Internetowe Rekolekcje Adwentowe 2016

dla Polonii i nie tylko....

"O SŁUCHANIU I SPOSOBACH ODPOWIEDZI BOGU"
Adwent 2015

IV niedziela Adwentu

ks. Krzysztof Nowrot - Rybnik
e-mail: knowrot@interia.eu

Przez Polskę przetacza się, już jakiś czas, światopoglądowa burza. Polaryzuje się nam społeczeństwo, a różne jego stronnictwa wychodzą na ulice, by manifestować swoje racje. Nie czas i miejsce na analizę podnoszonych przez nie głosów, na ocenę formy i treści ich protestów, ale warto zwrócić uwagę na pewne – bardzo jaskrawe – towarzyszące tym protestom zjawisko. Jakie?

Jest początek października. W kraju trwa tzw. „czarny protest” (choć mógłby i jakikolwiek inny). Wchodzę na lekcję do jednej ze swoich klas (właściwie mojej ulubionej) i widzę w sali dziewczęta ubrane na czarno. Wszystkie po kilkanaście lat. Próbując podejść do sprawy z humorem, pytam, czy coś nie tak jest z ich pralką, czy coś się w domu popsuło. „My protestujemy!” – słyszę w odpowiedzi. Udaję, że nie wiem, o co chodzi. – Ale przeciw czemu, komu? – pytam. „No przeciw tej nowej ustawie!” – Jakiej? – nie daję za wygraną. – Czy ktoś ją czytał, ktoś miał ją w ręce? „Nie…” Nikt nie zadał sobie trudu.

Nie chodzi mi, jak wspomniałem, o treści zapisane na konkretnym urzędowym papierze: te, budzące społeczne protesty, czy też w ogóle jakiekolwiek inne. Chcę tu opisać raczej nasz sposób włączania się w dyskusję nad nimi, niepoparty własnym doświadczeniem, własnym poznaniem podnoszonej sprawy, mający źródło w argumentach: „Bo tak się mówi, tak podały media” – bezmyślny! Obecny jednak, niestety, już w każdym środowisku! Nie tylko na szczytach władzy i w sprawach wagi państwowej, ale także w rodzinach, w zakładach pracy, w Kościele. „Bo ja tak słyszałem” lub „widziałem w telewizji…” „Bo tak tam o tym mówili… W ogóle to podobno…” itd. Pytam: a co, gdy temat dotknie sprawy wiary? A co, gdy ktoś spróbuje mi mówić o Bogu?

W tym właśnie kontekście warto sięgnąć po lekturę fragmentu Ewangelii według św. Łukasza (19,1-10), po opowieść o biblijnym Zacheuszu. Człowieku wysoko postawionym, zwierzchniku celników i bardzo bogatym. Człowieku, który z racji uprawianej profesji, najpewniej nie żyje w „centrum synagogi”, co najwyżej na jej obrzeżach, i raczej nie jest biegły w sprawach wiary. Zacheusz nie zna osobiście Pana, być może słyszał coś o Jego cudach. Gdy Chrystus jednak przechodzi przez jego miasto i „mówi się” o Chrystusie, że jest człowiekiem wielkim, że bardzo wiele może – Zacheusz chce to sprawdzić. Gdy kroczy za Chrystusem tłum, Zacheusz nie ulega statystykom, nie poprzestaje na opiniach. Wdrapuje się na sykomorę, ponosi niemały trud. Lecz przez to – proszę spojrzeć na zdobyte przez niego owoce – nie tylko zyskuje możliwość rzetelnej oceny opinii, przekonuje się także co do słuszności Chrystusowej drogi, wagi dawanego przez Chrystusa świadectwa, i idzie za tym świadectwem – jeszcze w tym samym dniu! Zacheusz przyjmuje Chrystusa do domu! Robi więc coś, czego nie miał w najśmielszych planach. To jest przykład właściwego chrześcijańskiego rozeznania, które polega na nabraniu dystansu, oderwaniu się od gorącej atmosfery sporu, wzbiciu się ponad bieżące podziały; na ofiarowaniu samemu sobie czasu na przemyślenie sprawy; nie na pochopnym przyjmowaniu cudzych racji, ale – wyrabianiu własnego zdania.

Podejmowałem w poprzednich tygodniach temat uznania pierwszeństwa Boga w naszym życiu. Pisałem o Jego racjach, które winny wyprzedzać nasze. Wspominałem o wielkości Boga, przed którym wypada nam uklęknąć. Trudno to będzie zrobić, gdy nie znam Boga wcale. I w czasach, gdy wielu mówi o Jego nieistnieniu. Święty Paweł uczy nas w Liście do Rzymian (10, 17), że „wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (uzupełnia, że chodzi o słowo Chrystusa). Sami jednak dobrze wiemy, że nie tylko słowo Chrystusa jest przez nas słyszane. Doświadczenie i praktyka uczą, że słowem zdecydowanie bardziej i częściej do nas docierającym, jest przede wszystkim słowo ludzkie. Nie wolno więc poprzestać na słuchaniu. Tam, gdzie rodzą się wątpliwości, należy iść i szukać odpowiedzi. Dociekać, sprawdzać. Tym więcej pytać, im więcej pojawia się dylematów. Mamy Boga, który pozwala się „sprawdzić”: daje nam siebie w Eucharystii. Chrystus obecny jest w sercu Kościoła i daje szansę na wsparty autorytetem wspólnoty dialog. Nie tylko można o Nim słuchać, także widzieć Go w sakramentach świętych, dotykać Go i poczuć Jego podnoszącą nas z upadków moc. Można wejść namacalnie w środek Jego tajemnicy. Nie ma boga innego, który byłby człowiekowi tak bliski. A bliskość pomaga w podjęciu współpracy!

Anegdota z jednej z moich kolęd: początki mojego kapłaństwa. W jednym z mieszkań usiłuję nawiązać dialog ze starszym małżeństwem, chodzącym do parafialnego kościoła. Wysiłki słowne, wydaje się, nie przynoszą żadnych efektów. Mówię i mówię, żadnej odpowiedzi. Gdy wychodzę więc z mieszkania, życzę dobrego czasu świąt – uśmiecham się i podaję rękę na pożegnanie. Jestem już w progu odwiedzanego domu, gdy słyszę zza pleców, z oddali, jak pani zwraca się do męża: „A godałach ci, że jest fajny!” Właściwie już po naszym wspólnym spotkaniu. Ale w kontekście jeszcze kolędy. Wtedy… gdy sprawę sprawdziła osobiście.

ks. Krzysztof Nowrot

(od 2009 roku kapłan archidiecezji katowickiej, od września 2016 duszpasterz akademicki w Rybniku, ponadto opiekun Towarzystwa Ciemnych Typów bł. Piotra Jerzego Frassatiego [liczącej dziewięćset osób grupy modlących się za siebie i chodzących po górach głównie młodych ludzi].

 

>>> powrót do strony głównej Rekolekcji <<<