykle trudnej sytuacji, merytorycznie nieco podobnej do opisanej. Wiele razy prowadziłem rekolekcje dla dzieci w różnych parafiach. Niektóre z parafii były bardzo żywe, przyzwyczajone do "zamieszania", jakie często dzieci ze sobą wnoszą. Ale były też i takie, w których człowiek właściwie nie miał prawa głosu. W takim kościele miał przemawiać tylko Bóg i nikt więcej. Tymczasem rekolekcje rozpoczynały się zawsze bliższym poznaniem przez rozśpiewanie, dość luźne rozmowy - żeby obcy ksiądz rekolekcjonista nie wydawał się taki obcy i w ciągu trzech dni nie musiał "przełamywać barier". Jedną z moich ulubionych piosenek w takich początkach znajomości z dziećmi jest do dziś piosenka o Dawidzie ze Starego Przymierza. Piosenka o właściwie banalnych słowach: "Gdy Boży Duch wypełnia mnie, jak Dawid śpiewać chcę". Zamiast słowa "śpiewać" w kolejnych zwrotkach było "klaskać", "tańczyć", nawet "mrugać". Czasami w porywie radości dośpiewywaliśmy całą masę innych zwrotek - i tu już się robiło niebezpiecznie, kiedy dzieci próbowały jak Dawid skakać, tupać, a także śmiać się czy płakać. Tym bardziej, że wszystkie te wersje poparte były gestami albo wręcz tańcem. Raz wzbił się taki kurz spod ławek, że proboszcz uciekł zawstydzony na plebanię.

Czasami na taki gwar trafiał ktoś, kto był przyzwyczajony tylko do skupionej, południowej ciszy modlitwy. A tu taka rozróba! Kiedyś starszy Pan głęboko urażony powiedział nawet, że jak te dzieciaki tak się drą w czasie śpiewu, to lepiej w ogóle nie śpiewać i że on takich piosenek nie rozumie.
DawidNie wolno oczywiście odzierać dzieci z poczucia tajemnicy i powagi świątyni, ale nie byłoby też dobrze odebrać im ich naturalną radość, zresztą - jak niektórzy twierdzą - również chwaloną w Jezusowym "jeśli nie staniecie się jak dzieci"... Tym bardziej, że piosenka jest oparta na faktach autentycznych, na rzeczywistym zachowaniu króla Dawida, które jest opisane w szóstym rozdziale Drugiej Księgi Samuela.

Dawid żył około 1000 lat przed Chrystusem. Był drugim królem w historii Izraela, po Saulu, który w końcu swego życia oddalił się od Boga i utracił Jego łaskę. Wybrany został na króla spośród licznych synów pasterza Jessego i namaszczony w tajemnicy przez proroka Samuela jeszcze jako dziecko. Całym sercem służył Jahwe i cieszył się Jego błogosławieństwem. Nawet jeśli zgrzeszył potrafił za swój grzech surowo pokutować. Z tej miłości do Boga zrodziło się mnóstwo psalmów, zachwycających także i dzisiaj.

Tyle najkrótsza biografia. Jednak na jeden moment chciałbym zwrócić uwagę szczególniejszą. Kiedy Dawid postanowił sprowadzić do swojego miasta Arkę Przymierza, wybrał się po nią z trzydziestoma tysiącami wojska. Procesja z Arką Pana postępowała wolno, gdyż co sześć kroków składano w ofierze wołu i barana. Dawid, chociaż był już wtedy królem, szedł w procesji i (jak mówi Pismo) "z całych sił tańczył przed Jahwe". Właśnie ten taniec ukazuje dzieło Algardiego z początków XVII wieku, którego zdjęcie zamieszczamy obok. (by zobaczyć powiększenie płaskorzeźby - proszę kliknąć na jej miniaturkę) Musiał to być naprawdę dziwny taniec, gdyż jego żona Mikal, córka Saula, zobaczywszy go wzgardziła mężem w swoim sercu. Wypominała mu później, że nie zachowuje się wystarczająco godnie, nie tak, jak król powinien. Dawid odpowiedział jej wtedy bardzo znamiennie: "Przed Jahwe tańczyłem. Na Jahwe żywego, który mnie wyniósł ponad twego ojca i cały jego dom, by uczynić mnie wodzem ludu Jahwe, Izraela, będę tańczył wobec Jahwe i ukorzę się jeszcze bardziej niż dotąd: choćbym zasłużył na wzgardę w twych oczach". Ciekawe, że za ten brak (czy może niezrozumienie) radości Mikal została ukarana surowo - do końca swego życia nie urodziła dziecka, co było jednym z największych przekleństw Narodu Wybranego.

Kto chce tworzyć, musi promieniować radością. (Theodor Fontane)

Dawid - wariat dla Jahwe. Cieszył się tak bardzo, że ktoś, kto patrzył na to z boku mógł zupełnie nie zrozumieć nie tylko sposobu, ale nawet intencji tej radości. Bliskość Jahwe była jednak dla niego najważniejsza. Nawet, gdyby posądzono go o głupotę. Bo ten, kto jest blisko Boga powinien być trochę "wariatem", a przynajmniej powinien być ZUPEŁNIE INNY.

Być może zdziwią niejednego te słowa, ale pojęcie "zupełnie inny" (łac. totaliter aliter) jest znane w Kościele. I to nie w tym znaczeniu słowa "inny", jakie mu się dziś nadaje, że ktoś jest "mądry inaczej", albo że "kocha inaczej". Ta inność polega nawet nie do końca na tym, że ów człowiek inaczej się zachowuje, inaczej mówi, czy się porusza. Chodzi nie o mniej, ale jeszcze o coś więcej, o inne ujęcie rzeczywistości w ogóle, inne do niej podejście. Traktowanie jej nieco innymi kategoriami. Jest bowiem jednym z podstawowych naszych grzechów to, że dosłownie w momencie wychodzenia z kościoła w niedzielę czasem tracimy poczucie religijności naszego życia. Przyzwyczailiśmy się do tego. Już w czasach akcji "Krzyżaków" Sienkiewicza Wilk i Cztan z Rogowa umawiali się przeciw Zbyszkowi z Bogdańca, że zaraz po Mszy porachują mu kości. Po Mszy, żeby wcześniej nie grzeszyć.

Nie ma żadnego lekarstwa na urodzenie się ani na śmierć. Zachowaj radość w międzyczasie. (George Santayana, amerykański pisarz pochodzenia hiszpańskiego)

My dzisiaj jesteśmy do nich podobni, dlatego że tę bliskość Boga na co dzień traktujemy równie "lokalnie". Ale także dlatego, że rozpaczliwie próbujemy być podobni do siebie nawzajem, do innych - żeby się nie wyróżniać, nie wystawać ponad poziom. Już od dziecka; żeby nie zostać "wyrwanym do tablicy". Tomasz Raczek twierdzi nawet, że z tego mniej - więcej powodu nie mamy dobrych aktorów-dzieci. Uczymy je jak najwcześniej maskować uczucia, "zachowywać się", a w wieku kilku lat spokojnie większość rodzin może się poszczycić dość dobrym wytresowaniem. Nikt już nie wychodzi przed szereg. Troszeczkę jest to taka naturalna potrzeba spokoju, schronienia za plecami kogokolwiek. Ale - przyznajmy to zgodnie - jest to też czasem tchórzostwo. Wtedy działamy nie ze względu na Bożą wolę wobec nas, ale dlatego, że wszyscy tak, a nie inaczej postępują.

Jako ilustracja tej tezy niech posłuży nam popularny w Polsce teleturniej "Familiada", którego gospodarzem jest Karol Strasburger. Polega on na tym, że przed programem autorzy zadają stu osobom pytania na rozmaite tematy i w czasie programu uczestnicy mają odgadnąć odpowiedzi, które najczęściej pojawiały się w ankiecie. Jeśli na pytanie np. "czym jeździmy na wakacje?" 36 osób w ankiecie odpowiedziało, że samochodem, to ta odpowiedź w czasie konkursu ma później 36 punktów. Otóż pewnego razu usłyszałem pytanie: "Co jest najważniejszym motywem ludzkiego działania?" Z ciekawością zacząłem wsłuchiwać się w odpowiedzi. Były następujące (wg ilości punktów): najpierw pieniądze, trochę dalej ambicja, poprawa poziomu życia, później dobro rodziny... Ze stu pytanych osób ani jedna nie wpadła na religijny pomysł; że wiara może, a raczej powinna być najważniejszym motywem ludzkiego działania. Jeśli przyjmiemy, że byli to tzw. statystyczni Polacy, to prawdopodobnie około 90 osób z tej setki to ludzie ochrzczeni, a dwadzieścia kilka osób chodzi regularnie w niedzielę do kościoła. Tylko - że nic z tego nie wynika. Niedługo później wpatrywałem się już uważniej w program, czatując na kolejne tego typu sensacje. Pojawiło się w końcu pytanie podobne, choć nieco zawoalowane: "Co jest ostatnią czynnością przed pójściem spać?" I tu już w miarę dokładnie zanotowałem odpowiedzi: 27 osób myje się. 18 osób odpowiedziało: mycie zębów. 16 - zgaszenie światła, 13 - wyłączenie telewizora (pewnie reszta ma już timer, wyłączający samoczynnie). I wreszcie 12 osób odpowiedziało, że ostatnią czynnością jest pacierz. Jeszcze mniej punktów miało tylko zdejmowanie kapci, o czym może też przed snem warto pamiętać. Tylko 12% ludzi przypomniało sobie w tak "świeckim" momencie jak ankieta o religijnym wymiarze życia. Oba programy były emitowane w tygodniowym odstępie, więc można przypuszczać, że obie ankiety wypełniały te same osoby. Jeśli tak, to czy taki "paciorek" jest jeszcze wiarą? Czy na codzienność ma jakikolwiek wpływ? Czy potrafi przemienić rzeczywistość w królestwo Boże i dać człowiekowi mądrość do znoszenia przeciwności? Skoro i tak wiara nie pojawia się jako motyw działania w życiu...

Żeby powoli wrócić do radości - być może (choć jestem pewien, że nie wszyscy) w jakiś sposób przeżywamy tę naturalną radość, o której była mowa w poprzednim rozważaniu. Uświadamiamy sobie dar istnienia i życia. Być może nie jest nam obca radość towarzysząca miłości, radość uspokajająca, czerpana z przyrody i milczenia. Być może przeczuwamy obrzeżami serca radość surowej powagi, jaką przynosi dobrze wykonane dzieło, czy radość mozolną, pochodzącą z oddania się czy poświęcenia.

Tymczasem człowiek, który nosi Boga w swoim sercu, może pójść jeszcze dalej. Naprawdę MOŻE czerpać radość i siłę z tego wszystkiego nawet wtedy, kiedy jest trudniej, kiedy życie się nie układa - dlatego, że te momenty są jakby zasłoną, za którą niewymownie blisko znajduje się Bóg. Wtedy, czytając te wyraźne znaki, może ponad nimi spojrzeć Panu w oczy i dostrzec w nich miłość, która każe Mu troszczyć się o nas zawsze, chociaż nieraz w niezrozumiały dla nas sposób. Miłość, która jest o wiele mocniejsza niż śmierć. Miłość inną, czyli normalną, a właściwie prawdziwą. Wystarczy tylko w nią uwierzyć. Czy to za dużo?

Pewien młody człowiek poczuł w sobie pewnego dnia nieodpartą potrzebę znalezienia Radości. Stwierdził, że nie doświadczył jej w swoim życiu, a warto poznać Radość, gdyż życie ma się tylko jedno. Opuścił dom, rodzinę, przyjaciół i odważnie wyruszył. Przemierzył wiele krajów, lądów całych, przepłynął wiele mórz, a nawet kilka oceanów, ciągle szukając najprawdziwszej Radości. Spotkał wielu ludzi, przeżył też - jak to zwykle bywa - wiele niebezpieczeństw. I choć ciągle szukał, wciąż nie był zadowolony.
Któregoś dnia uświadomił sobie, że jest już stary i nie ma siły na dalsze poszukiwania. Zapragnął wrócić do domu, do swoich. Z trudem podjął tę ostatnią podróż, ale kiedy stanął w progu swojego domu, kiedy przywitał się z bliskimi - wtedy dopiero poczuł prawdziwą radość, poczuł się po prostu szczęśliwy.

Właśnie - ten, kto wierzy, musi po prostu znaleźć swój dom.

 

Szczęśliwym jest ten, kto przy zachodzie słońca potrafi cieszyć się wschodzącymi gwiazdami. (Adalbert Ludwig Bolling)

 

Ks. Sławomir Murawka SChr.
e-mail:  slawek@tchr.org


Copyright  (c)  1999 Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  01-04-2001