Internetowe Rekolekcje Adwentowe 2010

dla Polonii i nie tylko....

"UKIERUNKOWANIE DUCHA... - SENS ŻYCIA"
Adwent 2010

I Niedziela Adwentu - TEOLOGIA BARDZO TRUDNEJ WIARY... (Kohelet i Hiob)

Ks. dr Paweł Melczewski SChr. - Poznań
e-mail: pmelczewski@tchr.org

 

«Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć», czyli poznajcie… Pan pozwala się znaleźć dzisiaj, w tych okolicznościach refleksji, zamyślenia... Każda godzina, minuta może być ta, dobra dla Niego. Dlaczego nie może być też, i dla Ciebie?....

Hebrajski świat wierzył mocno w namacalną obecność Boga Stwórcy, w Jego opiekę i bezpośrednie ingerencje. Wierzył w obronę sprawiedliwych i pokaranie czyniących zło. Wiara ta opiera się na bardzo logicznej przesłance: Bóg stworzył świat i człowieka z miłości, a jeśli tak, to powinien być Obecnością, powinien być obrońcą uciśnionych, wsparciem prawych, wspomożeniem wiernych. Kohelet jest natomiast niepewny obecności Bożej. Mówi, że Bóg milczy i się ukrył, że wydarzenia są ślepe, a świat obraca się jak martwa machina, czasem niweczy złych, czasem miażdży dobrych. Szczęście i nieszczęście są jak zły los na loterii: każdy może wyciągnąć – czy nie jest głos wielu dzisiaj wątpiących? Niepojęte są zrządzenia Pana i próżny jest trud, by je zgłębić. Nie wiadomo, co przyniesie czas, jednakowo zło przychodzi na dobrych i złych, sprawiedliwych i niegodziwych. A gdy nie ma miłosierdzia dla sprawiedliwych, wtedy wiara jest potrójnie trudna...

Dlaczego mówimy o pojęciu Boga? Aby Go nie zgubić nie tylko w przeżyciach Hioba, ale i rozterkach Koheleta… O realności tego procesu wypowiada się Psalmista: «zapomnieli o Bogu, który ich ocalił, który wielkich rzeczy dokonał w Egipcie» (Ps 106, 21) i wpadli w bałwochwalstwo «zamienili swą Chwałę na wizerunek cielca jedzącego siano» (Ps 106,20). Bałwochwalstwo, wykrzywienie obrazu Boga nie jest brakiem wiary, ale zagubieniem wiary. Może przyjąć dwie formy. Pierwsza jest próbą wobec Boga - który zachowuje niezmiennie swoją wolność i niewidzialność – podporządkowania Go człowiekowi, «ujęcia» Jego obecności, by połączyć ją z własnymi potrzebami. Nie opuszcza się prawdziwego Boga, po prostu się go «przemienia», czyniąc z niego «Boga widzialnego», nadającego się do transportu, tu i tam, według własnej chęci. To forma bałwochwalstwa, o której mówi księga Wyjścia: «Izraelu, oto twój bóg (złoty cielec), który cię wyprowadził z ziemi egipskiej» (Wj 32,8). Druga forma bałwochwalstwa nie mówi o «przekształceniu - podporządkowaniu» Boga, ale zastąpieniu «konstrukcją» człowieka na miejsce chwały Boga. Ewangelia będzie mówić o mamonie na miejscu prawdziwego Pana. Wstawiennictwo Mojżesza za ludem, który Bóg chciał zniszczyć (cfr. Wj 32,11-14) podsumowane jest w stwierdzeniu «Postanowił ich zatem wytracić, gdyby nie Mojżesz, Jego wybraniec: on wstawił się do Niego, aby gniew Jego odwrócić, by ich nie wyniszczył» (Ps 106,23). Sposób odważny, aż zuchwały wobec gniewu Boga, Boga którego znał i poznawał.

Może gubisz coś ważnego w swoim życiu? Jeśli mało znasz Boga, z pewnością, tak. Dlaczego? Poznanie Boga Biblii przynosi inne patrzenie na wszystko, na świat, na samego siebie (na nasz «makro» i «mikro» kosmos). To wymaga czasu i wysiłku, aby dobrze poznawać Boga, ale korzyści ducha jest o wiele więcej. Uwzględniając bliski związek ze Stwórcą życia poprawiam wiele każdego dnia w moim życiu…

W księdze Wyjścia Bóg określił się jako «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was» (Wj 3,14). Bez wchodzenia w meandry tłumaczeń czasownika hajah: można go przełożyć, jako «być» lub lepiej «znajdować, się, być w danym miejscu». Te dwa tłumaczenia reprezentują prawie symbolicznie, dwa pojęcia, które Bóg przyjmuje w księdze Koheleta i w Księdze Hioba. Innymi słowy - Bóg Koheleta «jest»; Bóg Hioba «znajduje się». Istnieje ogromna różnica między «wiem, że istnieje», a «znam go». Znając kogoś osobiście, oznacza coś więcej. Oznacza: znam charakter, zachowanie, uczucia, gesty, plany… Można mieć bliski związek, tylko z tym, kogo się zna osobiście. Nie wystarczy mieć mgliste pojęcie o Bogu, czy tylko twierdzić, że istnieje. Potrzeba ogromnego doświadczenia Boga, jakie miał Hiob. Są w człowieku, lub poza nim, takie głębokości, które mogą utożsamiać się z krzykiem psalmisty: «z głębokości wołam do Ciebie Panie» (Ps 130,1). Z których trudno wyjść. Tylko Bóg może dokonać cudu, tylko Bóg może podnieść człowieka z jego całkowitej niemocy (B. Maggioni, Davanti a Dio).

Mimo niezwykłego postępu w technologii, ludzie stawiają te same fundamentalne pytania: «Dlaczego istnieję?», «jaki jest sens mojego życia?», «jaki jest cel mojego życia?». To są «głębokości» naszego istnienia. Jeśli nie ma odpowiedzi zadawalającej, życie «coś» traci…. Jeśli nie mam celu w życiu, to nie ma podstawy, na której będą się realizowały osobiste mety. Wielu pragnie ominąć te niewygodne pytania, uciekając - robiąc karierę, gromadząc bogactwa… Powstaje pustka, która może stawać się przytłaczająca…, fakt nie posiadania celu w życiu niepokoi, i niektórzy się gubią…
Pewna młoda kobieta żyła «w bajecznym bogactwie», chociaż żyła w luksusie, była sama, czuła, że jej życie jest pozbawione sensu. Zakończyło się to tragicznie (International Herald Tribune).
Nauka nie powie nam dlaczego istniejemy, polegając na nauce, masz pytania o sens życia, ale one pozostają bez odpowiedzi… Kto jak nie Stwórca może dać odpowiedź. Dlatego trzeba mieć dobre pojęcie o Bogu, «wielką potrzebę przewodnika».
Biblia poleca poznanie Boga osobiście; to znaczy: «a to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa» (J 17,3). W czasie przeciwności, cierpiący zatrzymuje się nad pytaniem «dlaczego». Dźwiganie bólu w dużej mierze zależy od właściwej odpowiedzi na pytanie: o moją jakość wiary i pojęcie o Bogu.

W księdze Hioba możemy znaleźć trzy «pojęcia Boga», w jakiś sposób przedstawiają boską pedagogię, dynamizm pojęcia Boga:
- Bóg pierwszych dwóch rozdziałów (zakładający się, postać symboliczna); Wszystkie nieszczęścia zależą od tego, że nasze oczy są bardziej bliskie mózgu, niż serca. Ale lekarstwo nie jest w tym, by oczy były bliżej serca. Trzeba, by nasze oczy były bliżej serca Boga. Tylko wtedy będziemy widzieć lepiej. Wywrócenie jest jedynym kryterium, które pozwoli człowiekowi przybliżyć się przynajmniej trochę do Boga, by nie być zbyt zdezorientowany w swoich planach, założeniach… jakie miał bohater księgi.
- Bóg trzech czy czterech przyjaciół (postać archaiczna, aczkolwiek biblijna; żyje jeszcze w odczuciu ludowym). Przesadna rodzinność, swoboda z jaką traktowali Boga, uniemożliwiło im zaskakiwanie przez Niego. Jest coś gorszego od bycia daleko od Boga. To właśnie zarozumiała bliskość mierzona przez nas, obliczana przez nasze metry, która nie pozwala więcej dostrzec przepastnej odległości. Deformacja obrazu Boga jest niebezpieczeństwem, które zagraża ludziom chodzącym do Kościoła, Trzeba się ciągle zastanawiać. To nie tak. Bóg jest inny. Nie ma go w planach, w definicjach, w podsumowaniach.
- i w końcu Bóg Hioba, który wybawia cierpiącego i wynagradza radosnym końcem. Radosny koniec, który w jakiś sposób oddala od nas również Bóg Wybawiciel: «Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele» (Hi 42,5-6). I Bóg jest ponad tym wszystkim. Małość nie może chcieć uzurpować sobie prawa do bycia wielkością. Nasze słowa są zbyt małe, by powiedzieć wystarczająco o Bogu. Kiedy chce się myśleć o Bogu, trzeba odrzucić wszystkie myśli o Nim. Kiedy się nawraca, nie znajduje się automatycznie Boga. Jeśli znajduje prawdziwie Boga, znajduje się Boga ukrytego, który zostaje ukryty, przede wszystkich, kiedy dał się znaleźć. Tyle ile Bóg się objawia, tyle staje się tajemniczy. Jeśli naprawdę odkryje się Boga, najważniejszą, najpotrzebniejszą sprawą jest uwolnić się od miary, ciężaru, miernych rachunków, błędnych kryteriów, sądów o Nim. «Moje myśli nie są myślami waszymi, ani moje drogi drogami waszymi» (Iz 55,8). Bo może powstawać niebezpieczne pojęcie o Bogu.

Może ta konfrontacja pomiędzy pojęciem Boga u Hioba i Boga u Koheleta skończyłaby się smutno, gdyby nie towarzyszyłoby nam porównanie pomiędzy dwoma bohaterami poszczególnych ksiąg: Hiob pozostaje człowiekiem wiary - wierzy Bogu, chociaż ignorując – a może dlatego, że ignoruje «zakład – próbę» na jego skórze pomiędzy Bogiem a szatanem; Kohelet wierzy w istnienie Boga, ale byłoby bardzo niewłaściwe mówić o jego wierze, jeśli przyjmiemy definicję wiary hebrajskiej «wierzyć komu». Wiara Koheleta jest «wiarą w Boga». W księdze, ta wiara autora jest wyrażona «bojaźnią Boga». I dlatego prawdziwym rozmówcą Koheleta nie jest, jak u Hioba, Bóg, ale to co możemy nazwać jego «dziennikiem/pamiętnikiem», któremu powierza dzień po dniu, zmienne myśli według niestałości swojego ducha. Kohelet to «Hiob, który nie przeszedł próby» (E.J. Bickerman); to «sceptyk wierzący» (E. Bianchi). I w tym jest jego nowoczesność: ilu z nas przeszło próbę?, czy są naprawdę pokonywane wszystkie próby życia?

To nie przypadek, że cała księga Hioba jest dialogiem, gdzie w szczególności Bóg mówi, stawia pytania, odpowiada, i odpowiada na ten temat… Hiob widzi śmierć własnych synów, rozpadające się całe jego bogactwo i w jakimś sensie, samo jego ciało. To właśnie jest jego dyskusja z Bogiem (Hi 38-42), Nie będzie to nigdy dość podkreślone; nie tylko, że Bóg ustawia się jako rozmówcą, tzn. Ty, ale że jest rozmówcą w kwestiach, problemach, które nas dręczą i katują od wieków… U Koheleta istnieje tylko monolog autora z samym sobą, Bóg jest całkowicie milczącym, do tego stopnia, że dla autora, nie istnieje ani nawet możliwość usłyszenia boskich słów, czy «świadomości dialogowej» w Bogu.

Wątpiącemu i znękanemu, i Hiob i Kohelet podpowiadają: w Biblii jest coś również ważnego dla Ciebie. Paweł z Tarsu zachęci: «O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą? Lub kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę? Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen» (11,33-36).

Opowiadanie gdzieś zasłyszane:
Jakiś czas temu ukazała się książka, w której porównywano życie do podróży pociągiem. Lektura jest wyjątkowo interesująca pod warunkiem, że zostanie dobrze zinterpretowana. Życie nie jest niczym innym jak podróżą pociągiem: składającą się z wsiadania i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami. Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców. Niestety, prawda jest inna. Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa. Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne. Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne. Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości. Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę; Takie, które wywołują w podróży tylko smutek... Oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym. Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę... inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce. Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego. Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie, bez nich. Oczywiście, nic nam nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się - choć z trudnością - po naszym wagonie i dotrzeć do nich... Ale niestety, nie będziemy już mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę. Nieważne; ta podróż właśnie tak wygląda: pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań.... Ale nigdy powrotów. A zatem, odbądźmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób. Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży oni mogą bełkotać i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć… Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język, i będzie ktoś, kto nas zrozumie. Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku. Zastanawiam się, czy kiedy wysiądę z pociągu, poczuję nostalgię... Wierzę, że tak. Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne. Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne. Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną i zobaczę jak przybywają z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu. Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się bardziej wartościowy. Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Róbmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, co kontynuują podróż. Tobie, gdyż jesteś częścią mojego pociągu, życzę...Szczęśliwej podróży.

 

>>> powrót do strony głównej Rekolekcji <<<