Internetowe Rekolekcje Adwentowe 2010

dla Polonii i nie tylko....

"UKIERUNKOWANIE DUCHA... - SENS ŻYCIA"
Adwent 2010

IV Niedziela Adwentu -
«BOJAŹŃ BOŻA… cały w tym człowiek!» (Koh 12,13)

Ks. dr Paweł Melczewski SChr. - Poznań
e-mail: pmelczewski@tchr.org

 

Kohelet przedstawia Boga jako Tego, który powinien stać się ośrodkiem wszelkich zmagań człowieka. Bóg jest zawsze Bogiem Kogoś... Bogiem Abrahama, Mojżesza, Eliasza... naszych ojców, naszych mam. Zapamiętać obrazy z postaciami, zapamiętać postacie to położyć je we wnętrzu, z troskliwością określenia, nazwania i wiedzą, którą daje Ten, dla którego wszystko jest jawne, który rzeczywiście wie, którego autorytet nauczania jest wyjątkowy. Nie można Go poznawać bez słuchania tego co inni opowiedzieli o Nim - słuchając Go. Wytwarza się w ten sposób łańcuch postaci, które mówią «swoim» językiem do nas. Historia zostawia daty i zostawia osoby. One przybliżają nam nie tylko przeszłość, ale i atmosferę tamtych czasów. Bóg zazwyczaj działa pośrednio poprzez wartości. Pojawiają się one samoczynnie w świadomości osób i społeczeństw. Budzą sumienie ludzkie z duchowego letargu, każą się angażować w dobro, często obezwładniają i zaciągają w służbę małych i wielkich spraw. Czym wytłumaczyć, że pewni ludzie w walce z uciskiem, niesprawiedliwością, zakłamaniem gotowi są położyć na szalę nawet własne życie?. I to co przyjąć najtrudniej: nieznaną mądrość, nieodgadnioną wielkość chwili, kiedy nagle, zmierzając wprost ku górze, urywa się życie, doświadczenie na ziemi, by rozpocząć w innym wymiarze komunię wspólnoty.

Światło oczu poszerza granice świata człowieka, a poszerzony świat to warunek wolności. Odnajdywanie siebie w wierze - nadzwyczajny dar Boga - swoje twarze w codzienności. Kłębek sprzeczności życia i jasność spojrzenia ich wiary - to zadziwienie się nad postacią....To wszystko jest rytem - próbą twojego przeżycia…. Nigdy nie można powiedzieć, że się ją ma. Zawsze się do niej dorasta, na każdą chwilę trzeba ją przywoływać, upraszać na nowo. Jest światłem rozjaśniającym wszystko. Ale niewidocznym; jest głodem, którego zaspokoić nie można, solą, która wzmaga pragnienie. Nie wie się ile jest jej w ludziach, którzy nie błyszczą, trwają szarzy i nieruchliwi, jak kamienie na uboczu nurtu. Nie wie się jak mało jej – najistotniejszej – może być na świecznikach. Jest nieustającą niepewnością. Wciąż trwającym pogotowiem nadziei. O niej za dużo się nie mówi, bo nazywanie spłaszczy ją. Wystarczy wiedzieć, że jest najpotrzebniejsza, wciąż tak bardzo nieuchwytna i poszukiwana… Każdy w trudzie własnym, na własny sposób próbuje wykuwać dalej. Nie dokończy nikt. Każdy przerwie w momencie tak dalekim od ostatecznego kształtu prawdy, że kiedy wreszcie prawda cała odsłoni się oczom, będzie olśnieniem niekończącym się już nigdy. Każdy dalszy krok w poznawanie nieskończoności jest jak zagłębianie się w las. Jest przygodą ogromną, jest koniecznością wewnętrzną, pogłębieniem oddechu.

Jest potrzeba kogoś, kto jak Kohelet, pomoże zrozumieć czas, odkodować chwile, rozróżnić moment, zinterpretować minuty. Spośród tylu oznak poszukiwań i tylu słów pytań nieważnych trzeba, żeby to jedno zrozumieć – najprostsze, trudniejsze od każdej z opowiastek, poprzez, które stara się człowiek zapamiętać życie. Że kiedy się patrzy na innych, nie pojmując – dają mam znaki zapytania: ale jednocześnie w każdym z nich jest inaczej postawione to odbicie pytające o wieczność, o Boga, które trzeba odczytać, zanim miną, nim ich odnajdę i poznam w ostatni dzień…. Bóg przychodzi punktualnie (w swojej godzinie - kajrosu), ale poprzez następstwo niekończących się spóźnień (ale według naszych zegarków). Najważniejsze, że oczekiwanie nie sprawiało zestarzenia się. Bóg przy swoim przyjściu «rozpozna» tylko te osoby młode, które nie pozwoliły zabrudzić lat świeżości początkowej, przytłumić poryw i zapał, osłabić pragnień. Młodość jest jedynym sposobem mądrym życia w oczekiwaniu i przygotowaniu na spotkanie. Przez czarodziejstwo miłości, zrodzonej z samego Pana Boga można tylko na siłę wyszarpywać z siebie zatopiony świat. Poeta mówi: Samotności nie szukaj, nie tęsknij, nie musisz wymodlić. Poczekaj, przyjdzie sama. Jak przychodzi czas suszonych traw, pustych dzbanów, przeczytanych książek. Przygotuj się, gdy przyjdzie - przyjmij gościnnie. Ten czas będzie świadectwem całego twego życia.

Człowiek, który poszukuje wyjścia z duchowego kryzysu, nie zrobi kroku naprzód, jeśli ponownie nie «ukierunkuje się ku wnętrzu». W każdym z nas jest pragnienie zażyłej relacji z Bogiem. W głębi swego serca każdy tęskni za taką relacją. To oznacza, że odkrycie wszelkiego sensu życia i jego duchowej wartości może dokonać wtedy, gdy człowiek zacznie sobie stawiać pytanie: kim jestem dla Boga?

Jeżeli nie dość się wierzy, jeżeli nie dość się Go kocha, to chociażby człowiek sto lat szukał swego ideału, chociażby chłopak znalazł swoją dziewczynę, a dziewczyna swego chłopaka, i chociażby oboje przeżywali swoją szalona miłość to i tak ona się skończy: Bo człowiek jest istotą skończoną bez Boga, Skończy się jego (jej) mądrość, prawość, skończy się jej dobroć, kobiecość urok… Człowiek zawsze tęskni za pełnią piękna, prawdy. I dlatego tyle jest smutnych miłości, bo człowiek od człowieka żąda tego, czego ten dać mu nie może.

Księga Koheleta jest rozpaczliwym wołaniem o zadumę nad doczesnością, która, gdy pokładamy w niej nadzieję, staje się źródłem jedynie frustracji i cierpienia. Widzimy więc, że w ostatecznym rozrachunku Bóg jest w Księdze Koheleta ukazany jako ostateczny cel każdego człowieka i jako jedyna ucieczka przed beznadzieją życia. W podsumowaniu całej księgi, autor - redaktor mówi właśnie o przestrzeganiu Bożych przykazań, jako nadrzędnym celu wszelkiego działania. Boże prawo jest tutaj odwieczne i niezmienne, i jako jedyne nie zostało podsumowane tym jakże często powtarzanym epitetem «marność nad marnościami». Wszystko co powiemy, co możemy powiedzieć o Nim, jest do Niego nie podobne. Mogłoby Go obrazić. Ale obrażają się najczęściej ludzie. Ci sami, których stworzył na podobieństwo... Bóg pochyla się nad swym stworzeniem i swym Bożym tchnieniem ożywia to, co ukształtował własnymi rękoma (Rdz 2,7). Bóg pochylił się także nade mną. Wynika z tego, że najgłębsza istota człowieczeństwa polega na skierowaniu się ku Bogu. Pytanie: kim jestem dla Boga oraz próba ciągłego modlitewnego poszukiwania odpowiedzi na nie, może stać się wstępem do mojego autentycznego życia ewangelią…

Mówi się, że drzewa rosną tylko w nocy – nie w pieszczocie słońca, do którego przecież wybiegają bez ustanku. Tak chyba jest z każdym życiem. Człowiek rośnie w swojej nocy. Wtedy, kiedy znika z oczu. Wtedy, kiedy sam ledwie siebie widzi w zagarniającej go ciemności. Kiedy nie ma w nim nic z dosytu sjesty. Kiedy głód, pęd wzrostu porywa, przenika jak krzyk. Kiedy się szarpie rozdarty miedzy ziemią a niebem, miedzy przepaścią a szczytem. Kiedy cierpi, kiedy oddaje swoje życie, ciężko dzień po dniu. Wtedy właśnie żyje. Wtedy formuje się jego korona – kształt, który będzie trwał, niepowtarzalny, jego własny, pod wielkim słońcem Nieba.

Bóg daje najmniejszy i najcenniejszy znak, który się bierze w milczeniu i tajemnicy, na własna pewność, na chwilę światła. Daje znak na miarę tęsknoty. Właśnie w Nim, w Jezusie, uobecnił się dla nas Bóg, aby ludzkim słowem powiedział wyraźnie o drodze zbawienia, ale także o miłości Boga i obecności Ojca.

Gdzieś zasłyszane...
Pewien mężczyzna poszedł jak co miesiąc do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego ni z owego wywiązała się rozmowa o Bogu. – fryzjer powiedział – wie pan ja nie wierzę, że Bóg istnieje – dlaczego pan tak uważa? – zapytał klient. Cóż to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje. Gdyby Bóg istniał, myśli pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałyby opuszczone dzieci? Gdyby istniał Bóg nie byłoby bólu. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na to wszystko pozwala. Klient pomyślał chwile, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował nie chciał wywołać niepotrzebnej dyskusji. Gdy fryzjer skończył klient zapłacił i wyszedł. I w tym momencie zobaczył na ulicy człowieka z długą zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądał na to, ze już od dłuższego czasu jego włosy i broda nie widziały fryzjera. Był zaniedbany i brudny. Wtedy klient wrócił i powiedział – wie pan co?, fryzjerzy nie istnieją. Bardzo śmieszne, jak to nie istnieją? – zapytał fryzjer. Nie - odparł klient – fryzjerzy nie istnieją, bo gdyby istnieli nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jak ten człowieka na ulicy. A nie - fryzjerzy istnieją, to tylko ludzie nas nie szukają z własnej woli. No właśnie – powiedział klient – Bóg istnieje, tylko ludzie go nie szukają i robią to z własnej woli, dlatego jest tyle cierpienia i bólu na świecie.

 

>>> powrót do strony głównej Rekolekcji <<<