Polska_Misja_Katolicka.gif (3325 bytes)

Msze sw. w jez. polskim w Holandii Katechizacja Ogloszenia i informacje Intencje modlitewne Ksiega Gosci
O PMK Amsterdam Szkola PMK Amsterdam Z historii naszej Misji Strony, na ktore warto zajrzec Jubileusz 2000 w Internecie
Co nowego? Katechezy biblijne dla doroslych Nasza mala czytelnia Kronika naszej Misji Polscy duszpasterze w Holandii

Internetowe Rekolekcje Adwentowe *99

REDDOT.GIF (327 bytes) Jakby - zakończenie...
(IV niedziela Adwentu)

 

Wieniec adwentowyNikt nie jest samotną wyspą. Każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. I jeśli morze podmyje i zabierze choćby najmniejszy skrawek, półwysep czy brzeg, to cierpi na tym cały kontynent, cały ląd. Podobnie jest z nami - kiedy jakiś człowiek cierpi, odczuwa to w mniejszym lub większym stopniu każdy z nas. Każdego z nas wtedy w pewnym sensie ubywa. Nikt nie jest bowiem samotną wyspą. (na podstawie medytacji XVII John'a Donne'a)

Kiedyś wpisałem w internetową wyszukiwarkę słowo "radość", które tutaj nas tak interesuje. Muszę powiedzieć, że wyniki wyszukiwania zbiły mnie trochę z tropu. Tysiące odnośników. Niektóre były zbliżone wymową do tego, co tutaj omawiamy, wspominały o radości ze zbawienia, o doskonałej radości z zakorzenienia się w Kościele, o ludzkiej, naturalnej radości z posiadania przyjaciela, ale były i takie: o radości, która przystoi głupiemu, gdy słyszy niespełnialne obietnice, o radości posiadania własnego pięciodrzwiowego auta (tu była "jakaś" reklama), nawet o radości wizyty u małpy, o przedwczesnej radości, radości niepracowania, fałszywa radość była przeciwstawiona mądremu płaczowi, a radość przebaczenia - bólowi krzywdy. Było też co nieco o radości czytania Szymborskiej, o radości tworzenia, śpiewania, pojawiła się radość piłkarzy, oraz starość, która podobno wcale nie jest radością, było także coś o radości przez łzy. Z radością odkryłem strony, które (podobnie jak nasza) rodzą się z troski o to, by ostatecznie na co dzień radości nie zagubić. Zwłaszcza jedna strona wydała mi się jakoś tak po ludzku bardzo bliska. Takie zwykłe, bezinteresowne zmartwienie o to, byśmy się wszyscy za bardzo nie martwili, nie przeszkadzali sobie nawzajem w poszukiwaniu okruchów szczęścia, nieraz w poszukiwaniu tak bardzo mozolnym. Tyle tego wszystkiego, tyle różnych rodzajów, odmian i pomysłów na radość - jak rozpoznać to, co najważniejsze, najpiękniejsze, a przez to najtrwalsze?

Ze szczęściem jest na ogół tak jak z okularami, których się daremnie poszukuje. Nie znajdzie się ich, bo są właśnie na nosie

Nasze rekolekcje przecież nieubłaganie zmierzają do końca i należy skierować wysiłki ku próbie syntezy. Taką syntezą jest niewątpliwie wspomniana już adhortacja papieża Pawła VI Gaudete in Domino. Podpowiada ona kilka bardzo konkretnych rozwiązań problemu tego poszukiwania. Pozwolę sobie niemal dosłownie je przytoczyć, chociaż język dokumentu kościelnego jest nieco trudny.
Adhortacja zwraca już niemal na początku i bardzo wyraźnie uwagę na trzy zasadnicze środki, trzy sposoby "wniesienia światła" w trudną sytuację współczesnego człowieka:

  • Po pierwsze "ludzie wspólnymi siłami powinni dążyć do tego, żeby wiele narodów, cierpiących niedostatek zaopatrzyć przynajmniej w minimum jakiegoś wsparcia, dobrobytu, bezpieczeństwa, sprawiedliwości, rzeczy koniecznych do szczęścia, których są pozbawione. Takie solidarne działanie już jest dziełem Bożym i odpowiada wyraźnie Chrystusowemu przykazaniu. Przynosi ono pokój, przywraca nadzieję, umacnia wspólnotę, otwiera na radość dusze tak tych, co dają, jak i tych, co przyjmują, bo <<więcej jest szczęścia w dawaniu aniżeli w braniu>> (por. Dz 20, 35)". Pierwszym postulatem w realizacji drogi do radości jest więc po prostu realizacja fundamentalnego przykazania miłości bliźniego, przykazania "bez którego mówienie o radości brzmiałoby fałszywie" (Gaudete in Domino).

  • Drugim postulatem jest "trud edukacji czy reedukacji umysłów w pełną prostoty umiejętność korzystania z wielorakich darów ludzkich, jakich Bóg Stwórca użycza nam na tę doczesną pielgrzymkę". Oczywiście chodzi tu o wszelkie dary naturalne, o których mowa była wcześniej; o dar życia, ludzkiej miłości, przyrody, radość z pracy i z głębokiej i prawdziwej wspólnoty z innymi. "Chrześcijanin może te formy radości oczyszczać, uzupełniać i uszlachetniać, ale nie wolno mu nimi pogardzać. Chrześcijańska radość wymaga, aby człowiek był zdolny do korzystania z radości naturalnych".

  • Najważniejszym akcentem jest jednak ten ostatni środek zaradczy, który każe człowiekowi pójść najdalej: "Człowiek pozbawiony jest w samym swym duchu mocy przyjmowania współczesnych cierpień i nędz. Przygniatają go one im bardziej zatraca poczucie sensu swojego życia, brak mu pewności samego siebie, swojego powołania i przyszłego losu, spraw przekraczających naturę ludzką. Desakralizował on świat, a obecnie czyni to samo z ludzkością; zerwał niekiedy życiową więź łączącą go z Bogiem. Bóg wydaje się człowiekowi czymś abstrakcyjnym, bezużytecznym i - choć nie może tego wyrazić słowami - milczenie Boga jest dlań ciężarem". Zwłaszcza sytuacja człowieka niewierzącego jest trudna. Kiedy bowiem człowiek Boga nie rozpoznaje i nie kocha, to "nie przeżywa tej radości, jaką niesie choćby niedoskonałe poznanie (...) że istnieje z Nim więź, której nawet śmierć nie może rozerwać. Któż nie pojmowałby słów św. Augustyna: <<Stworzyłeś nas, Panie, dla Siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie>>?"

Może ktoś się żachnąć i powiedzieć, że mimo wszystko za mało tu było "normalnego szukania radości" a za dużo religijnej argumentacji. Myślę jednak, że z całości naszych spotkań jasno wynika przynajmniej taka sprawa: można na różne sposoby radości szukać. I doraźnie można ją znaleźć w wielu wymiarach codzienności. Ale w życiu każdego człowieka przychodzi w końcu taki moment, że to wszystko okazuje się prochem, że jednak nie cieszy, że cierpienie czy inne okoliczności życia nie pozwalają na czerpanie radości z tego co nas otacza. Wtedy ostatecznym i jedynym ratunkiem pozostaje Bóg. Wiara, że On się nami opiekuje i daje nadzieję, wiara, która rodzi spokój i pewność - jakże inną pewność niż (jak to mówią reklamy) Tic-tac, czy guma do żucia bez cukru. O ile piękniejszą pewność niż ta, którą daje jakikolwiek fundusz emerytalny! I nie piszę tego z powodu teoretycznie religijnego charakteru tych rozważań. To pochodzi z głębi serca - już sam doświadczyłem, że wtedy, kiedy wszystko zawodzi, kiedy bliscy są daleko, albo ich po prostu nie ma, pozostaje jeszcze On, odzywając się nieustannie w najtajniejszym zakątku serca każdego z nas. Nawet w najtrudniejszej sytuacji, w najbardziej dramatycznym momencie szepcze, że tak naprawdę nic złego mi się stać nie może. Ten głos, być może nieraz niezwykle trudny do usłyszenia, a jednak nieustanny, rodzi najpiękniejszą i najgłębszą radość. Radość, która - jak miłość, jej siostra - nigdy nie ustaje.

Są to być może dla wielu sformułowania niezwykle górnolotne i ogólne. Ale właśnie teraz, w czasie przedświątecznym i podczas samych świąt pojawia się szczególna możliwość przetłumaczenia tego wszystkiego na bardzo konkretne fakty. Przede wszystkim na radość spotkania w sakramencie pojednania. Zwłaszcza wtedy, kiedy ciąży komuś już od dawna problem lęku czy niechęci. Odsuwanie go w nieokreśloną przyszłość niczego nie daje, a tęsknota powraca tylko ze zdwojoną siłą. Trzeba się po prostu przemóc i klęknąć w tej tajemnicy spotkania z wszechmocnym miłosierdziem. Nawet z kilkuletnich doświadczeń kapłańskich mogę powiedzieć po prostu: warto! Mogę to powiedzieć także jako człowiek, który sam się spowiada - mimo różnych oporów, trudności: po prostu warto!

Tuż zaraz za radością odpuszczenia win podąża radość ze spotkania w Eucharystii z Przychodzącym Panem. Radość trudna do zrozumienia, ale zapowiadająca komunię, jedność wieczną i już niezniszczalną.

Wystarczy tylko podejść z sercem do jakiejś rzeczy, a szczęście już się samo dołączy. (Johannes Trojan)

Będzie też okazja do spotkania człowieka tak naprawdę dawno nie spotkanego, okazja do - być może długo wyczekiwanego - podania ręki, bardzo konkretnej rozmowy, którą - być może - należało odbyć już wiele miesięcy czy lat temu. Chyba niemal każdy z nas ma coś takiego w swoim sercu, co już od dawna trzeba poukładać. "Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy..." (1 J 1, 8). A Jubileusz to czas, kiedy Bóg poprzez Kościół niezwykle hojnie rozdziela skarby swojego miłosierdzia. Trzeba tylko się na nie otworzyć, samemu starając się to miłosierdzie również rozdzielać. Trzeba się odważyć chociaż rozpocząć. Ks. M. Maliński podpowiada nawet, że Pan nie chce od nas nawet pierwszego kroku, Jemu wystarczy tylko nieśmiałe podniesienie głowy... "Pan mówi: wystarczy ci mojej łaski" (2 Kor 12, 9)

Ja ?Kiedy zastanawiałem się, czy w tej ostatniej nauce przytoczyć również przykład jakiejś konkretnej osoby, kogoś, kto zaświadczyłby o swojej radości, to doszedłem do wniosku, że tutaj, niejako w czasie podsumowania, lepiej będzie tego nie robić. Pojawił się jednak problem ilustracji, zdjęcia - chyba najlepszym pomysłem będzie propozycja, żeby każdy z czytelników-uczestników tych rekolekcji spróbował zamieścić, a przynajmniej wyobrazić sobie w tym miejscu swoją fotografię. Oczywiście z solidnie postawionym pytaniem, czy rzeczywiście takim wzorem radości mógłbym (mogłabym) być, czy chociaż się stawać. A jeśli nie, to właściwie dlaczego? Co mi przeszkadza? Być może najważniejszym owocem tych rekolekcji może być rzetelnie postawiona odpowiedź na te proste pytania.

Bo jeśli już teraz nie nauczymy się w jedności i miłości świętować prawdziwie, każdego Dnia Pańskiego, a szczególnie Pamiątki Przyjścia Pana, to skąd będziemy wiedzieć jak świętować ucztę w niebie, na którą wszyscy przecież jesteśmy zaproszeni?

 

 
Szczęście puka do wszystkich drzwi, ale przeważnie wtedy, gdy nas nie ma w domu. (ks. A. Regulski SChr)
 

Ks. Sławomir Murawka SChr.
e-mail:  slawek@tchr.org


Copyright  (c)  1999 Polska Misja Katolicka AmsterdamList do PMK Amsterdam
Ostatnia modyfikacja:  01-04-2001