Internetowe Rekolekcje Adwentowe 2010

dla Polonii i nie tylko....

"UKIERUNKOWANIE DUCHA... - SENS ŻYCIA"
Adwent 2010

II Niedziela Adwentu - TRWANIE - MIARĄ SENSOWNOŚCI... (Koh 3,11)

Ks. dr Paweł Melczewski SChr. - Poznań
e-mail: pmelczewski@tchr.org

 

«Bóg wszystko uczynił pięknie w swoim czasie, w ludzkim sercu umiejscowił poczucie ‘ôlām, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca».

W tłumaczeniach powyższego wersetu (Koh 3,11) czytamy, że «w serce człowieka położył wyobrażenie o dziejach świata»; «pojęcie wieczności»; «wieczność», itd. Termin hebrajski ‘ôlām ma wiele znaczeń długiej historii słowa: przechodzi od idei czasu ukrytego, tajemnego i dalekiego, który z przeszłości do przyszłości ukazuje się tak odległy, jak i niezgłębiony do «mrocznej głębi, którą pochłania czas» (C. Corelli). Termin ‘ôlām to dawny czas o niekontrolowanej długości, ponad i poza czasem określonym i doświadczalnym. Sens wieczności odmienia się więc z trwaniem. Możemy powiedzieć, że: «Bóg położył w głębi ich istoty sens trwania (lub całkowity czas)» (D. Lys), albo «Umieścił w człowieku pewną wizję całości» (P. Sacchi), czy ideę «panoramicznego spojrzenia na istnienie właściwą Bogu» (Ps 11,4). W Deutero-Izajaszu termin ‘ôlām przyjmuje płaszczyznę bardziej teologiczną, chodzi o wieczność Boga. Sens trwania i wieczności zawierają w sobie odniesienie jeszcze bardziej radykalne; niosą w sobie wskazanie na ostatni sens; na ustanowienie pierwotne stworzenia jak czytamy u Iz 40,28: «Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan - to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona». Dwa pojęcia przeciwstawne zostają złączone: wieczność Boga i trwanie świata, wspólna podwójność tak w hebrajskim ‘ôlām jak i w aivwn tłumaczeniu greckim LXX. Później termin ‘ôlām wyrazi również ideę świata, w sensie czasowym.

«Serce» stanowi w tradycji biblijnej centrum życiowe człowieka, centrum zrozumienia, miejsce inteligencji, wyborów: głębia transcendentna człowieka. Kohelet podpowiada, że w sercu człowieka, Bóg położył sens wieczności; tzn. to co położył, jest więc «darem», które jest od początku, i jako takie jest wpisane w strukturę istoty ludzkiej. Innymi słowy: życie serca jest oddane w relacje z «początkiem», i które w każdym wydarzeniu, i w każdym czasie, czy się je poczuje czy nie, zawsze wciąga w poszukiwanie sensu, w coś co jest poza nami. «Sens wieczności» wskazany przez Kohelet na sposób «daru», daru, który jest treścią, ale odbiciem transcendentnym pewnego pragnienia i trwania. Dar to krążenie jednego człowieka do drugiego. Jeżeli przestanie się dawać, nic się nie dało.

Tajemnica trwania, razem ze stworzeniem, odsyła do nieskończoności Boga, a one zespalają się w «darze» złożonym we wnętrzu człowieka. Można przetłumaczyć: «Bóg uczynił piękne rzeczy w swoim czasie, i umieścił również w głębi ich istoty pewną wizję całości, bez wyjaśnienia od początku do końca». Kohelet, te dwie niemożności, już od samego początku swej księgi wyraża: «…nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem» (Koh 1,8). Że oko nie nasyci się patrzeniem, a ucho słuchaniem, jeśli nie jesteśmy prowadzeni, przez sens całości, przez odniesienie do przekroczenia chwili obecnej, zostawia nas doczesności i skończoności. Pojęcie «sensu» wymagałoby, żeby oko i ucho były nasycone, a to nie może się wydarzyć, ponieważ oko i ucho są ogrodzone doświadczeniem zmysłowym, w wąskiej przestrzeni skończonych chwil.

Pojęcie trwania i całości implikują strukturę świadomości; człowiek jak zostało zasugerowane nie może zatrzymać się w fragmentach czasu, «powinien się pytać poza nim o swoje chwile» i otworzyć się na wymiar sensu. Kohelet odpowiada, że to napięcie pozostaje bez wyjścia: człowiekowi zostało dany sens całości, ale nie zrozumienia. Ta niemożność odpowiada ostatniemu tajemniczemu pojęciu, które w znaku «marności» przechodzi przez cały świat fenomenów – «marności nad marnościami» – i jest odmieniana na tle przeciwstawieństw: «czas narodzin i czas umierania…(Koh 3,1-8). Kohelet mówiąc o przeciwstawieństwach, mówi o czasie, że «Bóg uczynił wszystkie pięknie swoim czasie»: piękność, która mówi o celowości i połączeniu przeciwieństw. Powstaje pytanie jak uchwycić te ogniwa, które w zmienności czasu, łączą przeciwstawieństwa? Jak stwierdzić celowość i piękno śmierci, zabójstwa, zniszczenia, płaczu, zagubienia, nienawiści, wojny? Jak złożyć te negacje razem z pięknem życia, które się rodzi, troską, która uzdrawia, uśmiechem, objęciem, miłością, pokojem? Jak jest możliwy czas, który odkrywa pojęcie trwania i całości, i ten, który narusza wizję zmienności niepożądanych? Czy zrozumiemy kiedykolwiek płacz i jęki, szaleństwo i bezbożność, nienawiść i wojnę, jeśli wpierw nie spotkamy uśmiechu i radości serca, mądrości i sprawiedliwości, miłości i pokoju?

Przeszłość początków pozostaje nieznana, tak samo jak i przyszłość, która jest poza śmiercią. Doświadczenie, w którym żyjemy nie pozwala na poznanie początku, dnia narodzin, i tym bardziej na wypełnienia końca, dnia śmierci. Zrozumienie istnienia jest krótką sekwencją obecnej chwili. Myślenie o całości może pomóc w zrozumieniu sensu. Pozostanie w czystej teraźniejszości, otwarcia na dar każdego dnia. Radość czasu teraźniejszego zauważa Kohelet jest zawsze złączona z rozpiętością pracy i trudu (Koh 3,13; 5,17-18; 8,15; 9,1). Dni radości są darem Boga, dar Boga jest ponownym sposobem zaufania w sens, ale w sens, który znajduje się w przestrzeni transcendentnej. Cieszenie się teraźniejszością jest pełne, kiedy jest przeżyte w swoim napięciu pomiędzy skończonością a nieskończonością.

Teraźniejszość życia jest czymś bezcennym i każdy z nas ma obowiązek w stosunku do samego siebie, ocalić je, jak światło. Etap doczesności jest tylko czasem służebnym naszej wieczności. Czas ważny, wspaniały, bo określający resztę istnienia człowieka. Dobrze przeżyć życie to umiejętnie wykorzystać czas, w którym się obecnie znajdujemy, a który jest niepowtarzalny i jedyny dla każdego człowieka. Dlatego rekolekcje mogą być ostrzeżeniem przed próbą wyjaśniania całej rzeczywistości świata tylko w wymiarach oczywistych dla ludzi. Pozostawić w sobie, w swoim przeżywaniu świata, powołania - ogólnie życia - miejsce na niepojętość, na Tajemnicę, na działanie Wszechmocy, na łaskę Pana Boga – to zadanie, ale i rada.... wielkość stoi przede wszystkim w «trwaniu», zachowaniu jedności, tak z Bogiem, jak i z człowiekiem.

Zniechęconym, nieszczęśliwym, pokonanym trzeba ciągle powtarzać – ta chwila jest początkiem i to piękne umieć znów zaczynać. Nie sądzić jednak, że to proste, objąć taką myślą i przeszłość, a tym bardziej teraźniejszość i przyszłość. Bo wtedy stawia nawet opór materia, z której ma się korzystać, a może nie stawiają oporu plany snute na przyszłość?. Jeśli uformuję sobie z góry pewne wyobrażenie przeszłości, słowa przestają cokolwiek znaczyć. Szalony, kto zgrzyta zębami unosząc się gniewem na przeszłość, która jest jak granitowy blok - zamknięta. Przyjąć dzień, tak jak on jest dany, zamiast bić głową o nieprzekraczalny mur. Nieodwracalność nic nie znaczy, gdyż jest cechą wszystkiego, co przeminęło. Przygotować przyszłość to dawać podstawę teraźniejszości. Niektórzy trawią siły na utopie i zabiegi, marzenia i mgliste obrazy zrodzone z wyobraźni. A tymczasem jedyna prawdziwa wynalazczość to odczytywać teraźniejszość, całą jej niespójność i język pełen sprzeczności. Tylko teraźniejszość trzeba wciąż uporządkowywać. Przyszłość nie jest po to, aby ją przewidywać, ale by ją przyjąć. Codzienny trud nie jest spowodowany tym, że trzeba zmierzyć się różnymi trudnościami. Wszyscy jesteśmy zdolni do silnych gestów, bohaterskich wyborów, ważnych decyzji… Prawdziwy trud to trwanie… wytrzymanie na krawędzi…. Owa rodząca się nowa dziwność, która przewyższa zwyczajny porządek działań ludzkich, pozwala wejść w świat ducha… Nie zamykać uszu na głos Boga, który jest niewyrażalną potrzebą, szukaniem i pragnieniem. Człowiek się trudzi, kiedy ma teraźniejszość w ręku, jak tworzywo przyszłość, jak drzewo rozkłada, jeden po drugim swoje konary. Od jednej teraźniejszości do drugiej drzewo będzie wzrastać, aż zakończywszy wzrost, dopełnione, wejdzie w śmierć.

Kształtować przyszłość to tyle co kształtować teraźniejszość. Stwarzać pragnienie dnia dzisiejszego. Które jest dzisiejsze, ale zwrócone ku przyszłości. Żadna prawdziwa twórczość nie jest dowolnie powziętym wyobrażeniem o przyszłości, ściganiem majaków i utopią, ale nowym, świeżo odczytanym obliczem teraźniejszości. Jeżeli organizm oderwie się od teraźniejszości – umrze. Życie, które jest przystosowaniem teraźniejszości i trwaniem w dniu dzisiejszym, składa się z nieprzeliczonych więzi, których język nie jest wstanie ująć.

W życiu liczy się jedynie droga. Podobnie, nie ma postępu bez zgody na to, co jest. Bo od tego co jest, nieustannie się wyrusza. Nie ma wypoczynku na ziemi. Gdyż ten, kogo rozdzierają przeciwności, nie zgodzi się szukać pokoju nietrwałego i niewiele wartego, przyjmując na ślepo tylko jeden z dwu członów przeciwieństwa. Czy drzewo zyska coś na tym, że będzie unikało wiatru? Wiatr rozdziera go i szarpie, ale jest żywiołem. Szuka się sensu życia, a przecież sens to przede wszystkim stać się sobą, nie zaś osiągnąć ten nędzny pokój, który każe zapominać o przeciwnościach. Jeśli coś stawia opór i rozdziera, nic to – wzrastać dalej - człowiek się zakorzeni i podlegać będzie przemianie. Błogosławione rozdarcie, w którym rodzi się siebie samego. Co jest z człowiekiem, aby zapomnieć albo aby żyć w spokoju i uprościć sobie życie dławią w sobie pragnienia własnego serca. Wszelka sprzeczność, z której nie ma wyjścia, wszelki spór, którego nie da się uniknąć, zmuszają człowieka aby rósł, po to by je przekroczyć.

Nasze życie jest zbyt krótkie, dlatego jak już jesteśmy starsi, po pewnych doświadczeniach, przeżyciach, czujemy jakby nasze wysiłki są bez wartości. Istnienie wydaje się nieuchwytne, niepojęte, obdarzone «irracjonalnym» urokiem, a jednocześnie nienaruszalne, stałe i spoiste w powtarzającej się naturze (Koh 3,11-13). Kohelet poszukiwał tak bardzo sensu życia. Sens ten wydawał mu się być ukryty. Poszukiwanie owego sensu nie ma nic z automatycznego przyznawania sensu: nie chodzi o zaspokojenie utopijnych aspiracji, o obwieszczenie przeistoczenia bólu; o dostarczenie uspokojenia psychicznego, o spowodowanie łatwej pociechy… Konkretnie, - poszukiwanie sensu - oznacza, że Bóg jest mi bliski również wtedy, kiedy moja sytuacja życiowa jest niedorzeczna, i beznadziejna, i zniszczona, pokonana. To jakby przekonanie się do tego, że «mogę» Go spotkać, nie tylko w świetle radości, ale również w ciemności, w smutku, w cierpieniu, w przygnębieniu (H. Küng, Esiste Dio?).

Prawda każdego człowieka rodzi się bardzo powoli. Jak narodziny drzewa, gdzie czas odgrywa najważniejsza rolę i ma wielkie znaczenie. Tak człowiek, który ma się przemieniać i wstępować na trudny szczyt innego życia. Nowe życie, które jest jednością wyłonioną z zamętu rzeczy, nie spada na człowieka jak rozwiązanie rebusu, ułożenie puzzli, ale jest uspokojeniem sprzeczności i zabliźnieniem ran. Jego moc dopiero się pozna wtedy, kiedy się stanie i trwa – ale to dopiero albo już będzie po zmartwychwstaniu…

Trzeba mieć mocne fundamenty żeby trwać. I być wiernym. Być wiernym, to przede wszystkim być wiernym sobie, swemu powołaniu. Bo muszą być mocne te więzi, które poprowadzą, dadzą życie, staną się sensem i światłem. Nie wolno rezygnować, zna się swoje powołanie, po tym jak ono ciąży człowiekowi. Jeśli je się zdradzi, samemu się wypatrzy. Trwanie oznacza proces ciągły, zadanie życia człowieka wierzącego. To nie tylko przetrwać jakieś wydarzenie, wytrwać w pewnej sytuacji, ale trwać, jak matka przy chorym dziecku, jak trawa nad przepaściami, jak święci w dziełach - w których trwali długimi latami - siłą swej wiary i pracą własnych rąk.

Kto otrzymał życie cielesne, szuka trwania w trwaniu cielesnym. Kohelet szukał tylu rozmaitych rzeczy, które byłyby trwaniem. Te, które nie trwały, zdawały mu się tylko oszustwem. Zaczynał od aktywności («dzieła wielkie...»), przez satysfakcję z powodu bogactwa i zasobności, był spontaniczny i używał życia bez końca i miary (Koh 2,1-11). Dlatego Kohelet wysunął postulat «trwania» jako probierz, miernik sensowności.

Jakiekolwiek dobro chwytamy w ręce - pragniemy zawsze, aby trwało. Cokolwiek człowiek robi, chce, aby trwało. Obojętnie, czy to będzie but szewca, czy państwo wielkiego króla. Nasi praprzodkowie otaczali swe groby murkiem z kamienia. Faraonowie otaczali swe ciała piramidami, aby przetrwały. Budując dom dla siebie postępujemy tak, aby stał on zawsze. Nigdy jednak nie trwa. Postępujemy jednak zawsze tak samo. Kogo ukształtowała miłość do dziecka, w ocaleniu dziecka szuka własnego trwania. A kogo ukształtowała miłość Boga, szuka dla siebie trwania w swoim wzwyż - wstępowaniu, w Bogu. Nikt nie szuka tego, czego nie zna, ale chce ocalić to, co jest warunkiem jego wielkości, tak jak ją czuje. Jego miłości – tak jak odczuwa miłość. Dlatego jeżeli przemieni się swoje życie w coś wyższego od siebie, nic nie będzie odjęte.

Cierpienie przeżyte dla Miłości ma moc nadania znaczenia również temu, co człowiek doświadcza, jako otchłań nonsensu, bezsensu. Wobec cierpienia Bóg nie daje odpowiedzi, ale podaje sens. W epizodzie sługi, który cierpiąc uzdrawia rany innych, objawia się tajemnica ziarna pszenicy, które ginąc przynosi owoc (J 12,24: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity»). To oznacza, że we wierze znajduje się sens nie tylko dla życia, ale również dla umierania. Egzystencja przeżyta w wierności i miłości jest życiodajna, nawet jeśli jest niszczona przez cierpienie. We wierze ma znaczenie nie tylko kwiat, który się rozwija, ale również uschły liść, który gnije, ponieważ nad śmiercią Bóg wypowiedział swoje Słowo, które stało się Ciałem, w Jezusie.

Opowiadanie gdzieś zasłyszane:
Na polu, w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie stały dwa zbiorniki na wodę, spoglądały na siebie, a od czasu do czasu zamieniały kilka słów, Były bardzo różne. Pierwszy zbiornik był doskonały. Tworzyły go solidne i dokładnie dopasowane kamienie, tak ze żadna kropla cennej wody nigdy nie została uroniona. Drugi miał kilka szczelin, przypominający rany, z których sączyły się strumyki wody. Pierwszy wyniosły i dumny ze swej doskonałości wyraźnie rysował się na tle zielonych pól i błękitu nieba. Jedynie jakieś owady i kilka ptaków ośmielały się zbliżyć do niego. Drugi był otoczony kwitnącymi roślinami, morwami, i powojem, które spijały wodę sączącą się ze szczelin. Nieustannie brzęczały tam owady a ptaki wiły swe gniazda na jego krawędziach. Nie był wprawdzie doskonały, lecz czuł się szczęśliwy… Ten kto żyje z otwartymi ramionami dla innych zwykle nie robi kariery, lecz znajduje wielu ludzi, których trzeba uścisnąć i serdecznie przyjąć…

 

>>> powrót do strony głównej Rekolekcji <<<